Z tego artykułu dowiesz się:

  • Gdzie w Polsce powstanie centrum serwisowania silników czołgów Abrams.
  • Na czym polega model finansowania inwestycji, łączący środki państwowe, firmowe i kredyt z Europejskiego Banku Inwestycyjnego.
  • W jaki sposób wielomiliardowe dokapitalizowanie Polskiej Grupy Zbrojeniowej zmienia jej kluczowe zdolności produkcyjne i technologiczne.

Trwają dostawy nowych czołgów Abrams M1A2 SEPv3 do Wojska Polskiego, do końca roku w służbie powinno ich już być 250. Jeśli do tego doliczymy starsze czołgi M1A1, których już mamy 116, oraz różne pojazdy specjalistyczne, m.in. mosty, to okaże się, że w naszych Siłach Zbrojnych wkrótce będzie ponad 400 pojazdów z silnikami AGT 1500, które pierwotnie wywodzą się ze śmigłowców. Właśnie z myślą o ich serwisowaniu w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 w Dęblinie ma powstać Centrum Serwisowe.

W poniedziałek zostanie podpisana umowa między Wojskowymi Zakładami Lotniczymi nr 1, które są częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, a amerykańskim koncernem Honeywell, który te silniki produkuje. Koszt powstania centrum to ok. 300 mln zł. Za tę kwotę zostanie zbudowana odpowiednia infrastruktura (powstać ma m.in. hamownia) oraz opłacony dostęp do dokumentacji i prawa licencyjne.

Jak wyjaśniają „Rzeczpospolitej” przedstawiciele spółki, „kluczowym elementem podejmowanych działań jest możliwość utworzenia magazynu buforowego części zamiennych”. W uproszczeniu chodzi o to, by kupić części na zapas, by później móc serwisować sprzęt „od ręki” i na bieżąco uzupełniać ten bufor. To jest przydatne, ponieważ w zbrojeniówce często dostawa części zza Atlantyku zajmuje kilka czy kilkanaście miesięcy.

Finansowanie z EBI i z FIK

Co ciekawe, na zakup tych części WZL wezmą kredyt w Europejskim Banku Inwestycyjnym (EBI). To się wpisuje w trend, o którym już pisaliśmy. – Jeśli spojrzymy na ostatnie trzy lata: w 2023 r. zainwestowaliśmy w bezpieczeństwo i obronność jedynie 0,5 mld euro. W 2024 r. podwoiliśmy tę kwotę do 1 mld euro. W 2025 r. wzrosła ona do ponad 4 mld euro – mówił nam w marcu wiceprezes EBI Robert de Groot. – Naszym obecnym celem jest osiągnięcie poziomu 5 proc. naszego rocznego wolumenu inwestycji w UE, który wynosi około 90 mld euro, czyli około 4,5 mld euro. Takie wytyczne dali nam udziałowcy banku po szczycie NATO w Hadze, gdzie zapadła decyzja o dążeniu do 5 proc. PKB wydatków na obronność. My zrealizujemy ten poziom w 2026 r. – wyjaśniał bankowiec.

Czytaj więcej

Offset do śmigłowców Apache wreszcie ląduje

Skąd pozostałe pieniądze na tę inwestycję? 130 mln zł wyniesie dokapitalizowanie z Funduszu Inwestycji Kapitałowych (FIK) Ministerstwa Aktywów Państwowych, a 35 mln zł będzie pochodzić ze środków własnych WZL.

Centrum ma zacząć działać pod koniec 2028 r., docelowo pracę znajdzie tam kilkadziesiąt osób, co oznacza, że w sumie w filii WZL w Dęblinie będzie wkrótce pracować ponad 300 osób.

Będzie to trzecia tego typu placówka na świecie, po USA i Australii. W Europie, oprócz Polski, z czołgów Abrams korzystać będą Rumuni i oczywiście wojska amerykańskie, które tu stacjonują. Są to potencjalni klienci dla WZL nr 1.

WZL nr 1 korzystają z offsetu

Warto przypomnieć, że to kolejny transfer technologii, który w ostatnim czasie kontraktują WZL nr 1. W marcu w Łodzi została podpisana umowa wykonawcza z amerykańskim koncernem Lockheed Martin, dzięki której zakłady pozyskają zdolność do diagnozowania systemów kierowania uzbrojenia oraz radaru Longbow w śmigłowcach AH-64E Apache. Wartość tej umowy to 300 mln zł – Państwo Polskie zapłaci je w ramach offsetu przy umowie na zakupie tych statków powietrznych. Jej wartość to z kolei prawie 40 mld zł.

W ramach tego offsetu, za który w sumie podatnicy zapłacą ponad 1 mld zł, zostaną zawarte jeszcze dwie umowy. Jak już pisaliśmy w „Rzeczpospolitej”, jedna z Boeingiem i dotyczy m.in. obsługi płatowca i systemu kierowania. Jej wartość to ponad 400 mln zł. Druga ma być podpisana z GE i obejmuje możliwości serwisowania silników T-700-701D, CT7-2E1 i CT7-8E, które są w kupowanych przez nas Apache'ach ale też w służących już w Wojsku Polskim śmigłowcach AW101, AW149 oraz S-70i.

Jednak to nie jedyne środki, którymi Państwo Polskie wspiera Polską Grupę Zbrojeniową. W sumie w ostatnich kilkunastu miesiącach podjęto decyzje o dokapitalizowaniu z FIK na kwotę ponad 7 mld zł. – Dofinansowanie z FIK jest rozłożone na konkretne projekty inwestycyjne. To są specjalne subkonta, każda złotówka jest rozliczana, wszystko się opiera o biznesplany i te pieniądze nie są przeznaczone na bieżące funkcjonowanie PGZ – wyjaśniał Adam Leszkiewicz, prezes PGZ.

Na co zostaną przeznaczone te pieniądze? 2,4 mld zł zostało przekazanych na budowę zdolności do produkcji amunicji 155 mm, w tym zakup licencji od brytyjskiego BAE Systems, ale też inwestycje w zakłady w Kraśniku, skarżyskim Mesku czy w bydgoskim Nitro-chemie.

Czytaj więcej

Inwestycje w zbrojeniówkę na 15 mld zł

Prawie 4 mld zł trafi do spółek tworzących konsorcjum PGZ Narew, co jest m.in. związane z uruchomieniem w Polsce produkcji rakiet Camm. Tę technologię pozyskujemy od brytyjskiego MBDA. Na tym projekcie skorzystają m.in. warszawskie PCO, Wojskowe Zakłady Elektroniczne w Zielonce czy Wojskowe Zakłady Łączności Nr 1 w Zegrzu.

Wreszcie ok. 850 mln zł trafiło do Bumaru Łabędy. Dzięki tym środkom ma być stworzona linia montażowa do platform gąsienicowych. To właśnie na niej, w oparciu o technologię zakupioną od południowokoreańskiego koncernu Hyundai Rotem, od 2028 r. montowane mają być czołgi K2PL. Jeśli te wszystkie inwestycje zostaną zrealizowane w terminie, to na początku kolejnej dekady kompetencje i zdolności produkcyjne Polskiej Grupy Zbrojeniowej będą znacznie większe. Można jednak zakładać, że powoli rola państwa jako głównego źródła finansowania inwestycji PGZ się kończy. W kolejnych latach inwestycje zapewne w dużej mierze będą finansowane z zysków, które spółki Grupy wypracują.