Z 9,3 mln zł przyznanych Instytutowi Psychiatrii i Neurologii (IPiN) na projekt badawczy 1,2 mln trafiło do jednej pracownicy Instytutu. Agencja Badań Medycznych (ABM) zażądała zwrotu środków, IPiN odmówił – ustaliła „Rzeczpospolita”.

Reklama
Reklama

Chodzi o realizowane przez Instytut podległy resortowi zdrowia badanie dotyczące wykorzystania aspiryny w leczeniu choroby afektywnej dwubiegunowej (CHAD). Główną badaczką w projekcie jest dr n. med. Monika Dominiak, pracownica naukowa Instytutu, która od czerwca ub.r. pełni funkcję pełnomocnika dyrektora ds. naukowych. W latach 2023-2025 wypłacono jej 1,2 mln zł na podstawie czterech umów cywilnoprawnych. To średnio 50 tys. zł miesięcznie oprócz wynagrodzenia, które lekarka otrzymuje ze stosunku pracy – podnosi ABM.

„Rzeczpospolita” dotarła do wyników kontroli przeprowadzonej przez Agencję. W sprawę zaangażowany miał być ówczesny dyrektor IPiN Piotr Nowicki, który przestał pełnić tę funkcję z końcem marca. Jak słyszymy, szykowany jest na funkcję wiceministra zdrowia.

Czy Instytut Psychiatrii i Neurologii zapłacił kilka razy za to samo?

Niekomercyjne badania kliniczne nie prowadzą do wynalezienia nowej terapii, lecz służą sprawdzeniu skuteczności już dostępnego leku w nowych wskazaniach. Nie brakuje wokół nich kontrowersji, bo oprócz badań, które zakończyły się sukcesem, jest też wiele takich, gdzie padają pytania o sens finansowania ze środków publicznych. Najgłośniejszy przykład dotyczy wykorzystania amantadyny – leku neurologicznego podawanego np. osobom z chorobą Parkinsona – w leczeniu covid-19. Łącznie badanie to pochłonęło ok. 15 mln zł publicznych pieniędzy. Przez niektórych jest uznawane za marnotrawstwo środków.

Czytaj więcej

Nieetyczne praktyki w sieciach psychiatrycznych. „Rzeczpospolita” dotarła do umów

ABM żąda dziś zwrotu m.in. 815,7 tys. zł wypłaconych głównej badaczce IPiN do połowy czerwca 2025 r. Oprócz umowy o przeprowadzenie badania klinicznego Instytut zawarł ze swoją pracownicą dodatkowe umowy na organizację procesu rekrutacji (7 tys. zł za każdego pacjenta włączonego do badania), za nadzór merytoryczny oraz za monitoring medyczny. Zdaniem ABM zakres części z tych umów wzajemnie się pokrywa, a umowa o nadzór merytoryczny nakłada się z kontraktem na organizację badania klinicznego i nadzór nad jego realizacją, jaki podpisano z podwykonawcą. Dlatego Agencja zakwestionowała koszty.

Do zwrotu jest również 306,5 tys. zł wypłaconych prof. n. med. Pawłowi Mierzejewskiemu, który oprócz wynagrodzenia w ramach stosunku pracy otrzymywał dodatkowe 15 tys. zł miesięcznie na podstawie dwóch umów cywilnoprawnych podpisanych z IPiN. Przewidziany nimi zakres działań również ma się pokrywać z innymi umowami zawiązanymi w ramach projektu. „W opinii kontrolerów łączne wynagrodzenie ww. osoby nie zostało ustalone w optymalny i oszczędny sposób, służąc bardziej wykorzystaniu limitów określonych w poszczególnych pozycjach budżetowych niż rzeczywistym potrzebom projektowym (trudno uznać za racjonalne rozliczanie tożsamych czynności w ramach różnych umów zawartych z tymi samymi osobami)” – czytamy w dokumencie. W praktyce wątpliwości kontrolerów sprowadzają się do tego, że IPiN zapłacił kilka razy za to samo, tyle że na podstawie różnych umów.

O komentarz „Rzeczpospolita” poprosiła Instytut Psychiatrii i Neurologii oraz samą Dominiak. – Jest jedna umowa ramowa i w tej umowie zawarte są wszystkie obowiązki, które mają główny badacz i członkowie zespołu badawczego, nie reguluje ona jednak kwestii wynagrodzeń – twierdzi lekarka. Te – dodaje – ujęto w odrębnych umowach wykonawczych. Każda z nich wskazuje konkretne zadanie i jest powiązana z pozycją budżetową we wniosku o dofinansowanie. Instytut nie udostępnił jednak „Rzeczpospolitej” czterech umów zawartych z badaczką ani kosztorysu projektu, o co wnioskowaliśmy w trybie dostępu do informacji publicznej.

Kompletnie nierynkowe stawki zapisane w grantach

6 marca IPiN złożył zastrzeżenia do protokołu kontrolnego. Twierdzi, że ABM wiedział, za co płaci, bo było to poddawane ocenie na etapie wyłaniania badań, które dostaną dofinansowanie. Teraz Agencja kwestionuje jednak wysokość wypłat dla konkretnych osób.

– Nie uważam tego za właściwe etycznie, żeby wpisywać w granty takie kompletnie nierynkowe stawki – mówi prof. n. med. Marcin Czech, były wiceminister zdrowia. – Ale jeżeli to zostało napisane w projekcie, przez kogoś zrecenzowane i ocenione przez samą ABM technicznie, to do kogo mają teraz pretensje? Zgodzili się na takie warunki – dodaje.

Czytaj więcej

Kontrole w sieciach psychiatrycznych po tekście „Rz” o ich nieetycznych praktykach

„Rzeczpospolita” zapytała Agencję, jakie kwoty wynagrodzeń zostały wpisane w projekcie konkursowym, który przedstawił Instytut w 2021 r. „W pierwotnym wniosku o dofinansowanie zaplanowano wydatki na wynagrodzenia w łącznej kwocie 4 783 200 zł” – przekazała nam ABM. To przeszło połowa całej puli środków przeznaczonych na projekt.

O to, czy stawki przewidziane w zawartych umowach są rynkowe, zapytaliśmy samą Monikę Dominiak. Jej zdaniem „pozostają poniżej stawek rynkowych stosowanych w badaniach klinicznych”. Wynagrodzenia miały też odpowiadać zakresowi odpowiedzialności oraz skali i złożoności badania klinicznego, a ich zasadność znajdować potwierdzenie w efektywnej realizacji projektu i osiąganiu zakładanych rezultatów. Badaczka podkreśla, że wszystkie elementy budżetu, w tym wynagrodzenia związane z realizacją badania klinicznego, były przedmiotem szczegółowych uzgodnień z Agencją w 2023 r. Pada też sugestia, że ABM manipuluje danymi.

– Przywołana przez Agencję wartość wynagrodzenia głównego badacza odnosi się do okresu, w którym realizacja badania znajdowała się w fazie najwyższej intensywności rekrutacji oraz prowadzenia pacjentów – mówi Dominiak. Dlatego – wskazuje – poziom wynagrodzenia w tym okresie był bezpośrednio związany z rzeczywistym zakresem wykonywanych czynności, tj. liczbą prowadzonych wizyt oraz liczbą pacjentów w badaniu. Teraz, kiedy ostatni pacjenci kończą badanie, liczba wizyt i idące za tym wynagrodzenie mają być kilkunastokrotnie niższe. Tak to funkcjonuje w badaniach klinicznych – uważa badaczka.

Foto: Paweł Krupecki

Z rozmów „Rzeczpospolitej” z osobami zaangażowanymi w prowadzenie niekomercyjnych badań klinicznych wynika, że stawki wynagrodzenia dla głównego badacza są różne, a wiele zależy od rodzaju samego badania. Jeden z naukowców, który jako główny badacz prowadzi projekt finansowany ze środków ABM, mówi nam, że jego wynagrodzenie z tego tytułu to ok. 8 tys. brutto miesięcznie, łącznie ok. 500 tys. zł za cały okres badania.

IPiN nie odpowiada, kto podjął decyzję o wysokości wynagrodzeń

Instytut zawnioskował o unieważnienie protokołu kontroli w całości i wycofanie zaleceń pokontrolnych. Jego zdaniem dokument ignoruje fakt 90-proc. realizacji projektu, co ma prowadzić m.in. do utraty wartości ponad 6,8 mln zł wydatkowanych środków, zablokowania możliwości publikacji i wdrożenia wyników czy naruszenia interesu zdrowia publicznego. Łącznie IPiN oszacował rzekome szkody na 7,3 mln zł i powołał się na przepisy karne o szkodzie własnej.

Pod dokumentem kwestionującym wyniki kontroli miał podpisać się ówczesny dyrektor Instytutu Piotr Nowicki. Słyszymy, że uczestniczył też w spotkaniu przedstawicieli ABM i IPiN, które odbyło się 9 marca, podczas którego strony okopały się na swoich stanowiskach. Skontaktowaliśmy się z byłym już dyrektorem IPiN z prośbą o komentarz. Nowicki przekazał „Rz”, że nie reprezentuje już Instytutu, w związku z czym nie będzie się wypowiadał i odesłał nas do nowego kierownictwa.

Zgodnie z „Regulaminem konkursu na niekomercyjne badania kliniczne w obszarze psychiatrii i neurologii”, w ramach którego IPiN dostał dofinansowanie, dodatek zadaniowy na wynagrodzenie badacza nie powinien przekraczać 50 proc. jego miesięcznej pensji. Monika Dominiak broni się jednak, że czynności wykonywane w ramach umów cywilnoprawnych, związane z prowadzeniem badania klinicznego, nie pokrywają się z jej zakresem obowiązków jako pracownika IPiN.

IPiN nie odpowiada na pytanie „Rzeczpospolitej”, kto podjął decyzję o wspomnianych umowach cywilnoprawnych i przewidzianej w nich wysokości wynagrodzeń. Podkreślił za to, że „ABM zakwestionował również, w podobnym mechanizmie, wynagrodzenia badaczy Instytutu Matki i Dziecka, a Wojskowy Instytut Medyczny ma nawet 100 proc. niekwalifikowanych wydatków”.

W przypadku wspomnianego Instytutu Matki i Dziecka – innego instytutu pod nadzorem ministra zdrowia – Agencja zakwestionowała wydatki w wysokości 687,4 tys. zł, zobowiązując IMiD do ich zwrotu. Chodzi o badanie dotyczące zastosowania regorafenibu u pacjentów z opornymi na leczenie pierwotnymi nowotworami kości. Tutaj również doszło do zawarcia umów cywilnoprawnych z pracownikami Instytutu.

Foto: Paweł Krupecki

O wynikach kontroli projektu IPiN przeprowadzonej przez Agencję wie Ministerstwo Zdrowia. – Sprawa jest aktualnie przedmiotem analizy – przekazał nam resort.

W świecie medycznym wszyscy sprawiedliwi dzielą się korzyściami

– Proszę się nie spodziewać, żeby ze świata naukowego padła jakakolwiek krytyka albo stwierdzenie, że to, co robi ABM jest błędne, bo wszyscy sprawiedliwi dzielą się tymi korzyściami – mówi „Rzeczpospolitej” osoba związana ze środowiskiem medycznym, która chce pozostać anonimowa. – Uderzenie kogokolwiek z nich powoduje, że natychmiast jednoczą się nawet najwięksi wrogowie, bo wszyscy czerpią z tego ogromne korzyści – wskazuje.

Agencja dostaje dotacje celowe z budżetu państwa. Kluczowym źródłem finansowania jest jednak 0,3 proc. odpisu z planowanego budżetu NFZ. – Chciałbym przypomnieć, że tzw. odpis z NFZ to jest nic innego jak pieniądze ze składki zdrowotnej. Finansowanie projektów badawczych odbywa się z pieniędzy ubezpieczonych, czyli z tych, których teraz brakuje na leczenie, a które przeznaczane są właśnie na projekty, w których są takie horrendalne wynagrodzenia – podsumowuje nasz rozmówca.