Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak decyzje Senatu zagrażają istnieniu kluczowych polskich mediów na Białorusi, Litwie i Ukrainie.
- Dlaczego likwidacja tych redakcji jest ciosem w walce z rosyjską dezinformacją i propagandą.
- Jak na „wyrok śmierci” dla mediów reagują liderzy Polonii, w tym praprawnuk Adama Mickiewicza.
- Jak Senat argumentuje cięcia finansowe i na co mogą zostać przeznaczone zaoszczędzone miliony.
Od początku kwietnia do „Rzeczpospolitej” zaczęły docierać alarmujące głosy o drastycznych cięciach dotacji dla polskich mediów na Kresach. Pieniądze są przyznawane przez Senat, opiekujący się Polonią i Polakami za granicą. Decyzje, które zapadły w Warszawie w marcu w ramach programu „Senat – Polonia 2026” postawiły pod znakiem zapytania przyszłość najważniejszych mediów prowadzonych przez Związek Polaków na Białorusi (ZPB) – walczących o przetrwanie w niezwykle trudnych i ryzykownych warunkach działalności w systemie totalitarnym.
Historia ta mocno kontrastuje z deklaracjami polityków mówiących o konieczności wspierania polskości na Wschodzie, które bardzo często padały w ciągu kilkunastu ostatnich dni od szczęśliwego uwolnienia dziennikarza i jednego z liderów mniejszości polskiej na Białorusi, Andrzeja Poczobuta. Tym bardziej, że decyzja Senatu uderza też w polskie redakcje na Litwie czy Ukrainie.
Niezależne media Polaków na Białorusi walczą o przetrwanie. Borys: w razie potrzeby zwrócę się do rodaków w Polsce
– „Magazyn Polski” jest miesięcznikiem z 30-letnią historią, a jego przyszłość dzisiaj stoi pod dużym znakiem zapytania, bo już w tym roku zabraknie nam środków – mówi „Rzeczpospolitej” Marek Zaniewski, wiceszef nieuznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi (ZPB) i redaktor czasopisma wydawanego przez grodzieńskich Polaków. Mają oni też portal internetowy (portalzpb.pl), relacjonujący działalność mniejszości polskiej na Białorusi. Zatrudniają dwóch redaktorów (pracujących w ostatnich latach z Białegostoku z powodów nieustających represji na Białorusi), korespondentów dostarczających informacje zza żelaznej kurtyny oraz pracowników technicznych.
Pod koniec marca działacze prowadzonego przez Andżelikę Borys ZPB otrzymali informacje, że w ramach programu „Senat – Polonia 2026” otrzymają w tym roku niemal czterokrotnie mniejsze (w porównaniu z rokiem ubiegłym) fundusze na działalność mediów. Ze względu na warunki, w jakich działa mniejszość polska na Białorusi, nie będziemy podawali dokładnych kwot, ale dokonane przez Senat cięcia nie pozostawiają im szans na przetrwanie.
– W obecnej sytuacji żadne polskie medium nie ma na Białorusi korespondentów, a my mamy ludzi, którzy przynajmniej opisują stamtąd życie naszej organizacji – twierdzi Zaniewski.
– Zmniejszenie dotacji tłumaczą tym, że nie ma środków i że wszystkim ucięto finansowanie. Ale sytuacja Polaków na Zachodzie różni się od sytuacji Polaków na Białorusi. Ci pierwsi funkcjonują w państwach prawa i mogą otrzymywać wsparcie finansowe z różnych źródeł, my takich możliwości nie mamy – dodaje.
Czytaj więcej
W momencie, gdy nie będę musiał przebywać w szpitalu czy jakichś zakładach leczniczych, będę gotów powrócić na Białoruś – mówi „Rzeczpospolitej” An...
Co więcej, z naszych informacji wynika, że cięcia objęły również inne obszary działalności ZPB, m.in. wsparcie potrzebujących pomocy Polaków na Białorusi czy nakłady związane z organizacją obchodów polskich świąt narodowych.
Poruszałem ten temat i zostałem zapewniony, że pochylą się nad tą sprawą jeszcze raz.
– W sprawie cięć dla naszych mediów napisałam list do premiera, ministra spraw zagranicznych i pani marszałek Senatu – mówi „Rzeczpospolitej” Borys. – Wcześniej organizowałam zbiórkę pomocy dla powodzian w Polsce, więc w razie potrzeby zwrócę się po pomoc do Polaków na Białorusi i rodaków w Polsce – dodaje.
Do decyzji Senatu odniósł się ostatnio też w swoim pierwszym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” po uwolnieniu z białoruskiego łagru Andrzej Poczobut, który w przeszłości był redaktorem naczelnym „Magazynu Polskiego”.
– Poruszałem ten temat i zostałem zapewniony, że pochylą się nad tą sprawą jeszcze raz – mówił „Rzeczpospolitej” Poczobut.
„Ograniczają działalność i zwalniają ludzi”. Niepewna przyszłość polskich mediów na Litwie
W tym roku na sprawy polonijne i Polaków za granicą Senat przeznaczył ponad 70 mln zł (w przeszłości pieniędzmi tymi dysponowały MSZ i KPRM), z których na wszystkie prowadzone przez Polaków za granicą media przyznano zaledwie 8,8 mln zł. W latach ubiegłych kwoty te sięgały 11–12 mln zł.
– Dostaliśmy niespełna 5,2 mln zł na zadania, na które w poprzednich latach nasza fundacja miała co roku ponad 2,5 mln zł więcej. Jak do tego doliczy się rosnące koszty działalności, to widać wyraźnie, że decyzje Senatu nie sprzyjają poprawie sytuacji. W dłuższej perspektywie część lokalnych polskich mediów na Wschodzie po prostu upadnie, a już teraz redakcje ograniczają swoją działalność i mamy sygnały, że będą musiały zwalniać ludzi – mówi „Rzeczpospolitej” Mikołaj Falkowski, prezes rządowej Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” im. Jana Olszewskiego (FPPnW), która od lat wspiera nie tylko polskie media na Białorusi.
Portal Związku Polaków na Białorusi
Fundacja od tygodni prowadzi zbiórkę pieniędzy na utrzymanie kompleksu historycznych budynków w Zułowie, w miejscu urodzenia Józefa Piłsudskiego na Litwie, który został wykupiony za środki polskiego podatnika. W tegorocznym polonijnym budżecie Senatu nie znalazło się nieco ponad 200 tys. zł, a tyle wynoszą roczne koszty utrzymania tego ważnego dla historii Polski miejsca.
Czytaj więcej
Zmartwychwstała nagle, bez żadnych zapowiedzi i fanfar. Polska znowu była wolna, ale czy Polacy byli gotowi na suwerenność?
Walenty Wojniłło, prezes zrzeszenia „Media Polskie na Litwie” i kierownik polskiego ośrodka Wilnoteka (polskojęzycznego portalu multimedialnego i programu telewizyjnego), twierdzi, że po ucięciu 70 proc. tegorocznego budżetu nie mają szans na przetrwanie.
– Decyzja Senatu to decyzja o likwidacji Wilnoteki – ośrodka, który był budowany przy wsparciu państwa polskiego i polskiego podatnika przez 30 lat. Od pięciu lat finansowanie było na podobnym poziomie, trzykrotnie większym od przyznanego w tym roku – mówi „Rzeczpospolitej” Wojniłło. Twierdzi, że nie dostali również środków na utrzymanie sieci kamer, za pomocą których prowadzą transmisje z polskich nabożeństw w Ostrej Bramie i z innych kościołów na Litwie.
Chodzi o ważny odcinek frontu nasilającej się wojny informacyjnej, nie mniej ważny niż np. militarna obrona Przesmyku Suwalskiego.
– Były lata, gdy inflacja na Litwie przekraczała 20 proc., i prosiliśmy o zwiększenie budżetu, by rozwijać nasz ośrodek, dotrzymywać kroku mediom społecznościowym, przyciągać do współpracy młodzież, dla której polskość już przestaje być fundamentalną wartością, jeżeli nie jest pielęgnowana w sposób nowoczesny, atrakcyjny i nie otwiera nowych możliwości – dodaje.
– Chodzi o ważny odcinek frontu nasilającej się wojny informacyjnej, nie mniej istotny niż np. militarna obrona Przesmyku Suwalskiego. Należy pamiętać o fundamentalnym znaczeniu wileńskich mediów polskich w zwalczaniu dezinformacji i propagandy, które od lat zalewają nie tylko Litwę – dodaje.
Praprawnuk Adama Mickiewicza: Senatorzy wolą podróżować do Polonii w ciepłych krajach
Problem dotyczy też innych polskich mediów na Litwie. Dotkliwe cięcia uderzyły m.in. w znany portal Znad Wilii czy redakcję stacji telewizyjnej BM TV, którą prowadzi Roman Gorecki-Mickiewicz, mieszkający na Litwie praprawnuk Adama Mickiewicza.
– Zasiadający w ławach przez wiele kadencji senatorzy wolą podróżować do Polonii w ciepłych krajach i niespecjalnie przejmują się sytuacją Polaków na Kresach. Gdy pojawiają się co jakiś czas na Litwie, rozdają wizytówki, ale gdy czegoś od nich chcesz – znikają – mówi „Rzeczpospolitej” potomek polskiego wieszcza narodowego.
Czytaj więcej
Uprawomocnił się wyrok dotyczący pisowni jednej litery w imieniu i nazwisku. Ale ważny dla mniejszości polskiej na Litwie i stosunków Wilno–Warszawa.
Redakcja BM TV (nadająca w języku polskim, litewskim, ale też ukraińskim i białoruskim) dotychczas od państwa polskiego otrzymała ponad milion zł (w ubiegłym roku ponad 200 tys. zł). W kwietniu poinformowano ją, że w tym roku nie dostanie nic.
– Od lat działamy na rzecz pielęgnacji kultury i języków Wielkiego Księstwa Litewskiego. Musieliśmy jednak opuścić nasze pomieszczenie, a nagrania odbywają się obecnie w moim domu. Niektórzy dziennikarze już pracują za darmo – mówi Roman Gorecki-Mickiewicz.
Zasiadający w ławach przez wiele kadencji senatorzy wolą podróżować do Polonii w ciepłych krajach i niespecjalnie przejmują się sytuacją Polaków na Kresach.
– Uważam, że te działania Senatu prowadzą do depolonizacji, a nie wspierania Polaków za granicą. Dla nas ta decyzja jest wyrokiem śmierci. Kiedy środkami tymi dysponowały MSZ i KPRM, sytuacja była znacznie lepsza i przewidywalna – podkreśla Gorecki-Mickiewicz.
Kurier Galicyjski i Polska Fala w Równem. Koniec polskich mediów na Ukrainie? „Sytuacja jest dramatyczna”
Decyzja Senatu jest też ciosem w media tworzone przez Polaków na Ukrainie.
„Z głębokim zaniepokojeniem przyjęliśmy informację o braku lub znaczącym ograniczeniu dofinansowania dla kluczowych polskich mediów działających na Ukrainie w latach 2026–2027. Nasze redakcje od wielu lat pełnią istotną misję informacyjną, edukacyjną i patriotyczną, często pracując w wyjątkowo trudnych warunkach trwającej wojny. Nagłe odcięcie i zmniejszenie środków stawiają pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie polskiej obecności medialnej w regionie” – pisze w apelu do Senatu kilkanaście polskich redakcji znad Dniepru.
Cięcia uderzyły w najbardziej rozpoznawalną polską redakcję na Ukrainie – „Kurier Galicyjski”, który z Senatu w tym roku dostał jedynie 60 tys. zł z wnioskowanych 440 tys. zł. Z tego samego powodu, po ponad 20 latach nieprzerwanej pracy, pod koniec marca swoją działalność zawiesił znany też polskim czytelnikom portal Kresy24.pl.
Czytaj więcej
Polacy na ziemiach dzisiejszej Ukrainy pojawili się dawno temu. Początki tego procesu można zauważyć jeszcze za czasów Rusi Kijowskiej
– Sytuacja jest dramatyczna. Podmioty strategiczne dla państwa polskiego, które mają wpływ na opinię publiczną poza granicami kraju i budują potencjał środowiska polskiego na Ukrainie, nie otrzymały wsparcia wcale albo zostało ono mocno ograniczone. Niektóre redakcje będą musiały zawiesić część swoich działań – mówi „Rzeczpospolitej” Lilia Luboniewicz, prezes zarządu Fundacji Wolność i Demokracja, która od lat wspiera polskie media na Ukrainie.
– Chodzi m.in. o „Kurier Galicyjski”, który miał dotychczas szeroki zakres działalności: gazetę, program radiowy i telewizyjny oraz dodatek edukacyjny. Poziom dofinansowania w tym roku uniemożliwia prowadzenie działalności w dotychczasowym zakresie. Pod znakiem zapytania jest też przyszłość programu radiowego „Polska Fala” w Równem, który jest głosem tamtejszych Polaków, czy portalu i gazety „Monitor Wołyński”, które m.in. dokumentują wspomnienia lokalnej mniejszości polskiej – opowiada. – Mieliśmy też wiele inicjatyw, których celem było informowanie środowiska ukraińskiego o polskiej pomocy płynącej na Ukrainę, ale nawet one nie otrzymały dofinansowania – twierdzi.
Na co Senat wyda zaoszczędzone pieniądze? „Konferencje i bankiety”?
