Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jak zmieniła się wojna Rosji z Ukrainą po zakończeniu rozejmu?
  • Dlaczego obecny moment konfliktu jest uznawany za przełomowy?
  • W jaki sposób oceniana jest skuteczność rosyjskiej ofensywy?
  • Jaka jest rola dronów na obecnym etapie wojny i kto posiada przewagę technologiczną w tym zakresie?

„Od samego ranka jeden huk: i bomby kasetowe, i katiusze, i drony, i pociski z moździerzy” – opisała jedna z mieszkanek ukraińskiego Chersonia koniec trumpowego rozejmu. Rosyjska armia na całym froncie natychmiast zwiększyła liczbę ostrzałów i przystąpiła do zwyczajowego, nocnego bombardowania Ukrainy.

Nie wywarła jednak takiego wrażenia jak przy poprzednich rozejmach, które kończyły się rekordowymi rosyjskimi bombardowaniami. Tym razem bowiem ukraińska armia odpowiada, uderzając daleko w głąb terytorium Rosji własnymi rakietami i dronami. W dodatku Ukraińcy zaczęli używać pocisków średniego zasięgu, którymi nękają całe tereny okupowane przez Rosjan, aż do wybrzeża Morza Azowskiego.

Sytuacja na froncie. Jeden błędny ruch może doprowadzić Rosję lub Ukrainę do katastrofy

– To jest przełomowy moment wojny – powiedział tygodnikowi „The Economist” brytyjski prof. nauk wojskowych Lawrence Friedman. Rosja już nie wygrywa, a Ukraina – nie przegrywa. Teraz każda decyzja jednej ze stron może doprowadzić do całkowitej zmiany sytuacji.

Czytaj więcej

Wojna w Ukrainie – koniec rozejmu. Oczekiwanie na rosyjski atak

Eksperci są zgodni, że Kreml przegrał początek swojej wiosennej ofensywy i nie wiadomo, czy będzie ją kontynuował, czy może przerwie, spróbuje zebrać siły i ruszy dopiero latem. W ubiegłym roku armia Kremla w połowie maja była już w trakcie ogromnego natarcia, obecnie drepcze w miejscu. Cały czas podbija ukraińskie terytorium, ale jej zdobycze są o połowę mniejsze, niż przed rokiem. A od dwóch miesięcy Ukraińcy zaczęli odbijać swoje tereny, po raz pierwszy od 2023 roku. – Jeśli rosyjska armia nie zacznie odnosić jakichś sukcesów, to na niektórych odcinkach jej front może zacząć się rozsypywać – przestrzega Friedman.

Najwięcej żołnierzy Kreml miał w Ukrainie w połowie ubiegłego roku, od tamtego czasu jego armia zmniejsza się

Ale z sukcesami w dotychczasowej formie Kreml ma coraz większe trudności. – Jego sposób prowadzenia wojny, ataków ludzką masą działa coraz gorzej. Wielka liczba ludzi już nie daje zwycięstwa – mówi jeden z niezależnych rosyjskich analityków. Świadczą o tym rosyjskie straty (te, które udało się zidentyfikować). Dowódca ukraińskiej armii, gen. Ołeksandr Syrski twierdzi, że już piąty miesiąc z rzędu nabór do armii Kremla ich nie pokrywa. Właśnie walka masą doprowadziła do obecnych problemów armii Kremla.

Rosja przegrała wyścig o panowanie na własnym zapleczu

Eksperci przestrzegają przed optymizmem. – Na razie różnica jest chyba tylko osiem tysięcy na minus, to znaczy że straty o tyle są większe od naboru. To niewiele. Może jednak świadczyć o początku kłopotów – mówi jeden z ukraińskich analityków. Na pewno jednak najwięcej żołnierzy Kreml miał w Ukrainie w połowie ubiegłego roku, od tamtego czasu jego armia zmniejsza się. – W Rosji zaczyna być odczuwalny brak składu osobowego (w jednostkach wojskowych), nawet większy niż u nas. Ludzi im już nie starcza – sądzi kolejny specjalista, Paweł Narożny.

Czytaj więcej

Front trzeszczy w szwach. Sukcesy i problemy Ukraińców

„Teraz trwa wojna dronów, które mogą zlikwidować dowolną liczbę piechoty wprowadzoną do walki na dowolnym kierunku frontu” – napisał z kolei siedzący w rosyjskim więzieniu były pułkownik FSB i wódz donieckich separatystów Igor Girkin. Potwierdził to, o czym piszą i mówią rosyjscy „imperialni blogerzy”: że Kreml przegrał wyścig technologiczny i Ukraina jest w nim górą – przynajmniej na razie.

