Komisja Europejska opublikowała pierwszy przegląd Aktu o rynkach cyfrowych (DMA). Oceniła, że po dwóch latach obowiązywania przepisy „pozostają adekwatne do celu” i już zaczęły zwiększać konkurencję wobec big techów. Jednocześnie KE przyznała, że część firm próbuje obchodzić obowiązki DMA, dlatego ma bardziej kłaść nacisk na egzekwowanie prawa niż jego zmianę. Tymczasem Apple wnioskuje o uchylenie DMA.
Miałem przyjemność obserwować DMA z bliska przez ostatnie pięć lat. Byłem zaangażowany zarówno wtedy, gdy była to jeszcze koncepcja i pomysł debatowany w Komisji Europejskiej, a ostatecznie w Parlamencie Europejskim, aż po okres przed wdrożeniem, kiedy wymienialiśmy uwagi z KE. Myślę, że byłem w Brukseli średnio przez dwa tygodnie każdego miesiąca przez prawie rok, upewniając się, że rozumiemy to nowe prawo i to, co musimy zrobić, aby go przestrzegać. I oczywiście jestem zaangażowany, odkąd DMA weszło w życie w 2024 r. Powiem szczerze, momentami było to dość frustrujące doświadczenie.
Prawo było prezentowane jako coś, co zapewni jasne wskazówki i jasny zestaw zasad dla tzw. strażników dostępu (ang. gatekeepers), a moje doświadczenie i poczucie jest zupełnie inne. Jesteśmy fundamentalnie zaniepokojeni interpretacją mandatu dotyczącego interoperacyjności przez Komisję Europejską, a w szczególności przez DG Comp (Dyrekcję Generalną ds. Konkurencji). Chodzi o wymóg, aby Apple otworzyło dostęp do swojego ekosystemu podmiotom trzecim, gdy jednocześnie konkuruje z usługą strony trzeciej. DG Comp interpretuje regulacje tak, że trzeba otworzyć dostęp w iPhonie dla każdego: każdej strony trzeciej, każdej nowej technologii, każdej nowej funkcji, każdego nowego widżetu. Jednocześnie KE bardzo sceptycznie patrzy na wszelkie argumenty, że taki dostęp podważyłby prywatność i bezpieczeństwo.
Dostęp do iPhone'a otwieramy i robimy to już od 20 lat. Nieustannie inwestujemy w rozwiązania, w których możemy otworzyć technologie budowane w iPhonie dla stron trzecich. Jednakże istnieją pewne technologie, pewne funkcje, do których albo odmawiamy dostępu z powodu fundamentalnych obaw dotyczących prywatności czy ochrony, albo ograniczamy dostęp, ponieważ obawiamy się, co mogłoby się stać, gdybyśmy otworzyli tę technologię dla wszystkich.
Co zrobicie?
Dziś stajemy przed tzw. wyborem Hobsona (sytuacja, w której w rzeczywistości nie ma żadnego wyboru, mimo pozorów posiadania alternatyw – red.): albo otwieramy dostęp i stwarzamy ryzyko dla naszych użytkowników, albo decydujemy, że całkowicie wstrzymamy wdrożenie danej funkcji lub technologii w Europie. Żaden z tych wyborów nie jest dobry, oba szkodzą użytkownikom. Znaleźliśmy się w miejscu, w którym Apple nigdy nie chciało być.
Chcemy, aby nasi użytkownicy mieli dostęp do najnowszych i najlepszych technologii oraz funkcji. Dotyczy to Europy i całego świata. Nie otworzymy technologii ani funkcji, jeśli uznamy, że nie możemy rozwiązać problemów, o których mówiłem wcześniej.
Czytaj więcej
Apple przekazuje stery nowemu pokoleniu menedżerów. John Ternus stanie na czele firmy w momencie, gdy konkurenci uciekają jej w rozwoju sztucznej i...
Miałem nadzieję, że Komisja Europejska, a w szczególności DG Comp, zdobędzie się na autorefleksję, na pewnego rodzaju samokrytyczną ocenę tego, czy sposób, w jaki zinterpretowali aspekty DMA, w tym obowiązek interoperacyjności, służy ogólnym celom Europy. Niestety, tak się nie stało.
