Reklama

Spięty: Bóg, wiara i miłość to są moje dyżurne tematy

– Jestem osobą spiętą, jestem spięty z tytułu tego, że jestem w stosunku do siebie krytykancki – mówi Spięty, który wydał płytę „Full HD”.

Publikacja: 21.02.2026 13:38

Spięty

Spięty

Foto: Mat. Pras./Łukasz Bieniecki

W krotochwilny, autoironiczny utwór „Serconośny” wplotłeś poloneza. Chcesz nas jako wodzirej zaprosić na swój nowy bal, czyli nową płytę „Full HD”?

Czy chcę zaprosić? Pewnie, że chcę zaprosić do przesłuchania płyty, żeby to była jakaś podróż wspólna. Chciałem pokazać kawałek świata rytmiczno-melodyjno-słownego. Faktycznie płytę „Full HD” otwiera numer „Serconośny”, bo pasował mi nastrojem tekstu, pasował mi też rytmem – takim polonezowo-bolerowym troszkę.

Reklama
Reklama

Dawno temu byłem współautorem takiej płyty Lao Che, która się nazywała „Gospel”. Byłem autorem tekstów i rozważałem między innymi na temat rozbratu religii i wiary, o tym, że to jest dla mnie rzecz absolutnie nietożsama. Traktuję religię jako rzecz, która jest uwarunkowana kulturowo, natomiast wiara jest rzeczą subiektywną.

Spięty

Mówisz, że w przeciwieństwie do Jezusa, który nauczał chodząc po wodzie, ty nauczasz po wódzie. Doskwierają ci gwiazdorskie obyczaje osób, które wciąż są na haju, a jednocześnie znajdują się na społecznym świeczniku, traktowanych jak autorytety?

Nie, to jest zabawa słowna. Każdy wie, że niektórzy po alkoholu robią się gadatliwi albo wręcz upierdliwi do tego stopnia, że w wielu kwestiach próbują nauczać. To jest nawiązanie do tego. Gra słowna, że chodził po wodzie albo chodził po wódzie brzmi bardzo podobnie, ale różnica jest przecież kolosalna.

Motyw Jezusa, chodzącego po wodzie, powraca na płycie. Kim jest dla ciebie i jak ważne są dla ciebie wiara oraz religia?

Dawno temu byłem współautorem takiej płyty Lao Che, która się nazywała „Gospel”. Byłem autorem tekstów i rozważałem między innymi na temat rozbratu religii i wiary, o tym, że to jest dla mnie rzecz absolutnie nietożsama. Traktuję religię jako rzecz, która jest uwarunkowana kulturowo, natomiast wiara jest rzeczą subiektywną. Każdy czuje i rozumie na swój sposób tak bardzo, że potem jednoczyć się pod jakimś wspólnym sztandarem to nie jest do końca dobry pomysł. Ale to jest tylko moje przekonanie, być może się mylę. Ja się ciągle mylę. Być może zmienię zdanie, bo jestem wychowany w rodzinie katolickiej, jednak wiele lat temu odsunąłem się od tego nurtu i przez 30 już lat nie miałem pomysłu czy jakiejś potrzeby, żeby na ścieżkę religijną wrócić.

Czytaj więcej

Krzysztof Grabowski dla „Rzeczpospolitej": Młodzi wchodzą w neonazistowski sposób myślenia, bo nie widzą całości systemu
Reklama
Reklama

A Jezus? W pewnym momencie mojego życia rozmyślałem sobie dużo na temat tego, że pewnie byłby dla mnie autorytetem, gdybym Go poznał. W jakiś sposób Go poznaję, ale przez filtr zapisków Nowego Testamentu, które zostały poczynione przez ludzi, więc nie wiadomo, co jest prawdą, a co z tą prawdą się mija. Bez względu na to Jezus mógłby dawać dziś wzorce etyczne, absolutnie byłby autorytetem.

Śpiewasz też o Bogu, którego trudno przetłumaczyć na polski, zaś dzieło stworzenia nie mówi nam w oczywisty sposób, co autor miał na myśli. Cieszysz się, że zabiłeś Bogu ćwieka?