Teraz jedno warunkuje drugie: ukraińska przewaga w dronach prowadzi do takich strat w rosyjskiej armii, której nie jest już ona w stanie uzupełnić. Dotyczy to nie tylko żołnierzy. Miesięcznie Ukraińcy niszczą dronami 30-40 kosztownych radarów i całych systemów obrony powietrznej, które mają chronić właśnie przed dronami.

Czytaj więcej

Przed 9 maja strach zawisł nad Moskwą

Symbolem technologicznej przewagi Kijowa była parada, która odbyła się 9 maja na placu Czerwonym w atmosferze strachu przed ukraińskimi dronami. Tylko wyproszona przez Rosjan interwencja prezydenta Donalda Trumpa umożliwiła zawarcie rozejmu na czas rosyjskiego święta. Dotkliwa wizerunkowa porażka w centrum Moskwy nałożyła się na autentyczną katastrofę na zapleczu frontu. „Azow wraca do Mariupola!” – napisali w internecie żołnierze tej formacji (która na początku wojny broniła przed Rosjanami tamtejszej Azowstali), zamieszczając filmy zrobione przez ich drony przelatujące ulicami podbitego miasta, odległego o ponad 100 km od linii frontu.

Najważniejsze linie zaopatrzenia rosyjskich wojsk są zagrożone

Pierwsze ataki dronów odnotowano w tych okolicach na początku maja. Teraz jednak cała trasa z Rosji przez Mariupol, Bierdiańsk, do Melitopola lub Krymu – główna linia zaopatrzeniowa rosyjskich wojsk – jest zagrożona. Rosjanie skarżą się, że nad drogą zawisają ukraińskie drony wyposażone w systemy sztucznej inteligencji pozwalające samodzielnie rozpoznawać cele i atakować je. To oznacza, że tych maszyn nie można zagłuszyć dostępną bronią radioelektroniczną, ponieważ nie wysyłają one żadnych sygnałów do operatorów – działają samodzielnie. Mogą krążyć dość długo nad szosą (lub wylądować w pobliżu, w zasadzce) i czekać na właściwy cel.

„To dzwon alarmowy dla całego zgrupowania” – napisał jeden z rosyjskich blogerów wojskowych Aleksiej Żiwow.

Intensywność walk na Ukrainie

Intensywność walk na Ukrainie

Foto: PAP

Prawie równocześnie pojawiły się plotki o kolejnym, nieudanym ukraińskim ataku na most Krymski, drugą rosyjską trasę zaopatrzeniową armii inwazyjnej. Podobno zginęli w nim jacyś rosyjscy żołnierze, ale brak informacji o jakichkolwiek uszkodzeniach samej przeprawy.

– Rosyjska armia w ciągu wiosny zmniejszyła liczbę ataków, a mimo to jej straty się zwiększyły. To znaczy, że żołnierze giną na zapleczu i to dość dalekim, nie docierając nawet do frontu – jeden z rosyjskich ekspertów wyjaśnia, jak wygląda „wojna dronów” i dlaczego rosyjska armia ma takie kłopoty z zebraniem żołnierzy do ofensywy.

– Wydaje się że rosyjskie dowództwo nie ma obecnie dalszego ogólnego planu prowadzenia wojny. Generałowie liczyli pewnie, że ich wojska będą po prostu atakować i podbijać terytoria na całej linii frontu – dodaje. Obecnie walki koncentrują się w okolicach Kupiańska i aglomeracji Słowiańsk-Kramatorsk, co może jednak wskazywać, że Kreml postanowił za wszelką cenę podbić resztę obwodu donieckiego. Ale jednocześnie trwają starcia w okolicach Zaporoża czy na drugim końcu frontu, w ukraińskim obwodzie sumskim, jakby rzeczywiście rosyjska armia chciała atakować wszędzie.

Czytaj więcej

Władimir Putin mówi o zakończeniu wojny. Padły ważne deklaracje

A na to nie ma już zasobów. Dotychczasowy nabór do wojska nie wystarcza na utworzenie rezerw koniecznych do prowadzenia ataku. Girkin z więzienia przestrzega, że jest już za późno na ogłaszanie ogólnokrajowej mobilizacji, której i tak Kreml boi się ze względu na odruchy społecznej niechęci, jakie na pewno by wywołała.