Wnioskujecie o uchylenie DMA. To radykalne stanowisko wobec tak sztandarowego europejskiego prawa. Czy to realne oczekiwanie, czy wyraz waszej frustracji?
Zadaliśmy sobie pytanie: czy to prawo realizuje swoje cele? A te, jak je rozumieliśmy, to tworzenie zachęt i możliwości dla europejskich firm, tworzenie środowiska innowacji. Kiedy patrzymy na to z perspektywy Apple, nie widzimy realizacji tych celów, a wręcz widzimy, że są one podważane przez to, jak DMA jest interpretowane i egzekwowane. Jesteśmy szczególnie zaniepokojeni tym, że pewne aspekty DMA zostały zawłaszczone przez niektóre firmy.
Co ma pan na myśli?
Kiedy patrzę w szczególności na mandat interoperacyjności, widzę firmy jak Meta, firmy, które są zainteresowane gromadzeniem większej ilości danych, uzyskiwaniem większego dostępu do danych osobowych na iPhonie, wykorzystujące ten konkretny przepis do realizacji własnych celów komercyjnych. To chyba nie był cel DMA? A firmy wykorzystują to, przy wsparciu DG Comp, aby zbierać informacje i przełamywać bariery prywatności, bezpieczeństwa i ochrony, które budowaliśmy wokół iPhone'a przez dwie dekady.
Jednym z waszych postulatów jest powołanie niezależnej agencji do nadzoru nad tymi procesami. Jak miałoby to działać?
Chcę wierzyć, a pracuję w Apple już 15 lat, że wszystko jest możliwe. Myślę, że istnieją możliwości przemyślenia na nowo sposobu egzekwowania i interpretowania DMA. To, co widzieliśmy przez ostatnie cztery lata przed wdrożeniem i po wdrożeniu, to priorytetyzacja tylko jednej wartości. Tą wartością jest otwarty dostęp. I myślę, że obawa z naszej perspektywy polega na tym, że nie ma tu holistycznego spojrzenia. Warto przy tym temacie zaangażować np. organy ochrony danych czy profesjonalistów od bezpieczeństwa. Nie ma w tej rozmowie ludzi, którzy opierają się na innowacjach własności intelektualnej. Te oceny podejmuje wyłącznie zespół ds. konkurencji w KE. To bardzo wąskie spojrzenie, które nie bierze pod uwagę znacznie szerszego zestawu wartości. Choćby teraz w całej Europie toczy się tyle debat o tym, jak stworzyć bezpieczniejsze środowisko online, w szczególności dla dzieci. A kiedy patrzymy na DMA, jest ono egzekwowane w sposób krótkowzroczny i jednostronny, co podważa niektóre zabezpieczenia, zarówno te, które już wdrożyliśmy, jak i te, które chcielibyśmy budować w przyszłości.
Podsumowując, posiadanie organu egzekwującego DMA, który jest w stanie ocenić te „inne” wartości, a następnie odpowiednio je wyważyć przy decydowaniu o wynikach lub interpretacjach, jest krytycznie ważne. I tego brakuje.
Sądzi pan, że obecne działania KE w kontekście DMA w mniejszym stopniu opierają się na prawie, a są pewną kampanią polityczną wymierzoną w Apple?
Czuję frustrację, że wrzuca się nas do jednego worka z innymi jako tzw. big tech, podczas gdy ja postrzegam Apple jako coś fundamentalnie innego. Podobieństwa to głównie fakt, że jesteśmy dużą amerykańską firmą odnoszącą sukcesy
Odwołaliśmy się do sądu od niektórych interpretacji DMA przyjętych przez KE, z którymi się nie zgadzamy. To w odniesieniu do pierwszej części pytania. W kwestii motywacji – to znacznie trudniejsza rzecz do oceny. Gdy patrzymy na DMA i historię egzekwowania tych regulacji, faktem jest, że skupiały się one głównie na garstce amerykańskich firm technologicznych. To wszystko firmy odnoszące sukcesy.
