W 2001 r. Aleksander Litwinienko, krytyk prezydenta Władimira Putina, uciekł z Rosji do Wielkiej Brytanii. W 2006 r. wystąpiły u niego objawy ciężkiego zatrucia. Litwinienko zmarł w szpitalu.

W swoim orzeczeniu Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) uznał, że za zabójstwo odpowiada Rosja.

Czytaj więcej

Syn Aleksandra Litwinienki Anatolij i wdowa po nim Marina w Londynie
Zabójstwo Litwinienki: Putin pod pręgierzem

"Uznano, że zabójstwo Litwinienki można przypisać Rosji" - czytamy w oświadczeniu Trybunału.

Federacja Rosyjska od początku zaprzeczała, by miała jakikolwiek związek ze śmiercią Litwinienki.

We wtorek Moskwa odrzuciła orzeczenie ETPC. - Europejski Trybunał Praw Człowieka nie ma uprawnień ani możliwości technicznych, by posiadać informacje w tej sprawie. Nadal nie ma wyników tego śledztwa i wysuwanie takich twierdzeń jest co najmniej bezpodstawne - powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Według brytyjskiego dochodzenia, zakończonego w 2016 r., prezydent Rosji Władimir Putin prawdopodobnie zaaprobował misję agentów służb specjalnych, której celem było wyeliminowanie Litwinienki.

Raport z dochodzenia stwierdzał, że za zabójstwem stali były funkcjonariusz KGB Andriej Ługowoj i inny Rosjanin, Dmitrij Kowtun, którzy prawdopodobnie działali w ramach operacji kierowanej przez FSB.

ETPC zgodził się z tymi ustaleniami, którym Ługowoj i Kowtun zaprzeczali. "Sąd ustalił ponad wszelką wątpliwość, że zabójstwa dokonali Ługowoj i Kowtun" - czytamy w orzeczeniu.

Zdaniem ETPC, zaplanowana i skomplikowana operacja obejmująca zdobycie rzadkiej trucizny oraz podejmowane próby otrucia Litwinienki wskazują, że Litwinienko był celem operacji.

Odnosząc się do kwestii, czy Ługowoj i Kowtun działali jako agenci państwa rosyjskiego Trybunał stwierdził, "że nie ma dowodów na to, że którykolwiek z mężczyzn miał jakikolwiek osobisty powód, by zabić Litwinienkę" i że działając na własną rękę Ługowoj i Kowtun nie mieliby dostępu do rzadkiego izotopu promieniotwórczego, użytego w zamachu na Litwinienkę.