Prokuratura domaga się aresztowania 54-letniego byłego szefa kancelarii prezydenta. Kaucję wyznaczono na poziomie 140 mln hrywien, czyli ok. 3 mln dolarów.

Według prokuratorów Andrij Jermak miał przekazać ok. 460 mln hrywien, czyli równowartość 10,5 mln dolarów, na budowę luksusowego kompleksu mieszkaniowego Dynasty w miejscowości Kozyn pod Kijowem.

Śledczy podejrzewają, że pieniądze wykorzystane przy realizacji inwestycji mogły pochodzić z korupcyjnych mechanizmów działających w państwowej spółce energetyki atomowej Enerhoatom. Sam Jermak odrzuca wszystkie oskarżenia.

Czytaj więcej

Andrij Jermak podejrzany o pranie pieniędzy. Były szef kancelarii Zełenskiego z zarzutami

– Zawiadomienie o podejrzeniu jest bezpodstawne – napisał po wtorkowej rozprawie w serwisie Telegram. – Jako prawnik z ponad 30-letnim doświadczeniem zawsze kierowałem się prawem. I teraz również będę bronił swoich praw, swojego nazwiska i swojej reputacji – stwierdził Jermak.

W trakcie przerwy w rozprawie powiedział dziennikarzom: „Posiadam tylko jedno mieszkanie i jeden samochód”.

Operacja „Midas”. W tle Enerhoatom i ludzie z otoczenia Zełenskiego

Sprawa jest częścią szerokiego śledztwa antykorupcyjnego o kryptonimie „Midas”, prowadzonego przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) oraz Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną (SAPO).

Operację ujawniono w listopadzie ubiegłego roku. Wówczas były partner biznesowy Wołodymyra Zełenskiego, Timur Mindič, został oskarżony o organizowanie systemu łapówek o wartości około 100 mln dolarów w Enerhoatomie. Mindič zaprzecza zarzutom i wyjechał do Izraela.

Prokuratorzy twierdzą, że w sprawę zamieszani są również inni wysocy urzędnicy, w tym były wicepremier Ołeksij Czernyszow. Przesłuchany został także Rustem Umierow, obecny sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy oraz jeden z głównych negocjatorów w rozmowach pokojowych prowadzonych pod auspicjami Stanów Zjednoczonych. W sprawie występuje jednak wyłącznie jako świadek.

Foto: REUTERS/Alina Smutko

Polityczny cios dla Zełenskiego w czasie wojny

Andrij Jermak był jedną z najważniejszych postaci w otoczeniu Zełenskiego. Dawniej producent filmowy, pomagał budować polityczną karierę obecnego prezydenta – od czasów serialu, w którym Zełenski grał fikcyjną głowę państwa, aż po realne przywództwo w czasie wojny z Rosją.

Jermak ustąpił ze stanowiska szefa kancelarii prezydenta w listopadzie po tym, jak śledczy przeszukali jego dom w związku z dochodzeniem dotyczącym Enerhoatomu. Szef NABU Semen Krywonos podkreślił we wtorek, że sam Wołodymyr Zełenski nie jest objęty śledztwem. Obowiązujące przepisy uniemożliwiają prowadzenie postępowania wobec urzędującego prezydenta.

Sam Zełenski publicznie nie odniósł się dotąd do zarzutów wobec byłego współpracownika. Jego doradca ds. komunikacji powiedział jedynie, że „jest za wcześnie”, by komentować sprawę.

Czytaj więcej

Rosja przestała wygrywać w wojnie z Ukrainą. To może być przełom

Zachód patrzy na Ukrainę. Korupcja może zagrozić wsparciu

Afera wybucha w szczególnie trudnym momencie dla Kijowa. Ukraina pozostaje silnie uzależniona od zachodniej pomocy finansowej i wojskowej, której część uzależniona jest od postępów w walce z korupcją. Dodatkowo w miejscu ugrzęzły rozmowy pokojowe wspierane przez USA.

W ubiegłym roku ukraiński rząd próbował ograniczyć niezależność NABU i SAPO – instytucji powołanych po proeuropejskich protestach z 2014 roku. Decyzja wywołała protesty antyrządowe i ostatecznie została cofnięta po krytyce ze strony Unii Europejskiej.

Część polityków partii Sługa Narodu uważa jednak, że sprawa Jermaka może paradoksalnie wzmocnić wiarygodność Ukrainy. – Partnerzy widzą, że Ukraina ma niezależny system antykorupcyjny, który wykonuje swoje zadania – powiedział Ołeksandr Mereżko, przewodniczący parlamentarnej komisji spraw zagranicznych.

Mimo kolejnych doniesień o aferach poparcie dla Wołodymyra Zełenskiego pozostaje względnie stabilne. Według badania Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii z 4 maja prezydentowi ufa około 58 proc. obywateli.

Jednocześnie w sondażu opublikowanym dwa dni później aż 54 proc. respondentów uznało korupcję za większe zagrożenie dla rozwoju Ukrainy niż sama wojna z Rosją.