Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są nastroje w Moskwie przed obchodami 9 maja?
- Jak rosyjska armia próbuje chronić defiladę i jakie zmiany wprowadzono w organizacji tegorocznej defilady?
- Jacy przywódcy przyjadą do Moskwy 9 maja?
- Co oznacza do wzmocnienie ochrony Moskwy dla pozostałych regionów Rosji?
– W każdej baszcie Kremla i na jego murach siedzą snajperzy, również na dachach domów po drugiej stronie placu Czerwonego. Wyłączono mobilny internet, no i na większości stacji benzynowych i w sklepach proszą, by płacić gotówką – opisuje przedświąteczną Moskwę jeden z niezależnych rosyjskich dziennikarzy.
Kremlowskie ministerstwo obrony ogłosiło, że od północy 7 maja do północy 9 maja przerywa działania wojenne i zażądało od Kijowa, by się temu podporządkował. Zełenski natychmiast ogłosił „reżim ciszy”, ale na dwa dni od 6 maja. Rosja oczywiście go zignorowała. „Na froncie nie było nawet imitacji przerwania ognia” – napisał z kolei prezydent Wołodymyr Zełenski o kremlowskim ultimatum na czas rosyjskiego święta.
Czytaj więcej
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji apeluje do rządów i organizacji międzynarodowych o ewakuację ambasadorów i pracowników z Kijowa. Według komu...
Eskalacja strachu i chronienie Władimira Putina
Jednocześnie jednak Moskwa ostrzegła, że próba zaatakowania przez ukraińskie drony „parady zwycięstwa” na placu Czerwonym doprowadzi do odwetowego ataku na centrum Kijowa.
Eskalując groźby Rosja wezwała zagranicznych dyplomatów, by opuścili ukraińską stolicę przed 9 maja. Rzecznik Komisji Europejskiej kategorycznie odrzucił to żądanie. Ale do tej politycznej licytacji dołączył Zełenski. – Są też informacje niektórych państw, bliskich Rosji o tym, że ich przedstawiciele zamierzają być w Moskwie. Dziwne pomysły… w takie dni. Nie rekomendujemy – powiedział.
Tegoroczna parada będzie najskromniejszą w historii, mniejszą nawet od tej w 2024 roku Wtedy na placu Czerwonym wojskową technikę, którą tak lubi się chwalić Kreml, reprezentował jedynie muzealny czołg T-34 otwierający defiladę. Eksperci wyjaśniali to ogromnymi stratami na froncie.
Czytaj więcej
Tegoroczna defilada na placu Czerwonym może ostatecznie przełamać międzynarodową izolację Kremla. Ale Władimir Putin się boi, czy Moskwy nie zaatak...
W tym roku wydaje się, że nie będzie nawet starego czołgu: paradować będą tylko piesze kolumny wojskowe. Wszystko po to, by ochronić Władimira Putina, który w zapowiedzianym czasie będzie przebywał w znanym wszystkim miejscu – czego unika jak ognia, woląc pojawiać się niespodziewanie. By skrócić jak najbardziej czas jego pobytu na placu, ograniczono defiladę prawie do minimum. Przemarsz będzie krótki i początkowo mówiono, że będzie trwał jedynie 40 minut, obecnie – że tylko 20. Jednocześnie pojawiły się informacje, że na wszelki wypadek transmisja na żywo w rosyjskich telewizjach będzie opóźniona, by choć w ten sposób utrudnić ewentualny atak. Nie pozwolono też zagranicznym dziennikarzom oglądać jej na placu.
Putin samotnie na trybunie
Putinowi będzie tam towarzyszyło tylko dwóch przywódców państw (prezydent Laosu i sułtan Malezji), Aleksander Łukaszenka uznawany w Moskwie za prezydenta Białorusi (większość państw świata uważa go za uzurpatora) oraz przywódcy terytoriów mniej lub bardziej zależnych od Moskwy (Abchazja, Osetia Południowa). W Moskwie będzie też premier Słowacji Robert Fico, ale tak jak i rok temu, nie przyjdzie na defiladę.
Czytaj więcej
Samolot z premierem Słowacji Robertem Ficą przybył do Moskwy na lotnisko Wnukowo, omijając przestrzeń powietrzną Polski i krajów bałtyckich. Szef s...
Prawdopodobnie by nie natknąć się na poniżające odmowy, Kreml nawet nie rozsyłał zaproszeń innym przywódcom. Ale i tak widać, że na placu nie będzie nawet liderów sąsiadujących z Rosją państw, uzależnionych od niej gospodarczo i spętanych przez nią w różnych organizacjach.
