Lekarze spoza Unii Europejskiej, którzy otrzymali warunkowe prawo wykonywania zawodu (PWZ) w Polsce w okresie covidu i później – po wybuchu wojny w Ukrainie – musieli do końca kwietnia przedstawić certyfikat znajomości języka polskiego na poziomie B1. W przypadku tych, którzy nie dostarczyli dokumentu na czas, okręgowe izby lekarskie rozpoczęły wygaszanie prawa do pracy w charakterze lekarza w Polsce.

Reklama
Reklama

Jak dotąd najwięcej obcokrajowców straciło prawo do wykonywania zawodu na Mazowszu – to 107 medyków. Możliwość pracy utraciło też 26 medyków w woj. warmińsko-mazurskim, 19 na Podlasiu, 16 w woj. lubelskim, 15 na Śląsku, 8 w regionie dolnośląskim, 5 w Wielkopolsce i 4 w Małopolsce. Łącznie mowa o 207 PWZ-ach wygaszonych do 12 maja. Jak powiedział w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, sprawa może dotyczyć nawet tysiąca lekarzy obcokrajowców.

Czytaj więcej

Łukasz Jankowski, NIL: Po 2032 roku będziemy kształcić więcej lekarzy niż potrzeba

Konieczność zakończenia współpracy z lekarzami z Ukrainy to byłby duży cios dla szpitali

Utrata uprawnień przez lekarzy obcokrajowców, którzy nie potwierdzili certyfikatem znajomości języka polskiego, może oznaczać problem dla szpitali na prowincji, które dotychczas ratowały się przed brakami kadrowymi, zatrudniając medyków z Ukrainy. – U nas permanentnie brakuje lekarzy; jesteśmy głęboką prowincją i pozyskanie lekarza do pracy graniczy z cudem – mówi „Rz” Małgorzata Kormosz p.o. dyrektora Szpitala w Ustrzykach Dolnych.

Placówka zatrudnia trzech medyków zza wschodniej granicy. Jak tłumaczy Kormosz, to lekarze ogólni, bez specjalizacji, którzy pracują na izbie przyjęć i na oddziale chorób wewnętrznych. – Zdali egzamin na poziomie B1 pod koniec kwietnia i teraz czekają na wyniki, ale certyfikat będzie miał już datę majową. Nie wiem, co w takich sytuacjach planuje zrobić izba lekarska – mówi dyrektorka. – Dla mnie konieczność zakończenia współpracy z tymi lekarzami to byłby duży cios, bo muszę jakoś zapełnić grafik do końca miesiąca. Oni pracują na cały etat – dodaje.

Certyfikatu potwierdzającego znajomość języka na poziomie B1 nie przedstawiło dwóch lekarzy chirurgów ze Szpitala Powiatowego w Limanowej. – Jeżeli izba wykreśli ich z rejestru lekarzy, to będziemy musieli ich zwolnić – przyznaje Marcin Radzięta, dyrektor tamtejszego szpitala. – Nie zachwieje to funkcjonowaniem placówki, niemniej jednak mając na uwadze gigantyczne problemy kadrowe, z którymi się mierzymy, każda para rąk do pracy jest potrzebna – dodaje. 

Czytaj więcej

Samorząd lekarski chce dymisji wiceministry zdrowia. „Dialog jest absolutnie niemożliwy"

Kwestię problemów z dostępem do medyków komentuje też Krzysztof Bojarski, poseł Koalicji Obywatelskiej, lekarz chirurg i dyrektor Szpitala w Łęcznej. To właśnie Bojarski złożył poprawkę zakładającą wydłużenie czasu na przedłożenie certyfikatu przez lekarzy m.in. z Ukrainy o kolejny rok. – W Łęcznej mam dwóch lekarzy z Ukrainy, ale dzieli nas 20 km od Lublina i nie mamy kłopotów kadrowych, nie jest problemem, żeby specjaliści dojeżdżali do nas z miasta. W wielu szpitalach powiatowych, oddalonych o wiele kilometrów od dużych ośrodków miejskich, chęci dojazdów już nie ma. Tam ci lekarze z Ukrainy rozwiązują wiele problemów kadrowych – uważa.

O możliwe braki kadrowe w związku z utratą prawa do pracy w Polsce przez lekarzy z Ukrainy pytamy prof. Mariusza Klenckiego, dyrektora Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia. – Dostajemy pierwsze pisma od szpitali na prowincji, dla których to może być problem i rzeczywiście, jeśli mają obsadę „na styk”, to ubytek każdego lekarza jest kłopotem. Ale to są pojedyncze przypadki, a nie systemowy problem – tłumaczy. – To rozwiązanie w ogóle nie jest najszczęśliwsze, przede wszystkim dlatego, że dyrektor szpitala, który zatrudnił takiego lekarza obcokrajowca, ma poczucie, że rozwiązał problem kadrowy, co jest błędnym myśleniem, bo to z definicji rozwiązanie tymczasowe – uzupełnia.

Klencki przypomina, że warunkowe prawa do wykonywania zawodu były przyznawane lekarzom z Ukrainy na okres pięciu lat i wkrótce zaczną wygasać. – Już dostajemy pisma od takich lekarzy, w których proszą o przedłużenie PWZ, ale nie możemy tego zrobić. Nie ma podstawy prawnej – mówi. Tryb uproszczony na podstawie którego medycy z Ukrainy otrzymywali tymczasowe prawo do wykonywania zawodu w Polsce, wygasł 24 października 2024 r. Lekarze, którzy po upływie czasu, na który wydano PWZ – czyli pięciu lat – będą chcieli kontynuować tu pracę, muszą nostryfikować dyplom lub zdać Lekarski Egzamin Weryfikacyjny.