Jednocześnie czuję frustrację, że wrzuca się nas do jednego worka z innymi jako tzw. big tech, podczas gdy ja postrzegam Apple jako coś fundamentalnie innego. Podobieństwa to głównie fakt, że jesteśmy dużą amerykańską firmą odnoszącą sukcesy. Kiedy jednak patrzysz na Google, myślisz o wyszukiwarce lub AI, gdy patrzysz na Metę, myślisz o mediach społecznościowych, zaś Amazon – rynki online. A Apple jest przede wszystkim firmą produktową. Sprzedajemy iPhone’a, sprzedajemy iPada, a sprzęt zawiera system operacyjny i zestaw usług. Jesteśmy bardzo inni niż wyszukiwarka, niż media społecznościowe, a i tak w debacie politycznej wrzuca się wszystkich do jednego worka. To niefortunne.
Zastanawia mnie, dlaczego tak mocno bronicie zamkniętego środowiska iOS, skoro Apple przez dziesięciolecia pozwalało na instalowanie oprogramowania z internetu na Macach. Na komputerze się dało, ale w przypadku iPhone'a jest to niebezpieczne?
Kiedy iPhone był tworzony, już prawie 20 lat temu, czerpaliśmy z doświadczeń z Maca. Mac był na rynku już od ponad 20 lat i przez całe lata 90. widzieliśmy rozwój internetu, który był niesamowitym, transformacyjnym wydarzeniem. Ale widzieliśmy też, że pojawiły się zagrożenia, czy to ze strony złośliwego oprogramowania, czy oszustw, czy naruszeń prywatności lub bezpieczeństwa – cała masa problemów. Kiedy więc myśleliśmy o stworzeniu mobilnego komputera, który nosiłbyś w kieszeni, urządzenia, którego używałbyś wszędzie, gdzie idziesz, używałbyś do komunikacji z rodziną lub przyjaciółmi, do robienia zdjęć, surfowania po sieci, do śledzenia swoich ruchów i do innych bardzo osobistych celów, uznaliśmy, że wymaga to fundamentalnego przemyślenia zarówno modelu ochrony, modelu bezpieczeństwa, jak i modelu prywatności. Wbudowaliśmy to w pierwszego iPhone'a i od tamtej pory stale to wzmacniamy.
Z naszej perspektywy postrzegamy iPhone'a jako fundamentalnie inne doświadczenie niż Mac. Mac ma wiele świetnych zastosowań, ale nie jest czymś, co większość z nas koniecznie nosi ze sobą wszędzie i z czym stale wchodzi w interakcje. Kiedy patrzymy więc na to parcie, by otwarty dostęp był jedynym i wyłącznym celem, sądzimy, że niesie to ze sobą bardzo realne zagrożenie. Martwię się o tworzenie luk w urządzeniu, z którym dzielę tak wiele z mojego życia osobistego i zawodowego.
Nie chcecie być jak Android?
Lubię myśleć, że to coś innego. Android ma swój zestaw doświadczeń, ma pewien poziom bezpieczeństwa, prywatności czy ochrony. Ale jeśli chcesz wyjść poza to, jeśli chcesz doświadczenia, któremu możesz zaufać, to wierzymy, że oferujemy najlepszy wybór. I powinienem szybko dodać, że myślę, iż nadal oferujemy ten wybór w Europie. Niestety niefortunną rzeczą z naszej perspektywy jest to, że nie jest on tak dobry, jak mógłby być.
To znaczy?
Oferujemy bezpieczniejsze, bardziej chronione i bardziej prywatne urządzenie poza Europą niż teraz na rynkach UE. Właśnie z powodu DMA.
Obawą, jaką mamy wobec DMA, jest to, że próbuje ono nas pchnąć właśnie w stronę doświadczenia typu Android. A nie sądzę, by tego chcieli nasi użytkownicy, nie sądzę, by było to dobre dla konkurencji, i nie sądzę, by było to dobre dla innowacji.
W ciągu ostatnich kilku lat musieliśmy wstrzymać niektóre funkcje, musieliśmy opóźniać wejście niektórych opcji, co nie było dobre ani dla doświadczeń naszych europejskich użytkowników, ani dla nas
Czy więc unijne regulacje mogą zmusić Apple do ograniczenia zaangażowania i inwestycji w Europie?
Trudne pytanie. Jak mówiłem, dziś albo musimy wprowadzać w Europie technologie i funkcje, które nie spełniają naszych globalnych standardów prywatności, bezpieczeństwa i ochrony, albo musimy wstrzymywać te funkcje, aby mieć pewność, że nie idziemy na kompromis w naszych wartościach. To zły zestaw wyborów. Fakty są takie, że w ciągu ostatnich kilku lat musieliśmy wstrzymać niektóre funkcje, musieliśmy opóźniać wejście niektórych opcji, co nie było dobre ani dla doświadczeń naszych europejskich użytkowników, ani dla nas.
