Kiedy kilkanaście lat temu zaczynała pani dorosłe życie artystyczne, dyrygentka była kimś wyjątkowym. Kobiety narzekały, że jest im zdecydowanie trudniej zaistnieć. W ciągu ostatniej dekady sytuacja bardzo się zmieniła, właściwie każda orkiestra zaprasza dyrygentki. Jest zatem w pełni normalnie?
Zaskoczenie na widok kobiety dyrygującej, które ja odczuwałam, zniknęło. Dziś w dyrygowaniu liczy się przede wszystkim artystyczna jakość, a nie płeć. Jest to trudny zawód i dla kobiet, i dla mężczyzn; dyrygentów jest coraz więcej, orkiestr tyle samo lub mniej. Poziom dyrygentury światowej jest bardzo wysoki, konkurencja bardzo duża. Byłam niedawno w jury konkursu dyrygenckiego w Genewie i uczestniczący w nim dwudziestolatkowie i trzydziestolatkowie mogli się pochwalić poważnymi już osiągnięciami. Zresztą już ponad 10 lat temu, kiedy stanęłam do konkursu na asystenta dyrygenta Orkiestry Filharmonicznej Radia France, zostałam ostatecznie wybrana spośród ponad trzystu chętnych. Ilu z nich się zatem przebije?
Nie zdarza się, że orkiestra nie chcąc być posądzona o dyskryminowania kobiet, postanawia zaprosić dyrygentkę, by poprowadziła koncert?
Czas takiego ewentualnego faworyzowania kobiet jest procesem, który przeminie. Z drugiej strony, gdy dyrygentkom tak trudno było przebić się przez dominację mężczyzn, powstał konkurs „Maestra”, w którym mogły uczestniczyć tylko kobiety. Można go postrzegać jako pewien rodzaj wykluczenia płci przeciwnej, ale jest traktowany jako szansa zaistnienia, by ułatwić kobietom pokazanie swoich możliwości i zapewne przez jakiś czas tak musi być. Tym niemniej mamy już wiele bardzo dobrych dyrygentek, zatem wszystko powoli się normalizuje.
Pracowała pani z orkiestrami na świecie; był czas prowadzenia Orquestra de la Comunidad de Madrid, w tym roku obejmuje pani kierownictwo Filharmonii Reńskiej w Koblencji. Dyrygowała pani w Europie i w obu Amerykach, a nawet w Johannesburgu. Dostrzega pani różnice między orkiestrami różnych krajów?
Każda jest inna, bo każda stanowi zbiór bardzo różnych ludzi pracujących ze sobą i tworzących unikatowy mikroklimat. Tak dzieje się niezależnie od kraju, w Hiszpanii spotkałam się z tak zwaną niemiecką dokładnością wykonawczą, w Niemczech znam orkiestry, które mają niesamowity temperament, podobnie zresztą jak francuskie. Trudno mówić o jakiejś narodowościowej specyfice, za każdym razem dyrygent wchodzi w zupełnie inny świat, do którego musi się dostosować.
Trzeba mieć sposób na to, by pozyskać zaufanie zespołu?
Praca dyrygenta to przede wszystkim praca nad muzyką z utalentowanymi muzykami, więc bardzo ważne są umiejętności społeczne, zjednywania sobie ludzi i motywowania ich.