Reklama

Młodych lekarzy czekają zmiany. Czy to powrót nepotyzmu, czy wsparcie małych ośrodków?

Ministerstwo Zdrowia planuje zmienić tryb zdobywania specjalizacji przez lekarzy rezydentów. Nowemu pomysłowi zarzuca się legalizację nepotyzmu. Resort twierdzi, że zwiększy to dostępność lekarzy w mniejszych miejscowościach.
Resort zdrowia chce zmodyfikować dotychczasowe zasady zdobywania specjalizacji przez lekarzy rezyden

Resort zdrowia chce zmodyfikować dotychczasowe zasady zdobywania specjalizacji przez lekarzy rezydentów.

Foto: Adobe Stock

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie zmiany w zasadach zdobywania specjalizacji przez lekarzy planuje ministerstwo zdrowia?
  • Jakie są zarzuty wobec nowych planów ministerstwa?
  • Dlaczego zmiany mają rzekomo poprawić dostępność lekarzy w mniejszych miejscowościach?
  • Jakie kontrowersje wzbudziło przydzielanie miejsc rezydenckich przez wojewodów na podstawie wytycznych ministra zdrowia?
  • W jaki sposób nowe przepisy mogą wpłynąć na problem nepotyzmu w szpitalach?
  • Dlaczego możliwe jest, że zmiany wpłyną na pogorszenie warunków pracy młodych lekarzy?

Obecnie lekarze zdobywają specjalizację na dwa sposoby. Pierwszy to tryb na etatach rezydenckich, za które płaci ministerstwo zdrowia, a drugi – na etatach pozarezydenckich, których koszt ponosi bezpośrednio szpital. Rekrutacja na oba te tryby jest taka sama – miejsca dostają ci, którzy najlepiej zdadzą lekarski egzamin końcowy. Resort zdrowia chce zmodyfikować dotychczasowe zasady. O tym, że zmiany obejmą tryb pozarezydencki wiadomo było już w zeszłym roku. Wzburzenie samorządu lekarskiego spowodowała jednak zapowiedź reformy trybu rezydenckiego, która padła ze strony przedstawicieli MZ podczas ostatniego posiedzenia Naczelnej Rady Lekarskiej.

Reklama
Reklama

– Nabór nie będzie wyglądał tak jak teraz, że lekarz, który zda najlepiej egzamin, dostaje rezydenturę i może wybrać miejsce odbywania specjalizacji. Lekarze będą kierowani tylko i wyłącznie do tych miejsc, które zostaną wybrane przez ministerstwo zdrowia – mówi Damian Patecki, członek prezydium i przewodniczący komisji kształcenia Naczelnej Rady Lekarskiej. – Obawiamy się, że to będą najgorsze miejsca, to znaczy takie, gdzie na przykład nikt nie chce pracować – dodaje.

– Rzeczywiście, chcemy inaczej rozdzielać miejsca rezydenckie – przyznaje prof. Mariusz Klencki, dyrektor departamentu rozwoju kadr medycznych w ministerstwie zdrowia.

Reklama
Reklama

„Półniewolniczy” status rezydenta

– Gdy spojrzy się na mapy potrzeb zdrowotnych, można się momentami złapać za głowę – mówi prof. Klencki. Tłumaczy, że przez lata skupialiśmy się na tym, ilu lekarzy nam brakuje, a w ogóle nie patrzyliśmy na to, ilu ich jest w poszczególnych rejonach kraju. Okazuje się, że różnice między województwami często są ponad dwukrotne, nawet w takich specjalizacjach jak medycyna rodzinna. W niektórych dziedzinach – argumentuje Klencki – możliwa jest sytuacja, w której przez lata rezydenci wybierają szpitale w Warszawie, a nikt nie trafia na przykład do szpitala w Pułtusku czy Siedlcach. – Jeśli utrwalamy taki model, to później pojawia się pytanie: a skąd wziąć chirurga w Pułtusku? Systemem kształcenia pompujemy lekarzy do dużych miast, a potem się dziwimy, że ich nie ma w małych – mówi dyrektor. W związku z tym – wyjaśnia – potrzebne jest systemowe narzędzie, które będzie sprzyjało wyrównywaniu tych dysproporcji.

