Korespondencja z Brukseli

Tuż przy najbardziej rozpoznawalnych budynkach w Brukseli – siedzibie Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego – w sercu europejskiej dzielnicy, znajduje się Komitet Regionów. Na pierwszy rzut oka to zwykłe, unijne, nudne biurokratyczne wnętrza. Nie jest to miejsce pokazywane na co dzień wycieczkom, ale bardzo ważne w unijnej układance.

W czasie sesji Komitetu można tu spotkać najważniejszych samorządowców z całej Europy, w tym także z Polski. Komitet przyznaje zresztą Nagrodę im Pawła Adamowicza, a jedno z foyer w tej instytucji nosi imię zamordowanego w 2019 r. prezydenta Gdańska.

Do zadań Komitetu należy opiniowanie unijnego ustawodawstwa, a samorządowcy to pierwsza linia realizacji nowych przepisów. Stąd Komitet jest ważniejszy, niż się zwykle wydaje.

Czytaj więcej

Europejski Komitet Regionów sprzeciwia się centralizacji polityki spójności

I tu pojawia się pytanie, na które dziś coraz częściej stawiają w Brukseli politycy i samorządowcy: kto będzie następnym sekretarzem generalnym Komitetu Regionów? Czas na zgłoszenia kandydatur upływa 28 maja.

Dlaczego jest to ważne? Bo objęcie takiego stanowiska przez Polaka może przynieść wymierne korzyści dla Polski, szczególnie w sferze samorządowej. Ponadto łączy się to jeszcze ze sprawą obecności Polaków na różnych szczeblach unijnych instytucji. Premier Donald Tusk, ale i nasi rozmówcy z Brukseli często podkreślają, że dziś Polskę nie tylko widać w Brukseli, ale też jest słuchana i w dodatku ma moc sprawczą np. w sprawie SAFE czy Ukrainy. Tylko co z Polakami wewnątrz unijnych instytucji, którzy w praktyce mogą mieć moc decyzyjną w tysiącach wykonawczych decyzji co roku zapadających w Brukseli? Ta sprawa jakoś wydaje się być pomijana.

Polscy samorządowcy liczą, że Polska wejdzie do gry o stanowisko sekretarza Europejskiego Komisarza Regionów

A moment dla europejskich samorządowców jest szczególny. Nowa polityka spójności, która łączy się ściśle z nowym unijnym budżetem i jego zmodyfikowanymi zasadami (jak pisaliśmy na początku roku w „Rzeczpospolitej”) budzi obawy w regionach w całej Europie. Dotyczą one centralizacji i pozostawienie zbyt wielu decyzji Brukseli, a także zniesienie dotychczasowych reguł, jeśli chodzi o zarządzanie środkami na rozwój. Dlatego teraz rola Komitetu Regionów i jego sekretarza robi się jeszcze ważniejsza.

Wielu samorządowców liczy po cichu na to, że Polska wejdzie do gry o to stanowisko. Jednak, jak wynika z naszych rozmów w Brukseli, również bezpośrednio w Koalicji Obywatelskiej – nic nie wiadomo o tym,  by ktoś w Polsce miał wziąć udział w tym konkursie. – Decyzja może zapaść w ostatniej chwili – mówi nasz dobrze poinformowany rozmówca z Brukseli. Ale być może chodzi też o to, że poparcie Polski dla kogokolwiek już na tym szczeblu wymaga „decyzji kierownictwa partii”, czyli w praktyce samego Donalda Tuska. I właśnie na to liczą kluczowi samorządowcy w kraju.

Obecnie najbardziej eksponowane stanowisko w strukturach UE – poza politycznymi oczywiście, jak komisarz ds. budżetu Piotr Serafin – zajmuje dr Wojciech Wiewiórowski, który od 2019 r. jest Europejskim Inspektorem Ochrony Danych. 

Dlaczego Polaków pracujących w instytucjach UE jest mało? 

Innym, coraz częściej poruszanym problemem jest to, że np. w zestawieniu z Włochami Polska prowadzi niewystarczającą politykę wspierania rodaków i przypominania o tym, że możliwa jest praca w unijnych instytucjach. Wrażenie w stolicy Belgii zrobiło np. zestawienie przygotowane przez serwis Euractiv w marcu tego roku. Wynika z niego, że na blisko 80 tys. aplikacji na egzaminy unijne dotyczące pracy w administracji UE, aż połowę złożyli Włosi. Jak to możliwe? We Włoszech trwa zmasowana kampania informacyjna o korzyściach płynących z pracy w Unii. Dla porównania z Polski takich zgłoszeń jest tylko ok. 8 tys. To co prawda niczego nie przesądza, ale daje wyobrażenie o sytuacji.

W Brukseli jest obecnie duża grupa Polaków, którzy 20 lat temu wygrali w konkursach organizowanych przez unijne instytucje. Dziś pracują na tzw. średnich stanowiskach i mogliby być  w unijnym systemie awansowani. – Przeszkodą jest tylko pewien sufit, dlatego potrzebują mocniejszego niż teraz wsparcia do dalszych faz awansów, na dyrektorów, na tzw. head of unit – mówi nam Piotr Maciej Kaczyński, wykładowca UW, który od 2014 r. szkoli urzędników europejskich. A co z juniorami i rekrutacją, która trwa teraz? – Uważam że Polacy nie wypadają na tle np. krajów skandynawskich tak źle, jeśli chodzi o zgłoszenia na nowe miejsca. Problem leży gdzieś indziej – w samym podejściu do tej sprawy. Niestety, ale dla zbyt wielu rodaków ich motywacja do pracy w instytucjach jest wyłącznie finansowa lub dotyczy stabilności zawodowej, bo instytucje zatrudniają mianowanych urzędników w praktyce aż do emerytury. To zła motywacja, bo liczy się coś innego. Jest niewiele osób, które rozpoczęły pracę w  unijnych instytucjach z innych powodów niż finansowe. To poważny problem – dodaje w rozmowie z nami Kaczyński.

Czytaj więcej

Budżet Unii Europejskiej: mistrzowski ruch Piotra Serafina

Najbliższy test tego systemu oraz zderzenie rzeczywistości z deklaracjami przedstawicieli rządu – również samego Donalda Tuska – będzie właśnie skupiał się na Komitecie Regionów. Czas ucieka – a spraw samorządowych jest w Brukseli wiele.