Jeśli ten Bóg istnieje, to dlaczego nie? Dlaczego miałbym się nie cieszyć? Może taki rodzaj prowokacji byłby na tyle skuteczny, że Bóg przestałby nabierać wody w usta i może wypowiedziałby się. Oczywiście, wszystko to są gry słowne i zabawy, a jeśli Bóg istnieje, pewnie się wypowiada, ale niekoniecznie w taki sposób, jakiego byśmy sobie życzyli. Są to rzeczy imponderabilne, trudno je zważyć, zmierzyć. Jednocześnie wydaje mi się, że jeśli Bóg istnieje, to jest na tyle demokratyczną postacią, że trafia pod każdą strzechę.

Również w „Zapaleniu Przedrostka” udowodniasz, jak zabawnie można wykorzystać rapową nawijkę. Pamiętasz moment, kiedy odkryłeś dla siebie jej walor i zacząłeś eksplorować, co robisz do dziś z wdziękiem i humorem charakterystycznym dla gier słownych?

Ja nie jestem raperem, ale do rapu czuję miętę absolutnie. Jest to gatunek, który mnie zafascynował wiele lat temu, w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, i do tego stopnia, że właściwie mój debiut fonograficzny z grupą Koli, czyli płyta „Szemrany” z 1999 r., to było właśnie puszczenie oka w kierunku hip-hopu i nawijki w tym rodzaju. Takie rzeczy są fajne, zwłaszcza jeśli się gra słowem i tej gry nigdy dość. Rap jest takim gatunkiem, który pozwala bawić się słowami trochę jak instrumentem.

Jednak „Palipuenta” to zwierzenie wątpliwości, czy aby twoje pisanie ma wartość? Nachodzą cię takie wątpliwości, bywa, że męczysz się nad kartką papieru lub nad komputerem?

Oczywiście, że tak. Choć może to nie jest oczywiste, może są tacy twórcy, którzy siadają i zwykle wstając od stołu, komputera czy kartki mają wiersz. I ten wiersz jest dobry. Ja muszę trenować pisanie, bo nie robię tego na co dzień, dlatego jestem zmuszony najpierw się rozgrzać, a taka rozgrzewka trwa dosyć długo. Miesiącami czasami. To jest nierówna walka i czasami frustracja jest ogromna, bo jeśli przez rok nie dzieje się nic fajnego na kartce – mimo tego, że próbuję coś napisać, to jest – podkreślam! – frustrujące.

Właściwie wszystkie teksty, które są napisane z myślą o nowej płycie, były białymi wierszami napisanymi spontanicznie – bez konceptu i wbrew temu, jak piszę, a staram się pisać powoli, czasami przesadnie długo myśląc nad tekstem. Teraz popełniałem teksty spontanicznie, właśnie w postaci białych wierszy i to mnie uwolniło od presji. Puściłem też oko do siebie, bo jeśli nie idzie mi pisanie, to jestem palipuentą, której się wszystko rozsypuje, a każde zdanie staje się rzeczą niewartą tego, żeby ją utrwalić.

Reklama
Reklama

„Zapalenie Przedrostka”, rzecz o nadużywaniu „nie”, to także piosenka o negatywności. Irytuje cię, zauważasz ją u siebie?

Negatywność... mam na swój temat zdanie takie, że jestem krytykancki i chyba w tym wieku mógłbym sobie dać już więcej luzu i być mniej przez to spięty, bo to mnie określa. Jestem osobą spiętą, jestem spięty z tytułu tego, że jestem w stosunku do siebie krytykancki.

„Atrapa Łajdaka” to opowieść o pozamałżeńskich pokusach. Kalkulowałeś w tej opowieści o zdradach czy zdradach potencjalnych, by nie urazić najbliższej ci osoby?

Oczywiście wyjaśnieniem jest tytuł tego numeru: jestem atrapą łajdaka, czyli takim łajdakiem, który gdzieś tam się wałęsa – głównie po fantazjach.

Czytaj więcej

Supergrupa muzyków TSA, Proletaryat, Piersi i Armia, czyli Kosmici w natarciu

Dużo tańca jest na tej twojej nowej płycie. Poza polonezem, francuski walczyk, piosenka „Stan Podgorączkowy Sobotniej Nocy”, „Zaprószenie Do Ognia” oraz tango „Naukowcy Wciąż Nie Wiedzą”. Czym dla ciebie jest taniec?