Bardziej samotnie rosyjski lider spędzał jedynie święto w 2022 roku dwa miesiące po zaatakowaniu Ukrainy, gdy nikt z zagranicznych przywódców nie towarzyszył mu na placu Czerwonym. Nie wiadomo jednak, czy obecnie nie cieszy się trochę ze swej samotności. – Rosjanie bardzo nie chcą, by im zepsuto święto. (…) By liderów zagranicznych delegacji nie trzeba było ewakuować z trybun. Żeby w transmisji telewizyjnej, którą ogląda cała Rosja, nie słychać było wybuchów i wystrzałów rosyjskiej obrony przeciwlotniczej – mówi ukraiński ekspert wojskowy Iwan Stupak.
Krótka kołdra: albo broniona jest Moskwa, albo regiony
Na wszelki wypadek w okolice stolicy ściągnięto znaczną liczbę różnych systemów obrony powietrznej. Zadbał o to nowy (drugi już w czasie wojny) dowódca rosyjskiego lotnictwa („Sił Wojskowo-Kosmicznych”), jeden z największych nieudaczników w rosyjskiej armii i zbrodniarz wojenny, gen. Aleksandr Czajko. Generał, który w marcu 2022 roku przegrał bitwę o Kijów, ogołocił teraz część terytorium Rosji z systemów przeciwlotniczych, otwierając drogę ukraińskim dronom.
– Jasne, że dodatkowe siły obrony nie biorą się znikąd. (…) Znaczy, ogołocone zostaną rosyjskie regiony, co zachwytu u nich nie budzi – mówi ukraiński ekspert wojskowy Juryj Fiodorow.
Czytaj więcej
Ukraińska armia przeprowadziła atak na jednostki wojskowe w rosyjskim mieście Grozny z użyciem bezzałogowych statków powietrznych.
W strachu przed ukraińskimi atakami odwołano parady w około 1/3 rosyjskich regionów, głównie w najbardziej narażonej europejskiej części kraju. W kolejnej 1/3 regionów wprowadzono ograniczenia, np. nie będzie tam na defiladach pojazdów wojskowych – tym razem oszczędności sięgnęły aż Dalekiego Wschodu (np. Czyty).
– Jasne, że są określone zagrożenia. (…) W kontekście wszystkich obecnych wydarzeń organizowanie defilady to ryzykowna historia – opowiada z kolei o sytuacji na okupowanym Krymie tamtejszy rosyjski dziennikarz Aleksandr Gornyj. Na półwyspie nigdzie nie będzie parad. Za to odbędzie się ona w nowej, głównej bazie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Noworosyjsku Wojsko będzie tam maszerować, ale bez publiczności. Wygląda to jak próba odciągnięcia uwagi ukraińskiej armii od moskiewskich uroczystości i próba sprowokowania ataku.
Jak Kreml może się mścić
Sami ukraińscy eksperci wojskowi zaczynają się zastanawiać, jak Kreml mógłby zareagować na atak bezpośrednio na plac Czerwony. – Teraz faktycznie Putin prosi Trumpa, by ten wpłynął na Zełenskiego, by Ukraina nie dokonywała zbyt mocnych uderzeń w Rosję w te świąteczne dni. To naprawdę interesująca i dość unikalna sytuacja – opisuje przedświąteczne miotania się Kremla ukraiński ekspert wojskowy Konstantyn Krywołap. Wskazuje też, że atak na plac Czerwony „nie ma zbyt dużego sensu z punktu widzenia wojskowego”, ale „to wszystko już odbywa się w sferze politycznej”.
Pytanie, czy Ukraińcy zaatakują, pozostaje bez odpowiedzi.
Ale Moskwa już wcześniej groziła odwetowym uderzeniem w centrum Kijowa – w „centra decyzyjne”, czyli siedzibach ukraińskich urzędów centralnych. Ponieważ jednak zachodni dyplomaci odmówili opuszczenia ukraińskiej stolicy, Rosja ryzykuje znaczną eskalację konfliktu, przynajmniej polityczną. Jej rakiety nie są zbyt celne i istnieje duże prawdopodobieństwo trafienia jakiegoś zagranicznego przedstawicielstwa. Szczególnie gdyby rosyjska armia użyła nowej rakiety Oresznik.
Czytaj więcej
Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS) Ukrainy poinformowała w mediach społecznościowych, że w zamkniętej strefie wokół niedziałającej...
Możliwe jednak, że Kreml wybrałby inne cele dla swej zemsty. – Wystarczyłby atak na kijowskie mosty (przez Dniepr) czy powiedzmy tamę Kijowskiej Elektrowni Wodnej (leżącej na północ od miasta – red.) – mówi jeden z ukraińskich wojskowych. Ewentualne trafienie tamy może doprowadzić do zatopienia znacznej części lewobrzeżnego Kijowa, składającej się w większości z blokowisk „dzielnic sypialnych”. W dodatku tama od czasu katastrofy w Czarnobylu blokuje spływanie rzeką w dół pierwiastków radioaktywnych, które osiadają u jej podstawy. Rozbicie zapory uwolniłoby te niebezpieczne substancje.