Od 1 maja Okręgowe Izby Lekarskie zaczęły wygaszać warunkowe prawa wykonywania zawodu lekarzom spoza UE, głównie z Ukrainy i Białorusi, którzy nie przedstawili certyfikatu znajomości języka polskiego na poziomie B1. Problem dotyczy przede wszystkim małych szpitali i placówek na prowincji, które od lat łatają braki kadrowe medykami zza wschodniej granicy.
– To tak naprawdę jest najmniejsze wyzwanie, przed jakim wkrótce staną zarówno ci lekarze, jak i ich obecni pracodawcy – mówi Dominika Pietrzyk, przypominając, że lekarze będą musieli także nostryfikować dyplomy albo zdać polskie egzaminy medyczne.
Dziennikarka zwraca uwagę, że problem językowy w praktyce okazuje się marginalny.
– Biuro Rzecznika Praw Pacjenta przyjęło w ciągu czterech lat jedynie siedem skarg na niewystarczającą znajomość języka polskiego – podkreśla.
Czytaj więcej
Od 1 maja okręgowe izby lekarskie wygasiły warunkowe prawo wykonywania zawodu 207 lekarzom spoza UE, którzy nie przedstawili certyfikatu znajomości...
„Klasyczny przykład psucia prawa”
W rozmowie dużo miejsca poświęcono chaosowi legislacyjnemu wokół nowych przepisów. Ministerstwo Zdrowia, już po upływie terminu składania certyfikatów językowych, zaczęło forsować poprawkę wydłużającą okres przejściowy o kolejny rok. Problem w tym, że część izb lekarskich zdążyła już wygasić uprawnienia części medyków.
– Ja to traktuję jako taki klasyczny przykład psucia prawa – ocenia Dominika Pietrzyk.
Dziennikarka tłumaczy również, że poprawka została zgłoszona jako poselska, co pozwala rządowi dystansować się od odpowiedzialności za legislacyjny chaos.
– To jest bardzo wygodna forma, bo rząd może w ten sposób umyć ręce od charakteru tego przepisu i faktu, że ma on charakter troszkę psujący prawo i powodujący chaos – mówi.
Czytaj więcej
Od 1 maja wygasiliśmy warunkowe prawo wykonywania zawodu 146 lekarzom spoza UE. Jeżeli ktoś nie umie mówić po polsku, nie powinien pracować w Polsc...
W podcaście pojawia się też szerszy kontekst polityczny i systemowy. Samorząd lekarski argumentuje, że chodzi przede wszystkim o jakość leczenia i bezpieczeństwo pacjentów, ale jednocześnie coraz częściej pojawiają się głosy, że po 2032 r. lekarzy w Polsce może być już za dużo. – Jedynym, czym my się możemy obronić, to jakością – przypomina Dominika Pietrzyk słowa prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasza Jankowskiego z wywiadu dla Rzeczpospolitej.
Drugim wielkim tematem rozmowy są cięcia finansowania diagnostyki obrazowej przez NFZ. Od kwietnia fundusz płaci za badania ponad limit nawet tylko połowę dotychczasowej stawki. Efekt? Szpitale ograniczają wykonywanie rezonansów, tomografii czy endoskopii, a pacjenci dostają telefony o przesunięciu terminów badań.
– My przenosimy na pacjentów skutki złych decyzji systemowych, które teraz próbujemy odkręcić – mówi Dominika Pietrzyk.
Dziennikarka tłumaczy jednak, że problem jest bardziej skomplikowany. Część placówek wykonywała bowiem nadmiarowe badania, by poprawiać własną sytuację finansową.
– To jest problem systemowy, bo to jest poszukiwanie przez dyrektorów szpitali tego, w jaki sposób można „dobić” świadczenia, żeby zasypać braki finansowe w innych obszarach – wyjaśnia.
Czytaj więcej
25 szpitali złożyło wniosek do Narodowego Funduszu Zdrowia o likwidację oddziału całodobowego w zamian za 50 proc. ryczałtu przez kolejne dwa lata...
„To przypomina malowanie trawy na zielono”
W końcowej części rozmowy pojawia się temat komunikacyjnych problemów Ministerstwa Zdrowia i kontrowersyjnych wypowiedzi minister Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Szczególne emocje wywołały słowa o tym, że Polacy „cieszą się” ze zmian w ochronie zdrowia.
– Ministerstwo Zdrowia ma większy problem komunikacyjny niż nam wszystkim się wydawało – ocenia Dominika Pietrzyk.
Jej zdaniem obecna strategia komunikacyjna resortu coraz bardziej przypomina próbę przykrywania realnych problemów sukcesami finansowanymi z KPO.
Choć miliardy z Krajowego Planu Odbudowy mają modernizować szpitale i kupować nowoczesny sprzęt, eksperci przypominają, że sama infrastruktura nie rozwiąże problemów pacjentów.
– Jeżeli ci pacjenci stoją w tych kolejkach i nie mogą się do tego sprzętu dostać, no to też niewiele ta nowoczesność da – podsumowuje Dominika Pietrzyk.