Wyjazd Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych to zapowiedź sporych politycznych perturbacji. Amerykanie zdawali sobie sprawę z tego, że przyjęcie pod swe skrzydła polityków, którzy są ścigani przez polską prokuraturę (o tym, jak nieudolnie napiszę za chwilę) w żaden sposób nie jest im na rękę.

Dlaczego Departament Stanu nie chciał Ziobry w USA

Z informacji „Rzeczpospolitej” wynikało, że amerykańska dyplomacja zapewniała Radosława Sikorskiego, że nie zamierza dawać Ziobrze wizy do USA. – Chyba że będzie polecenie z Białego Domu – mieli się zastrzegać Amerykanie. Tak się właśnie, jak właśnie donosi „Gazeta Wyborcza”, stało. Polska prawica miała dotrzeć, dzięki swoim kontaktom z ruchem MAGA, do szefowej personelu w Białym Domu Susi Wiles. A skoro polecenie przyszło z otoczenia Donalda Trumpa, amerykańska dyplomacja wydała byłemu ministrowi sprawiedliwości wizę.

Warto dodać, że Ziobro wizy potrzebuje, ponieważ nie podróżuje z polskim paszportem, który został, jak ujawniliśmy w „Rzeczpospolitej”, przez polskie władze unieważniony. Najprawdopodobniej korzysta z wystawionego przez Węgry tzw. paszportu genewskiego, do którego mają prawo osoby objęte ochroną przez dany kraj. Péter Magyar zapowiedział jednak, że cofnie Ziobrze (i jego zastępcy Marcinowi Romanowskiemu) azyl przyznany przez jego poprzednika Viktora Orbána. Jak widać, były minister sprawiedliwości nie czekał długo i dzień po zaprzysiężeniu nowego rządu w Budapeszcie był widziany – jak twierdzi TVN24 – na lotnisku w Nowym Jorku.

Czy zrezygnujemy z rozliczania przez polską prokuraturę podejrzanych finansowych transakcji poprzedniego rządu, by ułożyć sobie relacje z prezydentem państwa, od którego w dużej mierze zależy nasze bezpieczeństwo? 

Inna rzecz, że poza brakiem paszportu, Ziobro jest w świetle prawa osobą wolną. Prokuraturze nie udało się zdobyć dla niego międzynarodowego listu gończego. To zresztą dobry przykład tego, jak niemrawo idą „rozliczenia”, jakie obiecywał swoim wyborcom Donald Tusk. Po dwóch i pół roku rządów prokuratura nie zdołała definitywnie przekonać warszawskiego sądu o konieczności aresztowania Ziobry. Kolejne posiedzenie sądu wyznaczono na wrzesień. Do tego czasu w sensie prawnym Ziobro nie jest ścigany. Mimo to ucieka, co politycznie jest dużym obciążeniem dla niego i dla prawicy.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Niedoszłe męczeństwo Zbigniewa Ziobry. Budapeszt znów zaszkodzi PiS

Teraz stało się również potężnym obciążeniem w relacjach pomiędzy rządem Donalda Tuska a administracją Donalda Trumpa. Zarówno sekretarz stanu Marco Rubio, jak i ambasador Tom Rose, chcieli uniknąć ucieczki Ziobry do USA, ponieważ położyłoby się to cieniem na relacjach dwóch krajów. Trump uwielbia Karola Nawrockiego. Jeszcze w piątek mówił dziennikarzom, że rozważy przemieszczenie wojsk z Niemiec do Polski właśnie ze względu na osobiste relacje z polskim prezydentem, który był daleko w sondażach, ale po poparciu ze strony Trumpa wygrał wybory. Ale rząd pochodzi z zupełnie innego obozu politycznego. Między Trumpem a Tuskiem nie ma chemii. Jednocześnie współpraca robocza – czy to na linii Rubio – Sikorski w dyplomacji, czy w obronności między Petem Hegsethem a Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem – układa się bardzo dobrze.

Ucieczka Ziobry do USA wywoła niepotrzebne napięcia pomiędzy polskim rządem a Waszyngtonem

„Wyborcza” twierdzi, że Trump zmienił zdanie, ponieważ rozczarowała go przegrana Orbána na Węgrzech i utrata sojuszników w Europie. Głośno było ostatnio o wolcie włoskiej premier Giorgii Meloni, która stanęła po stronie papieża Leona w sporze z amerykańskim prezydentem. Niestety to rozczarowanie może doprowadzić do napięć w relacjach z polskim rządem. Stawia też polskiego premiera w bardzo kłopotliwej sytuacji. Stanowi ponadto wyzwanie dla polskiej suwerenności.

Czy zrezygnujemy z rozliczania przez polską prokuraturę podejrzanych finansowych transakcji poprzedniego rządu, by ułożyć sobie relacje z prezydentem państwa, od którego w dużej mierze zależy nasze bezpieczeństwo? Czy może właśnie mimo fundamentalnych interesów bezpieczeństwa nie zawiesimy na kołku suwerenności i narodowej dumy i będziemy domagać się wydania zbiega numer jeden? Dość powiedzieć, że mało znaczący dziś polityk i niewielka postać w obecnym układzie politycznym, stała się powodem wielkiego problemu w relacjach z USA.