– Redakcje polskich mediów za granicą nie mają wyłącznie misji informacyjnej, lecz także łączą mieszkających tam Polaków i są lustrem ich działalności. To sieć łącząca Polaków za granicą z Polską. Jeżeli tej sieci zabraknie, wszystko się rozsypie. Tam, gdzie nie będzie dobrze działających polskich mediów, nie będzie też dobrze funkcjonującej polskiej społeczności – mówi „Rzeczpospolitej” Halina Szczotka z tworzonego dla mieszkających w Czechach Polaków portalu informacyjnego Zwrot.cz i prezes Federacji Mediów Polskich na Wschodzie.
– Są redakcje, które musiały się zadłużać lub zwalniać ludzi. A gdy zwolnimy dziennikarza, idzie pracować gdzie indziej i już do nas nie wróci. A przecież mówimy o małym środowisku, w którym trudno od ręki znaleźć dobrego dziennikarza władającego dobrze językiem polskim oraz znającego język lokalny, a także ludzi i region – przekonuje.
Wiceprezes FPPnW Juliusz Szymczak-Gałkowski zwraca uwagę, że z roku na rok coraz więcej jest wniosków z Europy Zachodniej i innych kontynentów, co zdecydowanie uderza w walczące o przetrwanie organizacje i redakcje polskie na Wschodzie.
– Aby temu zapobiec, należy zwiększyć finansowanie na rzecz Polonii i Polaków za granicą, wskazując na konieczność stworzenia priorytetu dla redakcji polskich mediów, które są główną siłą, obok szkół, podtrzymującą język i promującą kulturę polską za granicą – mówi „Rzeczpospolitej” Szymczak-Gałkowski.
Na co Senat wyda zaoszczędzone 3–4 mln zł, które w ubiegłych latach trafiały do polskich mediów za granicą?
– Zostały przesunięte na kilkudniową imprezę Polonia Camp, czyli zjazd dla młodzieży, głównie z Zachodu, za którą podatnik zapłaci 6 mln zł, oraz na różnego rodzaju spotkania, konferencje czy bankiety – mówi dobrze poinformowany rozmówca.
Bogdan Borusewicz: Przyjrzę się temu
– To kłamstwo, że przesuwamy jakieś środki na Polonia Camp, bo tegoroczny budżet tej imprezy został zmniejszony w porównaniu z rokiem poprzednim o 2 mln zł – mówi „Rzeczpospolitej” Bogdan Borusewicz (KO), który stoi na czele senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą.
Przekonuje, że Senat nie tnie wydatków na media polskie na Wschodzie. – To prawda, że są nowe polskie media, które powstają na Zachodzie, i musimy też dzielić środki. W tym roku łącznie otrzymaliśmy wnioski na nieco ponad 450 mln zł, a dysponujemy pulą środków do podziału w wysokości około 74 mln zł, a te pieniądze nie idą tylko na media – tłumaczy.
Jak twierdzi, jest kilka poziomów, przez które przechodziły wnioski w trakcie konkursu „Polonia 2026”.
– Na początku zespół ekspertów z poszczególnych dziedzin, których osobiście nie znamy, analizuje każdy wniosek i go opiniuje. Potem nad każdym z tych wniosków pochyla się zespół konkursowy składający się z pracowników Senatu i kilku ministerstw: spraw zagranicznych, kultury i edukacji. Następnie wnioski są omawiane podczas komisji polonijnej i dopiero na końcu członkowie prezydium Senatu podejmują decyzję. Znaczenie mają też opinie z polskich konsulatów dotyczące oceny działalności poszczególnych mediów – mówi Borusewicz.
Czytaj więcej
Łukaszenko grozi Polsce atakiem rosyjskich najemników z Grupy Wagnera, a jego służby nasilają represje wobec członków polskiej mniejszości, których...
– W większości przypadków zgadzamy się z opiniami poprzednich szczebli. Komisja senacka w niewielkim stopniu dokonuje zmian, ale głównie opieramy się na pracy poprzednich zespołów. Są sytuacje nadzwyczajne i taka sytuacja właśnie jest na Białorusi. Przyjrzę się temu i jeśli będą jakieś resztówki, np. ze zwrotów, to wesprzemy tymi środkami polskie media na Białorusi. Te media na Białorusi są w szczególnej sytuacji i zawsze opowiadałem się za maksymalnym wsparciem Polaków na Białorusi – deklaruje.
– Niektórzy wnioskodawcy nie zgadzają się z wynikami konkursu, ale nie każdy może dostać 100 proc. wnioskowanych kwot, bo musimy się ograniczać – mówi Borusewicz podkreślając, że na tegoroczne wsparcie Polaków na Litwie Senat przeznaczył 12 mln zł.