14 lutego 2026 roku. Walentynki. Nadchodzi wczesne przedpołudnie. W Centrum Nauki Kopernik gromadzą się młodzi ludzie. Lecz nie na speed dating, tylko na coś w rodzaju konwencji politycznej. W jednej z sal CNK przemawiają m.in. Magdalena Biejat, wicemarszałkini Senatu i kandydatka Nowej Lewicy na prezydenta w 2025 r. oraz Daria Gosek-Popiołek, posłanka z Krakowa. Obydwie wcześniej były członkiniami partii Razem. Jesienią 2024 r. w partii doszło jednak do rozłamu. Biejat i Gosek-Popiołek wraz z Dorotą Olko i grupą osób stworzyły (już na początku 2025) stowarzyszenie Wspólne Jutro i pozostały w klubie Nowej Lewicy w parlamencie.
„TSK łże”, czyli prawdziwy stosunek progresywnych środowisk do rządu z udziałem Nowej Lewicy
Zachowały jednak własną tożsamość – odmienną od establishmentowej Nowej Lewicy, wyraziście progresywną, ale też różną od Razem. – Budujemy miejsce w kontrze do podziałów – też w polityce. Budujemy wspólnotę, by się spotykać, by działać. Idziemy do przodu – mówiła Biejat. Na sali słuchało jej kilkaset osób, głównie z pokolenia Z, młodych ludzi, 20-latków i nieco starszych, z pokolenia milenialsów. „Trzecia droga" między Razem a Nową Lewicą jest nie tylko możliwa, ale nawet środowiskowo popularna. Wszystko w imię progresywnych wartości, które np. w Radzie Warszawy reprezentuje radna Martyna Jałoszyńska, wcześniej też w Razem, i wielu innych samorządowców w całej Polsce. Przykładem niech będzie 23-letni Kacper Nowicki z Poznania, który niedawno pojawił się na radarach polityki – głównie dzięki kontrom do prawicy na spotkaniach z Patrykiem Jakim i swojej wyrazistości w mediach społecznościowych.
Wspólne Jutro w swoich mediach społecznościowych – a to dziś główny kanał komunikacyjny polityki, zwłaszcza dla młodszych wyborców poniżej 40. roku życia – mocno krytykuje prezydenta Rafała Trzaskowskiego za jego postawę w związku z kwestią transkrypcji małżeństw jednopłciowych. To w tej chwili główny punkt zapalny w krytyce progresywnej lewicy wobec Koalicji Obywatelskiej. Doszło nawet – 25 kwietnia – do protestu przed KPRM jako aktu sprzeciwu wobec postawy KO. Był to pierwszy tak dobrze zorganizowany protest progresywnych środowisk wobec KO w tej kadencji. Na transparentach pojawiły się hasła takie jak „TSK łże”.
To najsilniejszy sygnał tego, jak dziś te środowiska traktują rząd z udziałem Nowej Lewicy. Choć jest to również oznaka nasilającej się fragmentaryzacji całej sceny poza prawicą. Tusk ewidentnie też dostrzegł ryzyko na tej progresywnej flance i we wtorek 12 maja ogłosił na posiedzeniu rządu zwrot w sprawie transkrypcji. - Chciałbym przeprosić tych wszystkich, którzy przez długie lata czuli się odrzucani i upokarzani, państwo tu przez wiele lat nie zdawało egzaminu - powiedział premier.
Warto zauważyć i pamiętać, że w przestrzeni debaty, jaką są dziś media społecznościowe i Internet, głównym rozgrywającym są polityczne algorytmy. Sytuacja po stronie liberalnej jest inna o tyle, że Tusk, inaczej niż Kaczyński, faktycznie sprawuje władzę, ale schemat jest podobny. Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się uporządkować chwilowo sytuację. Co będzie dalej u liberałów?
