Reklama

Nawet w największym arcydziele na początku są tylko zapisane nuty

Muzyka niesie coś znacznie ważniejszego niż proste polityczne konotacje – mówi amerykański dyrygent pochodzenia izraelskiego Yoel Gamzou, który w Operze Narodowej poprowadzi 7 stycznia koncert noworoczny

Publikacja: 06.01.2026 18:28

Yoel Gamzou

Yoel Gamzou

Foto: mat. pras.

Podobno najważniejsze doświadczenie z pana dzieciństwa wiąże się z VII Symfonią Mahlera.

Płytę z nią dostałem od mamy na siódme urodziny. Włączyłem gramofon i zacząłem słuchać w kółko bez przerwy, a przecież Siódma Mahlera trwa ponad godzinę. Następnego dnia zapytałem, czy Mahler napisał coś na wiolonczelę, bo w szkole muzycznej uczyłem się w klasie wiolonczeli. Gdy dowiedziałem się, że nie, odpowiedziałem, że w takim razie będę grać w orkiestrze i zostanę dyrygentem. Mama się tylko zaśmiała.

Reklama
Reklama

A pan uparcie dążył do celu i pojechał do wielkiego Carla Marii Giuliniego, choć on pana nie zapraszał.

Miałem 16 lat i trzech, może czterech mistrzów dyrygentury, których podziwiałem, ale wszyscy już nie żyli. Był tylko Giulini i mieszkał w Mediolanie. Ja byłem w Nowym Jorku, ale zacząłem dzwonić do wszystkich Giulinich, jakich znalazłem we włoskiej książce telefonicznej i po wielu próbach znalazłem tego właściwego. Telefon odebrał syn i powiedział, że ojciec jest stary i nie będzie ze mną rozmawiał. Dzwoniłem kilkakrotnie, ale bez skutku i nagle po paru tygodniach dostałem wiadomość, że maestro może mi poświęcić pięć minut. Kupiłem bilet na najwcześniejszy samolot do Mediolanu z powrotnym na wieczór, bo nie miałem na hotel i poleciałem. Pięć minut zamieniło się w trzy godziny, po których mój mistrz powiedział, że ma, co prawda, niewielkie doświadczenie, ale jeśli przyjdę za tydzień z jakąś partyturą, udzieli mi paru porad. Nie wróciłem do Nowego Jorku, przez pewien czas żyłem na ulicy, w konserwatorium pożyczyłem symfonię Brahmsa i poszedłem na kolejne spotkanie. Stopniowo pięć minut zamieniło się w kontakt trwający dwa i pół roku.

Carlo Maria Giulini to był pana najważniejszy nauczyciel?

Absolutnie tak. Miałem niesamowite szczęście, że udało mi się spotkać ostatniego z wielkich mistrzów poprzedniego stulecia. Nie był typowym profesorem, nigdy nie mówił, jak mam coś robić. Po prostu zadawał mi pytania i tak pomagał dotrzeć do tego, czego szukam w partyturze.

Kim pana zdaniem jest dyrygent?

Kompozytor nie będzie słyszalny bez nas, my nie istniejemy bez niego. Żyjemy w całkowitej symbiozie, bo każdy utwór składa się z tego, co jest między kompozytorem a nutami na papierze oraz z drogi od zapisanych nut do dźwięku podczas wykonania. Za tę drugą połowę odpowiada dyrygent, muzyk czy śpiewak. Niezależnie od tego, z jak wielkim arcydziełem mamy do czynienia, zawsze na początku są tylko zapisane nuty. Na dyrygencie i orkiestrze spoczywa odpowiedzialność za zamianę ich w dźwięki.

Reklama
Reklama
Bio

Yoel Gamzou

Ur. 1988 r., amerykański dyrygent pochodzenia izraelskiego i kompozytor, pracujący głównie w Europie. Wybitny znawca muzyki Mahlera, a także dyrygent operowy związany z wieloma ważnymi teatrami (m.in. Staatsoper w Wiedniu, Monachium czy Hamburg). Na Baltic Opera Festival 2025 przygotował w Operze Leśnej w Sopocie głośną premierę „Salome” R. Straussa 

Często wybiera pan muzykę niemiecką, czego dowodem pana środowy koncert w Operze Narodowej z utworami Beethovena i Richarda Straussa.

Bo je po prostu lubię, co nie znaczy, że kompozytorzy niemieccy są dla mnie najważniejsi. Pociąga mnie bardzo różna muzyka. Prokofiew, Schubert, Korngold, Beatlesi, muzyka amerykańska. Lubię kompozytorów brytyjskich, zwłaszcza Williama Waltona. Rzeczą podstawową jest to, by artysta czuł więź z muzyką, którą wykonuje. Jeśli jej brak, nie będzie dobrego efektu. Jest wiele muzyki, która mnie nie pociąga. Wówczas nią nie dyryguję.