Czy zna pan polski standard płatności Blik? Otwarcie waszej technologii NFC pozwoli polskiemu systemowi na jej wykorzystanie i oferowanie płatności zbliżeniowych na iPhonie. Kiedy ta funkcja zostanie uruchomiona w Polsce?
Nie jestem zaznajomiony z tą konkretną technologią. Powiem, że jeśli chodzi o NFC, to otworzyliśmy w Europie dostęp kilka lat temu, mamy wiele firm, które skorzystały z tych ram. Oczywiście nadal wierzymy, że to Apple Pay zapewnia najbezpieczniejszy, najbardziej chroniony i najbardziej prywatny sposób dokonywania płatności NFC.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi dochodzenie w sprawie waszej polityki prywatności. Postępowanie antymonopolowe dotyczy mechanizmu ATT – App Tracking Transparency (urząd podejrzewa, że Apple pod pretekstem ochrony prywatności utrudnia konkurencję na rynku reklamy mobilnej, ponieważ zewnętrzne aplikacje mają znacznie bardziej ograniczony dostęp do danych użytkowników niż własne usługi reklamowe Apple). Jak odpowiecie na zarzuty?
W kwestii ATT – wprowadziliśmy tę funkcję prawie cztery lata temu i była to jedna z tych funkcji, jak wiele innych, które zostały zaprojektowane, aby oddać kontrolę użytkownikowi. Istnieją pewne zabezpieczenia, które po prostu wbudowaliśmy w urządzenie, by chronić dane, ale udostępniliśmy też zestaw narzędzi, by użytkownicy mogli decydować, ile swoich danych chcą udostępniać stronom trzecim. I App Tracking Transparency była jedną z tych funkcji, odniosła niesamowity sukces, cieszy się popularnością wśród naszych użytkowników. Zasadniczo polega to na tym, że przy pierwszym otwarciu aplikacji pyta: „czy chcesz być śledzony, gdy przechodzisz do innych aplikacji”. Wydaje się to bardzo prostym, rozsądnym pytaniem, które daje użytkownikom wybór w kwestii tego, na co chcą pozwolić deweloperowi. Niektórym firmom nie podobało się jednak przedstawianie wyboru użytkownikom. Niektóre firmy chciały działać w cieniu, więc musieliśmy zmierzyć się z szeregiem skarg. Słyszałem twierdzenia, że zaangażowaliśmy się w jakąś formę autofaworyzacji. Tylko że nie ma dowodów, żadnych dowodów, iż ta konkretna funkcja pomogła nam rozwinąć jakąkolwiek inną usługę lub biznes.
Czytaj więcej
Ministerstwo Cyfryzacji wypowiada wojnę nierównościom na rynku technologicznym. Do wykazu prac legislacyjnych trafi projekt ustawy o tzw. podatku c...
Jaki jest status tej sprawy?
Skupiamy się na dalszym kontakcie z regulatorami i innymi decydentami, by wyjaśniać, co staramy się robić. Jest to w pełni zgodne z RODO. Liczę, że tego rodzaju innowacje, tego rodzaju pomysły powinny być promowane, a nie blokowane. Mam nadzieję, że polski regulator dostrzeże to i przyzna nam rację. Nasze rozwiązanie to realna korzyść dla użytkowników, bez realnej szkody dla konkurencji. Jedyną „szkodą” jest to, że użytkownik jest świadomy tego, co się dzieje.
Polska przymierza się do wprowadzenia podatku cyfrowego (płaciłyby go big techy, których globalne przychody przekraczają 1 mld euro rocznie, a przychody z usług cyfrowych w Polsce są wyższe niż 25 mln zł). Czy taki 3-proc. podatek to coś, co może wpłynąć na działalność Apple w naszym kraju? Czy w świetle takich dodatkowych kosztów Apple może podnieść ceny swoich urządzeń lub usług?
Chciałbym móc odpowiedzieć na to pytanie, ale nie jestem z tym tematem zaznajomiony.