— Cannes celebruje wszystko, co kocham w kinie. Śmiałość, wolność. Festiwal je odkrywa, wspiera i świętuje — mówi Pierre Salvadori.

Reklama
Reklama

Ten francuski reżyser, scenarzysta i aktor nie należy do najpopularniejszych twórców francuskich, choć ma na swoim koncie kilka nominacji do Cezara – za debiut „Wild Target” (1994), a także za reżyserię i scenariusz „The Trouble With You” (2019). Do oficjalnej selekcji festiwalu canneńskiego jego film trafił po raz pierwszy. I na dodatek otworzył festiwal.

 Miłość i śmierć jak z Hollywood

„La Venus Electrique” to opowieść o miłości i śmierci. Pierwszy w dorobku Salvadoriego film kostiumowy. A więc Paryż, 1928 r.. Antoine Balestro jest znanym malarzem, którego obrazy osiągają bardzo wysokie ceny. Ale po śmierci żony zrozpaczony, obolały mężczyzna przestał tworzyć. Nie mogąc sobie dać rady z życiem zmusza „artystkę” z bazaru do przeprowadzenia z nim sesji hipnotycznej. Dziewczyna próbuje udawać jego zmarłą żonę. Na drugą sesję Antoine umawia się z nią w domu, oferując godziwą zapłatę. Oburzony początkowo jego przyjaciel, marchand i właściciel galerii, zaczyna nagle Suzanne wspierać. Bo Antoine znów zaczął malować, a to dla niego ogromny interes. Opowiada więc dziewczynie o życiu Antoine’a, ona sama znajduje też pamiętniki jego zmarłej żony. Coraz lepiej w czasie sesji wchodzi w jej rolę. Antoine maluje i wszystko idzie sprawnie, dopóki Suzanne nie zakochuje się w swoim „pacjencie”. 

„La Venus Electrique” jest rodzajem romantycznej tragikomedii. Dobrze zagranej, z Anais Demoustier, Pio Armai i Gilles’em Lellouche’em w rolach głównych. Salvadori sprawnie prowadzi akcję, przetykając ją obrazami przeszłości. Potrafi opowiadać o uczuciach.

— Na swój sposób mój film uosabia całą wiarę i miłość, jaką mam do mojego rzemiosła — mówi i przyznaje, że podziwia wyrafinowane komedie hollywoodzkie – filmy Ernsta Lubitscha, Billy’ego Wildera czy Blake’a Edwardsa. 

Mówi też o wielkim zaszczycie otwierania festiwalu, ale jednocześnie sam przyznaje, że nie widziałby „La Venus Electrique” w konkursie. I to prawda. Festiwal canneński czasem podczas wieczoru inauguracyjnego proponuje film lżejszy, wprawiający w dobry nastrój. Tak było w ubiegłym roku, gdy Złotą Palmę zdobył Jafar Panahi za bolesny „To był zwykły przypadek”, a otwierał festiwal romantyczno-obyczajowy musical „Partir un jour”. 

Czytaj więcej

Cannes uhonorowało Petera Jacksona i Barbrę Streisand

 Jurorzy o kinie i polityce

Podobnego optymizmu nie czuło się już podczas konferencji prasowej jury, w którego skład wchodzą w tym roku reżyserzy: przewodniczący Park Chan-wook z Południowej Korei, Belgijka Laura Wan, Chloe Zhao (Chiny, USA), Chilijczyk Diego Cespedes, aktorzy: Amerykanka Demi Moore, Szwed Stellan Skarsgård, Ruth Negga (Etiopia, Irlandia), Isaach de Bankolé (Wybrzeże Kości Słoniowej, USA), a wreszcie brytyjski scenarzysta Paul Laverty.

Nie sądzę, że polityka i sztuka powinny być rozdzielone

Park Chan-wook

Podczas ich pierwszego spotkania z dziennikarzami, podobnie jak na festiwalu berlińskim,  dominował temat polityki.

— Nie sądzę, że polityka i sztuka powinny być rozdzielone – powiedział przewodniczący jury Park Chan-wook, odnosząc się do dyskusji w stolicy Niemiec. —  Nie widzę powodu, by myśleć, że są ze sobą w konflikcie. 

Zaznaczył jednak, że jeśli w filmie za polityką nie będzie stała wartość artystyczna, to staje się on tylko propagandą. 

Padło też pytanie o prawo artystów do politycznych wypowiedzi. W ostatnich dniach Pedro Almodóvar, którego film „Bitter Christmas” jest w canneńskim konkursie, wywołał burzę, mówiąc w wywiadzie dla „Los Angeles Times”: „Ludzie są przerażeni. Stany Zjednoczone nie są już demokracją. Niektórzy mówią, że to może demokracja »niedoskonała«. Ja podzielam zdanie, że USA już demokracją nie są”. 

Podczas konferencji canneńskiej Demi Moore stwierdziła: 

— Częścią sztuki jest ekspresja, więc jeśli zaczniemy się cenzurować, to zniszczymy sam rdzeń naszej kreatywności.

Z kolei Paul Laverty wsparł aktorów Susan Sarandon, Javiera Bardema, Richarda Gere’a, Marca Ruffalo, którzy swoimi wypowiedziami wspierali mieszkańców Gazy i protestowali przeciwko zabijaniu tam cywilów, także kobiet i dzieci. Umieszczenie ich na „czarnej liście” to – według niego – dla Hollywoodu hańba. 

AI w kinie

Na konferencji padły też pytania o wdzierającą się do przemysłu filmowego sztuczną inteligencję. 

Sztuczna inteligencja już tu jest, więc my walkę z nią z pewnością przegramy.  Trzeba raczej szukać sposobów, jak z AI współpracować.

Demi Moore, aktorka

— AI już tu jest, więc my walkę z nią z pewnością przegramy — odpowiedziała Demi Moore. — Trzeba raczej  szukać sposobów, jak z AI współpracować. A czy robimy wystarczająco dużo, aby się chronić? Nie wiem. Może nie. 

Ale też dodała, że AI sporo do kina wnosi. I dodała, że nie ma się czego bać, bo nie zastąpi ona prawdziwej sztuki, która rodzi się w duszy człowieka. 

Na tę sztukę „rodzącą się w duszy” w Cannes czekamy. A, jak się wydaje, tegoroczny program jest bardzo mocny.