A jak ważna jest dla pana w ogóle opera?

Obecnie zajmuję się nią najwięcej, opera jest częścią mojego języka muzycznego, co więcej, pomaga w dyrygowaniu utworami symfonicznymi. Każda melodia jest rodzajem imitacji głosu ludzkiego, więc kiedy dyrygent przychodzi do orkiestry symfonicznej z opery, o każdej melodii myśli jak o pieśni, mimo że ona jest wyłącznie instrumentalna.

A co z operą współczesną?

Jest niezbędna. Wierzę w nową muzykę, bo ludzie chcą jej słuchać. To nieprawda, że od niej stronią. Problem tkwi w tym, co proponują kompozytorzy. Wy, Polacy jesteście w niezwykle szczęśliwej sytuacji, bo w XX wieku mieliście kompozytorów oryginalnych, cenionych i tworzących muzykę pełną emocji. W Niemczech przez dekady powstawało dużo złej muzyki współczesnej, co dało katastrofalne skutki w pozyskiwaniu publiczności. Szukam dobrych kompozytorów, którzy potrafiliby zaprosić do siebie odbiorców. Nowa muzyka musi być związana z czasami, w których żyjemy, być cząstką dzisiejszej wieży Babel, w której jest rock, etno, techno, folk.

Czytaj więcej

Boris Kudlička: W Operze Narodowej rewolucja nie jest potrzebna

Ale trzeba też zaciekawić publiczność.

Oczywiście. Jak ktoś wybierze się po raz pierwszy na koncert i mu się nie spodoba, po raz drugi nie przyjdzie. A wydaje mi się, że muzycy dzisiaj nie traktują odbiorców poważnie, uważając, że oni nie znają się, nie wiedzą, co dobre, a co złe. A słuchacz czuje, czy muzyka jest prawdziwa i szczera, i wtedy będzie chciał mieć z nią kontakt ponownie. Trzeba szanować jego prawo do wydawania opinii.

Reklama
Reklama

Podobno kiedy był pan dyrektorem teatru w Bremie, odwiedzał ludzi w ich domach, by opowiadać o operze.

Zaprosić mnie mógł każdy, o ile zorganizował przynajmniej dziesięcioosobową grupę chętnych. Miałem po kilka spotkań w miesiącu, mówiłem, co robimy w teatrze, odpowiadałem na pytania. Ludzie bywają wstydliwi, trzeba dać im szansę na zadawanie pytań, wtedy przełamują swoje obawy. Po takich spotkaniach ich motywacja do przyjścia na spektakl była znacznie silniejsza.

Operze Narodowej zaproponował pan też Prokofiewa. Rosyjscy kompozytorzy powoli wracają u nas do życia koncertowego, choć wciąż wzbudza to kontrowersje.

Muzyka czy w ogóle sztuka powinna być oddzielona od polityki, bo jeśli będziemy Prokofiewa łączyć z Putinem, to czy mamy prawo grać Beethovena, którego cenił Hitler? Muzyka niesie coś znacznie ważniejszego niż proste polityczne konotacje. Jeśli gramy Prokofiewa i ktoś czuje się poruszony jego muzyką, a tego samego uczucia doświadcza też inny słuchacz, powstaje więź między ludźmi. I to jest znacznie ważniejsze niż związek między kompozytorem, który zmarł 70 lat temu a dzisiejszym dyktatorem.

Yoel Gamzou – ur. 1988 r., amerykański dyrygent pochodzenia izraelskiego, pracujący głównie w Europie. Wybitny znawca muzyki Mahlera, a także dyrygent operowy związany z wieloma ważnymi teatrami (m.in. Wiedeń, Monachium czy Hamburg). Na Baltic Opera Festival 2025 przygotował w Operze Leśnej w Sopocie premierę „Salome”.

Muzyka klasyczna
Wiedeńczycy wybrali dyrygenta na koncert noworoczny 2027. Zaskakująca decyzja
Muzyka klasyczna
Koncert noworoczny w Wiedniu zaczyna się zmieniać
Muzyka klasyczna
Muzyka poważna 2025. Nowoczesność bywa atrakcyjna
Muzyka klasyczna
Piotr Beczała lepszy niż Luciano Pavarotti
Muzyka klasyczna
Zofia Zembrzuska: Nie bójmy się Filharmonii
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama