materiał partnera

Panie Mecenasie, jak będzie wyglądał rynek prawniczy za 2-3 lata?

P.W. Z pewnością czeka nas sejsmiczna zmiana, szczególnie jeśli chodzi o usługi prawne dla biznesu. Nałoży się tu szereg zjawisk – po pierwsze, zmienia się nasza gospodarka i powoli kończy się już etap wielkich inwestycji, tak jak się skończyły wielkie prywatyzacje. Nadchodzi era polskich średnich firm, które niedługo zaczną jeszcze bardziej „rozpychać się” na rynkach UE i świata, a które będą bardziej ceniły mocne relacje ze średnimi polskimi kancelariami niż pracę z międzynarodowymi „molochami”. Stąd nieprzypadkowo wiele międzynarodowych sieci prawniczych z Polski już wyszło, a jeszcze więcej z naszego rynku odejdzie. Po drugie, następuje zmiana pokoleniowa w polskich kancelariach – na emeryturę odchodzi pokolenie, które zaczynało karierę w latach 90-tych. W części kancelarii już to widać – pojawiają się nowe twarze. Zresztą tak samo dzieje się w polskim biznesie – dzisiaj zagadnieniem staje się sukcesja, a karty w wielu firmach rozdaje już drugie pokolenie.

A technologia? Nie jest najważniejszą zmianą?

 P.W. Ależ oczywiście, ale tą kwestię zostawiłem sobie na deser. To będzie czynnik, który najbardziej wpłynie na cały rynek prawniczy. Jak dokładnie będzie wyglądał jego wpływ, nie jesteśmy jeszcze w stanie do końca przewidzieć, ale można próbować postawić kilka tez. Prawnicy nadal będą potrzebni, ale będzie potrzeba ich mniej, co zwiększy konkurencję i doprowadzi do tego, że część prawników będzie musiała ten rynek opuścić, co pewnie będzie najszybciej dotyczy tych prawników, którzy nie przykładają się za bardzo do rozwoju swojego rzemiosła. Po drugie, po raz pierwszy w historii klienci będą w stanie przeprowadzić obiektywną ocenę umiejętności danego prawnika, nie tylko polegać na swojej intuicji i opiniach innych osób. AI spowoduje, że klientom łatwiej będzie sprawdzić, czy prawnik rzeczywiście wniósł wartość – dobrze rozwiązał problem albo rzetelnie poprowadził sprawę. Paradoksalnie może to oznaczać, że najlepsi prawnicy, którzy dzięki technologii osiągną ogromny wzrostowi efektywności, będą mieli jeszcze więcej pracy i jeszcze wyższe stawki.

Mówi Pan o stawkach godzinowych?

 P.W. Nie, mówię szerzej – w kontekście różnych systemów wynagradzania. Uważam, że stawka godzinowa będzie traciła na znaczeniu na rzecz innych systemów, głównie ryczałtów bądź abonamentów. Szczególnie ciekawy jest model abonamentowy, dzięki któremu wiele firm spoza ściśle rynku prawniczego już „podgryza” prawnikom kawałek ich tortu. Na przykład, firmy IT świadczące usługi związane z ochroną danych osobowych. To zjawisko będzie się pogłębiać; duża część usług kancelarii prawnych będzie de facto usługami IT z elementem prawnym (taki model „Service as a Software”), a granica pomiędzy usługami prawniczymi a usługami biznesowymi będzie się zacierać.

Czyli prawników czeka ogromna zmiana w postrzeganiu swojej roli? Czy to będzie dla nich łatwe?

 P.W. Myślę, że docieramy tutaj do clou problemu. Prawnicy będą musieli się pogodzić ze zmianą swojej roli i z faktem, że ich działalność jeszcze bardziej będzie biznesem. Prawnicy muszą zrozumieć, że są dla klientów, a nie klienci dla prawników. Ta myśl była zresztą kamieniem założycielskim naszej kancelarii. Od samego początku mieliśmy jasną wizję, że chcemy być nowoczesną firmą usługową, a nie kancelarią w starym stylu. Od samego początku działaliśmy według zasady, że wszystkie nasze działania zawsze muszą mieć w centrum uwagi klienta: jego potrzeby, jego cele. Dlatego musimy go wysłuchać, pozwolić mu się wypowiedzieć, musimy spojrzeć na problem z jego perspektywy.

To ciekawe – nigdy nie spotkałem się z prawnikami, którzy by w ogóle o tym mówili.

P.W. Być może jest to dla większości prawników herezja, ale nasze usługi, jakkolwiek specyficzne, są jednak usługami, czyli służą temu, żeby pomóc drugiemu człowiekowi. Czyli potrzeby tego człowieka są najważniejsze – nie nasze ego. Dla nas odpowiedni sposób myślenia o sprawach i o kliencie był ważny od samego początku i był akcentowany, zarówno w relacjach wewnętrznych, jak i w relacjach zewnętrznych. Być może Pan nie wie, ale mamy na przykład spisane wszystkie najważniejsze zasady i wartości, którymi się kierujemy i są tam wszystkie te kwestie, o których mówiłem. Zresztą – nie wiem, czy Pan wie – ale najlepszym dowodem zaangażowania naszych procesualistów jest to, że mamy specjalnie przygotowaną salę do przeprowadzania pozorowanych procesów.

To pewnie z technologią też jesteście Państwo za pan brat?

P.W. Tak, zawsze byliśmy otwarci na nowe technologie i bez oporów uczyliśmy się ich oraz je stosujemy. Natomiast uważamy, że sama technologia jako taka nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów. Za technologią musi iść jasne rozumienie procesów, dobre zarządzanie projektami, rozumienie swojego biznesu oraz procedury. W zmieniającym się świecie nie można przestać się uczyć nowych rzeczy - nie można pozostawać ciągle przy tej samej wiedzy, dlatego trzeba się na przykład szkolić.

To dlaczego w tym momencie Państwo przeprowadzili rebranding?

P.W. Od dłuższego czasu czuliśmy, że zbliża się moment dużej zmiany na polskim rynku i że musimy w tę zmianę wpisać się z wizerunkiem organizacji, która odnajduje siebie na nowo. Jakkolwiek ciągle jesteśmy tym samym 140-osobowym zespołem i ciągle robimy te same rzeczy, które robiliśmy 10 i 20 lat temu, to jednak chcieliśmy, aby nasza wizualizacja marketingowa opowiadała wymogom współczesności. Gdzie media społecznościowe stają się bardzo ważnym kanałem komunikacji, a strona internetowa nie może być tylko statyczną „wizytówką”, która nie zmienia się przez wiele lat. Jednocześnie z biegiem czasu w naszym zespole pojawiało się coraz więcej młodych ludzi, którzy mieli już zupełnie inne podejście do kwestii tego, co chcemy robić, jak chcemy być postrzegani na rynku. Dlatego zmieniliśmy nazwę naszej spółki z KKLW Wierzbicki i Wspólnicy na Wierzbicki & Collective.

To też chyba niełatwe zadanie – doświadczony prawnik przecież wie wszystko najlepiej?

P.W. Wierzbicki&Co to ponad 140-osobowy zespół. Mamy w toku średnio ponad 25 tysięcy projektów, z czego duża część to różnego rodzaju postępowania. Żeby zarządzić taką strukturą, zachowując efektywność i jakość usług, trzeba odejść od modelu "zarządzania przez jedną osobę wszystkim" na rzecz zarządzania procesowego i decentralizacji. Konieczne jest zaufanie do liderów poszczególnych praktyk.

Stosujemy model, w którym każda linia biznesowa ma dużą autonomię operacyjną, ale jednocześnie jest zintegrowana z systemem jakości całej kancelarii. Inwestujemy w technologię – narzędzia typu legal tech do zarządzania czasem, dokumentacją i obiegiem informacji są u nas standardem, a nie dodatkiem. Przy skali 140 osób kluczowa jest również kultura organizacyjna. Dbamy o to, by mimo wielkości biura, przepływ wiedzy między departamentami był płynny – to nasza największa przewaga, bo pozwala nam obsługiwać interdyscyplinarne projekty bez "silosowości".

Które obszary praktyki są dziś kluczowe z punktu widzenia zapotrzebowania rynku i gdzie widzą Państwo największą dynamikę wzrostu?

P.W. To, co w chwili obecnej widzimy, to bardzo duże zainteresowanie nowymi technologiami oraz kwestiami inwestycji publicznych – widać duże zapotrzebowanie na zamówienia publiczne, pomoc publiczną oraz obsługę kontraktów infrastrukturalnych, co jest naturalne z punktu widzenia tego, że Polska właśnie jest w trakcie konsumpcji KPO i środków unijnych. Jesteśmy też coraz częściej angażowani do projektów związanych z Port Polska (CPK) oraz energetyką jądrową. W energetyce bardzo aktywny jest także obszar OZE, ale tutaj niestety coraz częściej projekty z tego obszaru stają się naszymi klientami także w obszarze restrukturyzacji i upadłości. Niezmiennie mamy dużo pracy, jeśli chodzi o spory sądowe – zarówno spory gospodarcze, gdzie bardzo aktywne są spory z gwarancji bankowych i ubezpieczeniowych, spory budowlane oraz arbitraż. Widzimy również niesłabnące zainteresowanie projektami spornymi dotyczącymi dużej ilości postępowań – oprócz tzw. „sporów frankowych” rośnie liczba projektów związanych z innymi obszarami sporów przedsiębiorców z konsumentami (m.in. dotyczącymi WIBOR, SKD, phishing-u, tzw. „ścianek działowych”). To się zresztą wpisuje w bardzo duże zainteresowanie doradztwem regulacyjnym.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Małgorzata Lorenczewska

Materiał Partnera Kancelarii Wierzbicki&Co