– Chcemy przypisać miejsca rezydenckie do poszczególnych podmiotów akredytowanych (bo nie chodzi tu tylko o szpitale). Będzie to robił wojewoda, ale w oparciu o wytyczne ministra zdrowia i dane z map potrzeb zdrowotnych – tłumaczy dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w MZ.

Czytaj więcej

Nieetyczne praktyki w sieciach psychiatrycznych. „Rzeczpospolita” dotarła do umów

Jak podkreśla, resort zachowa system konkursowy, tyle tylko, że „nie będzie tak, że rezydent po prostu sam wybierze dowolny szpital”. – Nie zakładamy też, że wszystkie rezydentury będą przyznawane wyłącznie w małych miejscowościach, kosztem dużych ośrodków. Nie o to chodzi. Chodzi jedynie o to, aby nie było tak, że wszystkie trafiają do wielkich miast – mówi. Jak dodaje, system ma być z założenia elastyczny i opierać się na analizie danych. Nie ma to nic wspólnego z założeniem, że ktoś będzie traktowany gorzej lub lepiej.

Inaczej konsekwencje zmian w trybie rezydenckim interpretuje Damian Patecki. – Będzie bardzo mocno zawężona możliwość odbywania specjalizacji. To doprowadzi do sytuacji, w której nieobiektywne merytoryczne kryteria będą decydowały o naborze. W przypadku kiepskich miejsc pracy – gdzie jest mobbing czy kiepskie możliwości szkolenia – trudno będzie, żeby się poprawiły, bo po co mają się poprawiać, skoro co roku dostaną przydział nowych pracowników o półniewolniczym statusie, którzy nie mają dokąd pójść i nie mogą odejść, jeśli chcą zrobić specjalizację – ocenia przewodniczący komisji kształcenia Naczelnej Rady Lekarskiej.

Małżeństwo pod przymusem, z którego mało kto jest zadowolony

Ministerstwo zdrowia zamierza też częściowo uwolnić tryb pozarydencki. Założenie tego trybu jest takie, że jeżeli szpital potrzebuje pracownika, to może go wykształcić. Wszystko odbywa się jednak w ramach konkursu, tak jak w trybie rezydenckim, a liczba miejsc szkoleniowych jest ograniczona. W praktyce wygląda to tak, że wojewoda kieruje młodego lekarza, który przeszedł postępowanie kwalifikacyjne, do konkretnego szpitala na szkolenie i to szpital – a nie Ministerstwo – ponosi koszty jego wynagrodzenia.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Łukasz Jankowski, NIL: Po 2032 roku będziemy kształcić więcej lekarzy niż potrzeba

– W efekcie powstaje swoiste „małżeństwo” nie tyle z rozsądku, co zawarte pod przymusem, i coraz częściej zdarza się, że jedna ze stron jest z takiego układu niezadowolona – mówi prof. Mariusz Klencki. Jak tłumaczy, szpitale pod różnymi pretekstami próbują odmawiać przyjęcia takich lekarzy. Zdarza się również, że sami lekarze formułują oczekiwania dotyczące umowy w taki sposób, aby szpital się na nie zgodził i żeby szkolenie w ogóle się nie rozpoczęło. – Cała sytuacja ma więc charakter przymusowy. Tego problemu nie da się całkowicie rozwiązać, ale chcemy nieco doregulować przepisy określające, co dzieje się w sytuacji, gdy strony nie mogą dojść do porozumienia, tak aby bardziej skłonić szpitale do wzięcia na siebie ciężaru kształcenia. Trzeba bowiem uczciwie powiedzieć, że dla szpitala młody lekarz, który dopiero zaczyna pracę, jest początkowo inwestycją nie tylko finansową, lecz także organizacyjną – mówi dyrektor.

Resort chce wykroić część miejsc szkoleniowych z ogólnej puli i „uwolnić” je w taki sposób, że szpital będzie mógł samodzielnie wskazywać lekarzy, których chce wykształcić na specjalistów. Wystarczyłoby, że dany podmiot zgłosi wojewodzie, że chce uruchomić szkolenie dla konkretnego lekarza i że będzie go kształcić. Wyniki egzaminu lekarskiego nie będą się tu liczyć.

Dla części środowiska lekarskiego takie rozwiązanie to powrót do czasów sprzed uregulowania trybów dochodzenia do specjalizacji, kiedy to elita w osobie profesorów medycyny, decydowała o tym, kto dostanie pracę na najbardziej pożądanych stanowiskach, często kierując się kluczem doboru „po znajomości” lub więzami krwi. Do medycyny bardzo mocno wróci nepotyzm – ostrzega samorząd lekarski.

Po drugiej stronie wybrzmiewa jednak kontrargument, że Izba Lekarska jest teraz w okresie wyborczym, więc „wzburza ich wszystko, co tylko może wzburzać”. – Aktywność Izby w sprawach lekarzy i wykonywania zawodu nie jest, w tej kadencji, związana z wyborami. Izba w sprawach naszego zawodu była i jest aktywna zawsze, gdy sytuacja tego wymaga – ucina Patecki.

Foto: Paweł Krupecki

Reklama
Reklama

Nepotyzm w szpitalach był i jest

O zarzuty dotyczące powrotu do nepotyzmu i rządów „starych profesorów”, pytamy zaś dyrektora Klenckiego. – Sam też jestem profesorem, ale od razu chcę powiedzieć, że moje dzieci wybrały inne drogi zawodowe i na pewno nie będą korzystały z tych rozwiązań – zaznacza.

– Czy w systemie, który obecnie funkcjonuje, nie mamy do czynienia z nepotyzmem? Moja odpowiedź brzmi: niestety mamy. Otrzymuję na ten temat wiele sygnałów, więc nie jest tak, że dzięki obecnemu systemowi rozwiązaliśmy ten problem, bo go nie rozwiązaliśmy – podkreśla prof. Klencki.

W odpowiedzi na spostrzeżenie, że proponowane rozwiązanie w praktyce prowadzi do usankcjonowania istniejącego nepotyzmu, komentuje: – Jeśli ktoś wykorzystuje wpływy bądź stanowisko, by zapewnić swojemu dziecku lepszą pozycję za publiczne pieniądze, to jest naganne i wcale nie będzie proponowanymi rozwiązaniami legalizowane. Ale przyjmijmy, że lekarz, który jest rodzicem, chce przyjąć swoje dziecko na szkolenie do swojej prywatnej placówki. W takiej sytuacji od razu pojawiają się zarzuty o nepotyzm, tymczasem w naszym systemie jest to legalne. Taka osoba może nawet być kierownikiem specjalizacji i, moim zdaniem, nie ma w tym niczego złego; właśnie w trybie pozarezydenckim, ponieważ nie angażujemy w to środków publicznych, a zyskujemy relację uczeń-mistrz z korzyścią dla pacjentów i z myślą o długofalowym podtrzymaniu kadry.

– W przypadku dużych podmiotów, takich jak szpitale, proponowane rozwiązanie, dając lepsze narzędzia ich dyrektorom do prowadzenia długofalowej polityki kadrowej, nałoży na nich jednocześnie większą odpowiedzialność w tym zakresie – uważa dyrektor Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w ministerstwie zdrowia.

Czytaj więcej

Sebastian Goncerz z Porozumienia Rezydentów OZZL: System eksploatuje młodych lekarzy
Rynek zdrowia
Szkodliwe promocje wracają do aptek. Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej ostrzega
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Rynek zdrowia
Krzysztof Żuralski: Telemedycyna nie zastąpi wizyty stacjonarnie, ale ją uzupełni
Rynek zdrowia
Będą podwyżki dla medyków? Ministra mówi o przesunięciu terminu
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Materiał Partnera
Bezpieczne przesyłki kurierskie z farmaceutykami
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama