Dobiega właśnie końca trzydniowe zawieszenie broni, które między Ukrainą a Rosją miał wynegocjować prezydent Donald Trump. Jednak prawdziwy obraz tych rozmów wyglądał inaczej. Amerykański prezydent doskonale wiedział, że jeśli 9 maja na Placu Czerwonym ma się odbyć parada wojskowa z okazji zwycięstwa Stalina w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, musi się na to zgodzić prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

Intensywność walk na Ukrainie

Intensywność walk na Ukrainie

Foto: PAP

Dlaczego Donald Trump i J.D. Vance przekonywali, że Ukraina nie ma żadnych kart w wojnie z Rosją?

Jak zauważył mój redakcyjny kolega Marek Kutarba, ukraińskie ataki skutecznie obnażyły słabość rosyjskiej obrony przeciwpowietrznej i mit o niedostępności nieba nad Moskwą. Ukraińskie drony w ostatnich miesiącach siały spustoszenie w infrastrukturze energetycznej Rosji setki, a nawet tysiące kilometrów za linią frontu, Kijów też chwalił się efektami działania nowego pocisku Flaming.

Czytaj więcej

Wojna w Ukrainie. Pierwszy duży sukces kłopotliwego pocisku

Negocjacje wyglądały więc tak, że Putin poprosił Trumpa o to, by ten przekonał ukraińskiego przywódcę do nieatakowania Rosji 9 maja. Dlatego też Zełenski mógł pozwolić sobie na żart w postaci wydania w piątek w nocy dekretu, w którym zezwolił na przeprowadzenie parady w przestrzeni określonej przez współrzędne rogów Placu Czerwonego.

Ale to było coś więcej niż żart. Jak trafnie pisał Andrzej Łomanowski, Zełenski pokazał tym, że to on miał tym razem wszystkie karty w ręku. 

Mocno to kontrastuje z tym, co prezydent Donald Trump powiedział Zełenskiemu na historycznym już spotkaniu w Gabinecie Owalnym 28 lutego zeszłego roku. – Nie ma żadnych kart. I mam tego dość. Po prostu mam tego dość – mówił o Zełenskim prezydent USA podczas wywiadu w Fox News udzielonego tuż po tym, jak wyprosił gościa z Ukrainy z Białego Domu. Jego zastępca, J.D. Vance zaś – także w wywiadzie dla Fox – przekonywał, że Rosja jest silniejsza od Ukrainy i to ona wygrywała w historii wojny z innymi krajami. – Jeśli wojna się nie skończy, to Ukraina jej nie wygra – przekonywał nazywając fantazjami przekonanie, że Ukraińcy mogą pokonać Rosjan, jeśli dostaną więcej broni od Amerykanów.

Czego dziś naprawdę potrzebuje Ukraina, by nie przegrać wojny z Rosją?

Rok później okazało się, że bez pomocy amerykańskiej Ukraińcy nie tylko wojny nie przegrali, ale w dodatku opracowali technologie, które prowadzą do gigantycznych strat ludzkich po stronie rosyjskiej. Z powodu ataków dronowych w strefie śmierci ginie więcej żołnierzy, niż armia Putina jest w stanie powoływać do wojska. 

Czytaj więcej

Dyplomatyczny chaos wokół Ukrainy. Rosja wysyła sprzeczne sygnały

To oczywiście nie oznacza, że Ukraina zaraz tę wojnę wygra. Zełenski dziś potrzebuje nie tyle broni, co pieniędzy, które obiecała mu wciąż dawać Unia Europejska. Może się jednak okazać, że straty zadawane Rosjanom będą tak bolesne, że Putin będzie poszukiwał sposobu na to, by w miarę szybko konflikt zakończyć. Przedmiotem negocjacji pozostanie zaś cena i warunki tego końca. I to, kto przypisze sobie zasługę doprowadzenia największej wojny w Europie od 1945 r. do końca.