Jaka jest sytuacja prawna i organizacyjna Stowarzyszenia im. Ludwiga van Beethovena po śmierci Elżbiety Pendereckiej?
Nie ma żadnych zagrożeń. Marka Wielkanocnego Festiwalu Beethovenowskiego należy do stowarzyszenia. Walne zgromadzenie jego członków jednogłośnie wskazało, bym przejął obowiązki pani Pendereckiej jako prezesa stowarzyszenia i dyrektora generalnego festiwalu. Postanowiono kontynuować różne projekty, pracujemy z tym samym zespołem, choć w poszerzonym składzie zarządu wybranym na walnym zgromadzeniu. A o sobie mogę powiedzieć, że jestem związany z festiwalem od pierwszej edycji w 1997 r. i przez ostatnich pięć lat reprezentowałem stowarzyszenie na spotkaniach z przedstawicielami różnych władz i partnerami czy na wyjazdach zagranicznych.
Tym niemniej Festiwal Beethovenowski nieodłącznie kojarzył się z Elżbietą Penderecką.
I ma się nadal tak kojarzyć. Jednym z moich celów jest dbanie o dziedzictwo Elżbiety Pendereckiej, która była żoną Krzysztofa Pendereckiego, ale on nie zrobiłby aż takiej kariery, gdyby nie ona, jej systematyczność i jej kontakty. Nieodparcie nasuwają się porównania z żoną Ignacego Jana Paderewskiego, który w pierwszych dekadach XX wieku był wręcz gwiazdą popkultury. A ona podczas jego wielkiego tournée po Stanach Zjednoczonych organizowała mu przyjęcia z najważniejszymi osobami ówczesnego świata i to m.in. dzięki tym salonowym kontaktom Paderewskiego Polska wróciła na mapę Europy. Zjeździłem z Pendereckimi świat, uczestniczyłem w wielu ich spotkaniach i przedsięwzięciach. A teraz chcę zachować misję Elżbiety Pendereckiej promocji Polski poprzez wysoką kulturę, przez pokazywanie naszej gościnności i naszych zwyczajów, a to wszystko wiąże się też z Festiwalem Beethovenowskim.
Ale to jej nazwisko wiele rzeczy ułatwiało.
I powinno nadal kojarzyć się z Wielkanocnym Festiwalem Beethovenowskim. Natomiast jestem już po rozmowach z panią minister Martą Cienkowską oraz z Instytutem Adama Mickiewicza, bo chciałbym, aby od przyszłego roku wspólnie z najważniejszymi narodowymi instytucjami kultury podtrzymywać markę: Elżbieta i Krzysztof Pendereccy. Byli ambasadorami polskiej kultury, ich nazwisko otwierało sale koncertowe zamknięte dla innych. Wiązało się to też z odpowiedzialnością za wysoki poziom wykonawczy na Festiwalu Beethovenowskim, co i nas zobowiązuje. Nie chcę porównywać się z państwem Pendereckimi, ale po 30 latach współpracy z nimi wiem, że dla wielu osób i instytucji jestem wiarygodnym partnerem. Po śmierci pani Elżbiety wiele tych osób udzielało mi wsparcia, wyrażało chęć współpracy.
Mówimy o festiwalu, ale Stowarzyszenie im. Beethovena zajmuje się także promocją polskiej kultury w świecie.
Szczególnie ważna była współpraca z PKOl. Przed olimpiadą 2012 r. jego prezes Andrzej Kraśnicki powiedział nam, że ma dość przaśnych imprez kulturalnych podczas igrzysk i poprosił stowarzyszenie o coś bardziej istotnego. W Londynie zorganizowaliśmy więc maraton chopinowski młodych pianistów, transmitowany przez BBC 3, cztery lata później w Rio zaprezentowaliśmy Szymona Nehringa w najsłynniejszej sali koncertowej Brazylii Theatro Municipal, otwartej wtedy specjalnie dla nas. Od 2009 r. stowarzyszenie jest też zaangażowane w duży projekt interdyscyplinarny w Chinach. Organizujemy go z narodowymi instytucjami chińskimi. Największe ich orkiestry grają nie tylko koncerty Chopina, ale także muzykę Kilara, Noskowskiego czy Moniuszki i Pendereckiego. W Roku Tadeusza Kantora zrobiliśmy z Narodowym Instytutem Teatralnym w Pekinie warsztaty z aktorami Teatru Cricot 2, które cieszyły się nieprawdopodobnym zainteresowaniem. Aktywnie promowaliśmy nasze sztuki wizualne i na Centralnej Akademii Sztuk w Pekinie mamy mural Sebastiana Bożka, w przestrzeni publicznej Pekinu stanęła rzeźba Moniki Zawadzki. Nawiązaliśmy współpracę z najważniejszym w Chinach Uniwersytetem Tsinghua, gdzie była wielka wystawa naszej grafiki, która została potem przeniesiona do Kantonu, Szanghaju czy Hongkongu, a polscy graficy jeżdżą tam odtąd prowadzić kursy mistrzowskie. Festiwal Beethovenowski jest za to rodzajem salonu, w którym nawiązuje się kontakty i dzięki temu potem stowarzyszenie realizuje różne projekty, animuje spotkania w różnych krajach.
A przy okazji promuje też młodych polskich artystów.
Elżbieta Penderecka zawsze miała dla nich czas. Znanych dziś w świecie naszych śpiewaków stowarzyszenie wysyłało w początkach ich karier na zagraniczne przesłuchania. Szymon Nehring, zanim wygrał słynny konkurs im. Artura Rubinsteina w Tel Awiwie, uczestniczył w naszych wydarzeniach, a podczas samego konkursu Elżbieta Penderecka towarzyszyła mu przez trzy tygodnie. Ona też uważnie obserwowała w świecie młode talenty, dzięki temu mieliśmy na Festiwalu Beethovenowskim tak dziś sławnych artystów, jak Gustavo Dudamel czy Sol Gabetta.