Czy w Polsce powstanie nowa partia liberalna? Narzędzia do mobilizacji są w sieci
Zasadnicze pytanie brzmi nie tylko, czy ewidentna frustracja po liberalno-progresywnej stronie przerodzi się w coś więcej niż protest kilkuset osób przed KPRM czy kolejne wpisy w sieci. Od 2023 r. wszystkie plany czy pomysły jak do tej pory kończyły się na rozmowach. Tak było z opisywanymi w „Rzeczpospolitej” w ubiegłym roku dywagacjami liberalnego środowiska wokół Arkadiusza Musia, jednego z najbogatszych Polaków. Te rozmowy pojawiły się głównie po porażce Rafała Trzaskowskiego w czerwcu 2025 r., ale – jak wynika z naszych informacji – na rozmowach się skończyło, a obecnie te rozważania zostały z różnych powodów zarzucone. Tusk po prostu trzyma zbyt mocno wszystkie karty w ręku i skutecznie utrudnia szerszą mobilizację zwłaszcza po stronie biznesu.
W Warszawie od kilku miesięcy można było usłyszeć rozważania czy powstanie inny projekt – partia lub ruch społeczny zajmujący się sprawami rozwoju skupiony, np. wokół osób ze środowiska akademickiego. Także i w tym przypadku na sondowaniu czy rozważaniach miało się skończyć. To odrębny kierunek niż środowisko Musia, w którym rozważania bardziej dotyczyły partii o profilu bliższym części Konfederacji (po stronie Sławomira Mentzena) z całkowitą koncentracją na sprawach gospodarczych i nowymi postaciami w grze.
Dzisiejsza polityka oparta na algorytmach premiuje osobowości. W tym sensie doszło do niemal całkowitej jej personalizacji, a ten sam proces toczy się w mediach. W ostatnich tygodniach po liberalnej stronie ponownie dał się zauważyć Leszek Jażdżewski, lider łódzkiego środowiska Liberte. Przypomniał swoje słynne wystąpienie z 3 maja 2019 r. i napisał gorzko: „Minęło siedem lat. Tusk jest premierem. Aborcja jest nielegalna, Kościół dalej ciągnie pieniądze z państwa. Strategia mimikry przyniosła klęskę w wyborach 2025 i na pięć lat mamy prawdziwego, a nie malowanego, nacjonalistę w pałacu prezydenckim. Prawica w najlepsze szczuje na Unię Europejską i utrudnia rozwody, mówi o zmianie konstytucji. Większość polityków rządzącej koalicji i popierających ich mediów wciąż powtarza za prawicą, że nie można, że jeszcze nie czas, że trzeba szanować wrażliwość. Naszej, mojej, jakoś nikt nie szanuje".
Ten wpis ożywił pytania, czy rzeczywiście powstanie jakiś nowy projekt po stronie liberalnej. Dzisiaj jest to o tyle łatwiejsze, że narzędzia do mobilizacji są w sieci, przynajmniej teoretycznie. A w 2027 r. podpisy pod listami wyborczymi będzie można zbierać też w Internecie – przez tzw. portal poparcia. To efekt przyjęcia ustawy Polski 2050, podpisanej przez prezydenta Karola Nawrockiego. Może to dać poczucie, że aby stworzyć projekt na 7-10 proc. – przeciwwagę dla skrajnego projektu Grzegorza Brauna na prawicy – nie trzeba już tak wielkich zasobów jak kiedyś.
Nie słychać jednak dziś w Warszawie, by ten wpis Jażdżewskiego był czymś więcej niż tylko przypomnieniem o sobie. Co oczywiście może się zmienić do wyborów, które są planowane na jesień 2027 r. Dla uzyskania pełnego obrazu należy jeszcze odnotować kwestię pokoleniową. Leszek Jażdżewski urodził się w 1982 r. Jego pokolenie w ramach KO obecnie znaczy tylko tyle, ile władzy zdecyduje się przyznać mu Donald Tusk. Jak Andrzejowi Domańskiemu (rocznik 1981), który został niedawno wiceszefem KO decyzją premiera. Jakikolwiek realny bunt czy opór zbliżonego pokoleniowo progresywnego środowiska Rafała Trzaskowskiego został przez Tuska dawno wygaszony.
Donalda Tusk problem z Pełczyńską-Nałęcz jak kiedyś problem Jarosława Kaczyńskiego z Jarosławem Gowinem
Na rozważania o kryzysie po liberalnej stronie nakładają się faktyczne problemy w centrum koalicji rządzącej. Po pierwsze, rozpad Trzeciej Drogi jako wspólnego projektu PSL i Polski 2050. Później rozpad Polski 2050 na partię Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i klub Centrum Pauliny Hennig-Kloski. Ten ostatni ma w najbliższych dniach czy tygodniach dostać swoje pierwsze, nowe, faktyczne posady rządowe na poziomie wiceministrów, co jeszcze bardziej zaogni konflikt w samej koalicji.
Jednocześnie niemal rutynowo i codziennie dochodzi do publicznej wymiany ciosów między Polską 2050 a KO. Na tle tak zwanych wielkich reform rządu – podniesienia drugiego progu podatkowego, co jest propozycją Pełczyńskiej-Nałęcz, oraz kwestii najmu krótkoterminowego, co również we wzmocnionej wersji forsuje Pełczyńska-Nałęcz. Równie gorąco jest na X – co w różnych konfiguracjach w ramach rządu wygląda niemal identycznie, jak takie same starcia „maślarzy” i „harcerzy” w PiS. Toczone spory opierają się na dokładnie tym samym mechanizmie. Algorytmy podbijają wyrazistość, reakcje, emocje, co skazuje polityków na nieustanny konflikt między sobą. Tak jak dziennikarzy, komentatorów, redakcje.
Czytaj więcej
Polska prawica zmaga się z tym samym problemem, co amerykańska - rosnącą fragmentaryzacją. Silnych osobowości i liderów jest wielu. Nad Wisłą wraz...
Z rozmów „Rzeczpospolitej” prowadzonych z przedstawicielami klubów sejmowych oraz z publicznych deklaracji polityków Polski 2050 wynika, że była już co najmniej jedna próba rozbicia klubu Polski 2050 i stworzenia alternatywnej większości w Sejmie bez minister funduszy. To sprawia, że powtarza się schemat znany z rządów PiS i próba (ostatecznie skuteczna) rozbicia środowiska Jarosława Gowina przez Jarosława Kaczyńskiego, również na tle m.in. oporu Gowina wobec Polskiego Ładu czy kwestii tzw. 30-krotności.
W przypadku Polski 2050 dotychczasowe próby okazały się nieskuteczne, ich ostatnia runda odbyła się w czasie poprzedzającym głosowanie (nieudane) nad wnioskiem prawicy o wotum nieufności dla Pauliny Hennig-Kloski. Jednak logika polityki jest nieuchronna – kolejne takie próby rozbicia nastąpią. To w praktyce może, w okresie jeszcze do wakacji, przesądzić o dalszym rozczłonkowaniu obozu rządzącego i faktycznym końcu koalicji 15 października w dotychczasowej formie. Warto odnotować, że partia Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz może liczyć na 7,5 mln zł rocznej subwencji z budżetu, co sprawia, że poza rządem Pełczyńska-Nałęcz będzie miała możliwości, by szybko przystąpić do kampanii parlamentarnej – być może z nowymi sojusznikami. Pełczyńska-Nałęcz stawia na premiowaną dziś wyrazistość: „wyraziste centrum”, podniesienie drugiego progu, wskazywanie na brak poważnych reform rządu Tuska. To swoisty populizm w centrum prowadzony z pozycji rządowych.
Na całość dotychczas przedstawionych skomplikowanych zależności międzypartyjnych nakłada się jeszcze jedna istotna warstwa – poszukiwanie przez PSL sojusznika w walce o wejście do Sejmu, którego ludowcy najpewniej znajdą po stronie samorządowców. Tam wszakże istnieje już partia – Nowa Polska – skupiona wokół Wadima Tyszkiewicza. Choć to nie jest jedyny projekt czy środowisko, o którym myśli PSL. Są jeszcze Bezpartyjni z Dolnego Śląska. Są też jeszcze inni.
Zasadnicze pytanie brzmi: po co różnego typu siły po umownej stronie „nieprawicowej” mają dążyć do sukcesu w 2027? PSL i Wspólne Jutro, o którym pisałem na wstępie nie łączy niemal nic poza chęcią zatrzymania prawicy w dojściu do władzy. Prawica – podzielona tymi samymi algorytmami i mechanizmami – ma przynajmniej jeden dość wyraźny cel: zmiana ustrojowa, zmiana Konstytucji, zakończenie ostatecznie projektu III RP, której symbolem stała się Konstytucja z 1997 r.. Po drugiej stronie sporu widać przede wszystkim lęk przed powrotem tejże prawicy do władzy, którym zarządza Donald Tusk. Na razie to może wystarczyć. Na razie.