Czytaj więcej

Młodych lekarzy czekają zmiany. Czy to powrót nepotyzmu, czy wsparcie małych ośrodków?

„Naczelna Izba Lekarska broni korporacji lekarzy”

Samorząd lekarski argumentuje, że za decyzją o wygaszaniu prawa wykonywania zawodu medykom, którzy nie mówią po polsku, stoją kwestie bezpieczeństwa. – Jeżeli od dwóch lat było wiadomo, że termin na złożenie certyfikatu językowego upłynie 1 maja 2026 r. i przez dwa lata ukraińscy lekarze, pracując w polskim systemie, nie potrafili zdać egzaminu na poziomie B1, to oznacza, że oni naprawdę nie mówią po polsku i naprawdę są zagrożeniem dla pacjentów – powiedział „Rz” Łukasz Jankowski.

– Przez dwa lata Izba nie widziała tego zagrożenia? – zastanawia się poseł Bojarski. – NIL broni korporacji lekarzy i to jest dla mnie zrozumiałe – sam jestem lekarzem – ale mówienie o tym, że dzisiaj ten brak certyfikatu językowego nagle zaczyna stanowić jakiś dramatyczny wzrost zagrożenia, to trochę naciągane – dodaje. 

O to, czy pacjenci skarżą się na nieznajomość języka przez lekarzy z Ukrainy pytamy też dyrektorkę Szpitala w Ustrzykach Dolnych. – Nie mieliśmy od pacjentów skarg na tych lekarzy, ani na to, że nie znają języka polskiego. To bardzo dobrzy pracownicy – podkreśla.

„Rzeczpospolita” sprawdziła, ile skarg pacjentów na słabą znajomość języka polskiego przez lekarzy cudzoziemców wpłynęło do Rzecznika Praw Pacjenta W okresie ostatnich czterech lat było ich siedem – dwie w 2024 r. i pięć w 2025 r. W tym roku dotąd nie zgłoszono ani jednego takiego przypadku.

„To rady lekarskie będą musiały sprzątać ten bałagan”

Wygaszanie przez samorząd lekarski PWZ-ów medykom z Ukrainy generuje nie tylko dyskusję o zasobach kadrowych na terenach peryferyjnych i bezpieczeństwie pacjentów, ale też pytanie o to, w jaki sposób stanowi się prawo w Polsce.

28 kwietnia, na dwa dni przed upływem terminu składania certyfikatów potwierdzających znajomość języka polskiego na poziomie B1 przez lekarzy spoza UE, wpłynęła poprawka do ustawy, która ma wydłużyć ten termin o rok, do 1 maja 2027 r. Przepis jest obecnie w trakcie procedowania. – Razem z Ministerstwem Zdrowia doszliśmy do wniosku, że warto tym lekarzom, ale nie tylko lekarzom – bo dotyczy to również pielęgniarek i położnych – dać szansę – mówi autor poprawki, poseł Krzysztof Bojarski. – Odebraliśmy sygnały, że jest taka potrzeba, żeby wydłużyć o rok możliwość przedłożenia certyfikatu znajomości języka na poziomie B1, bo dostępność do egzaminów była ograniczona i system okazał się tu trochę niewydolny – wyjaśnia. Chodzi o to, że za mało podmiotów – ok. stu – miało uprawnienia do prowadzenia takiej certyfikacji. Bojarski przyznaje jednak, że potrzeba ta wyniknęła trochę z opieszałości samych lekarzy obcokrajowców. – Zadziałało tu wiele czynników – mówi. Podkreśla też, że nie chodzi tu o nowych lekarzy, którzy są dopuszczani do pracy w Polsce. – To są osoby, które otrzymały warunkowe prawo wykonywania zawodu w Polsce na podstawie przepisów prawa, które dzisiaj już nie obowiązują – wskazuje.

Czytaj więcej

Instytut Psychiatrii i Neurologii w kłopotach. Ma zwrócić środki za badanie – ustaliła „Rzeczpospolita”

Nie zmienia to jednak tego, że poprawka doprowadziła do chaosu prawnego. Teraz izby lekarskie uchylają prawo do wykonywania zawodu lekarzom, którzy nie przedstawili na czas certyfikatu znajomości języka na poziomie B1. Procedowany przepis który ma wydłużyć termin złożenia tego dokumentu o rok, ma jednak zadziałać wstecz. Co wówczas z wygaszonymi PWZ-ami?

– Odradzaliśmy izbom lekarskim takie pochopne działania, przewidując, że mogą one doprowadzić do niepotrzebnego chaosu. Żadne przepisy nie wymagają od izby lekarskiej natychmiastowego odbierania PWZ – wręcz przeciwnie, postępowanie to powinno być prowadzone indywidualnie, zgodnie z wymogami kodeksu postępowania administracyjnego – mówi „Rz” Klencki. – Zakładając, że ustawa z poprawką wydłużającą okres przejściowy zostanie przyjęta i podpisana przez prezydenta, będziemy mieli taką sytuację, że w połowie przyszłego miesiąca uchwały okręgowych rad lekarskich wygaszające prawo do wykonywania zawodu nie będą miały podstawy prawnej. I to rady lekarskie będą musiały sprzątać ten bałagan i znaleźć jakiś sposób, żeby przywrócić te prawa do wykonywania zawodu – wskazuje dyrektor Departamentu Kadr Medycznych w resorcie zdrowia.

Pytany o to, czy taka poprawka, złożona na dwa dni przed wejściem w życie przepisu, nie jest „psuciem” prawa, odpowiada: – To była poprawka poselska, nie rządowa i została przyjęta przez wszystkich członków Sejmowej Komisji Zdrowia co oznacza, że w kwestii wydłużenia okresu przejściowego panuje zgodność bez względu na barwy polityczne.