Taniec to jest dla mnie wolność. Tańczę rzadko, ale jeśli mam okazję, to bardzo lubię. I kojarzy mi się z takim stanem, w którym nie myślę. W tekście „Stan Podgorączkowy Sobotniej Nocy” jest refren: „Myślenie jest w cenie, ale to czasem G warte zarazem, bo przez myślenie to całe zamiast być bywałem”. Wolę więc zatańczyć i nie myśleć i w ten sposób siebie uszczęśliwić. Chociażby w momencie tańczenia.

Czy empatia wobec Kowalskiego – polskiego, ale i kacapa i szkopa – nie była dla ciebie ryzykowna w naszej sytuacji geopolitycznej?

Ludzie są ludźmi i obojętnie pod jakim są sztandarem, mają te same potrzeby, te same pragnienia, marzenia – w ten sam sposób czują. Narodowość to jest rzecz wtórna.

Reklama
Reklama

Wspominasz o Krainie Sierpa i Młota. Co będzie z Ukrainą? Jaki będzie stosunek Polaków do niej?

Nie wiem, czy jest ogólny stosunek Polaków do jakiejś kwestii. Raczej wybranych Polaków. Trzeba by o to subiektywnie i każdego z osobna pytać. Fajnie by było, jakby to sąsiedztwo nasze z jednej, z drugiej, z trzeciej, z czwartej strony było miłe. To tak jakby mieć dobrych sąsiadów, z którymi się jest w dobrej komitywie. Tego bym sobie życzył, o tym marzę.

Co takiego nietypowego robisz, że widzisz w sobie niedojrzałego chłopca?

Wydaje mi się – albo może jestem w błędzie, że celem życia jest, by dojrzeć albo próbować dojrzeć. A ja się sam sobie wydaję – może właśnie dlatego, że jestem w stosunku do siebie krytykancki – że na wielu niwach jestem może infantylny. Zawsze towarzyszyło mi przeświadczenie, że jestem niedojrzały i już wiele lat temu słyszałem, że Koziorożec to jest znak zodiaku, który dojrzewa bardzo późno. Dlatego wplotłem w tę piosenkę fragment o Koziorożcu.

Fajnie by było, jakby to sąsiedztwo nasze z jednej, z drugiej, z trzeciej, z czwartej strony było miłe. To tak jakby mieć dobrych sąsiadów, z którymi się jest w dobrej komitywie. Tego bym sobie życzył, o tym marzę.

Spięty

Co sprawia, że jednocześnie jako mężczyzna czujący swoją niedojrzałość opowiadasz o śmierci w finałowym utworze?

Temat śmierci jest mi bliski pewnie dlatego, że się na tę śmierć w jakiś sposób szykuję. To z jednej strony, ale z drugiej właściwie nie wiem, dlaczego ten temat mnie fascynował i poświęciłem śmierci już wiele piosenek. A ponieważ się starzeję, to ten temat jest traktowany przeze mnie za każdym razem trochę inaczej. Podobnie jest z Bogiem, wiarą, miłością. To są moje służbowe tematy, w konsekwencji upływającego czasu zmieniam mój stosunek do nich albo patrzę z innego kąta, wynikającego z mojego wieku.

Jak się miewa Lao Che?

Lao Che nie istnieje.

Reklama
Reklama
"Full HD", Spięty, Mystic Production, 2026

"Full HD", Spięty, Mystic Production, 2026

Foto: Muzykografika - Adam Bejnarowicz

Muzyka popularna
Premierowe piosenki U2 o ofiarach w Ukrainie, Iranie, Palestynie i USA. Nowa płyta w tym roku
Muzyka popularna
Krzysztof Grabowski dla „Rzeczpospolitej": Młodzi wchodzą w neonazistowski sposób myślenia, bo nie widzą całości systemu
Muzyka popularna
Wu-Tang Clan stanie w rapowym kręgu w Łodzi. Zagrają Archive i Tori Amos
Muzyka popularna
63 lata temu The Beatles nagrali debiutancki album „Please Please Me”
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama