Reklama

Robert de Groot, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego: Nabój to nie inwestycja

Europejski Bank Inwestycyjny podwaja wydatki na obronność i zapowiada 4,5 mld euro w 2026 roku. – Nabój to nie inwestycja – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wiceprezes EBI Robert de Groot, tłumacząc, w co bank zainwestuje, a czego nie sfinansuje.
Robert de Groot, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego

Robert de Groot, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego

Foto: JONAS ROOSENS / BELGA MAG / Belga via AFP

EIB na konferencji w lutym w Polsce sygnalizował, że w spływających projektach w tym roku widzi już, że wartość projektów inwestycyjnych w obronność się podwoi wobec ubiegłego roku. Czy może pan powiedzieć coś o tych planach?

Plany faktycznie są dość znaczące. Jest wiele dużych projektów infrastrukturalnych, których realizacja może potrwać od 2 do 4 lat. Gdyby wszystkie te projekty zostały zrealizowane w jednym roku, rzeczywiście podwoilibyśmy nakłady z ubiegłego roku. Jednak duże projekty są rozłożone na kilka lat. Myślę, że z łatwością osiągniemy poziom 4,5 mld euro w 2026 roku, być może nawet nieco więcej.

Jeśli spojrzymy na ostatnie trzy lata: w 2023 roku zainwestowaliśmy w bezpieczeństwo i obronność jedynie 0,5 mld euro. W 2024 roku podwoiliśmy tę kwotę do 1 mld euro. W 2025 roku wzrosła ona do ponad 4 mld euro. Naszym obecnym celem jest osiągnięcie poziomu 5 proc. naszego rocznego wolumenu inwestycji w UE, który wynosi około 90 mld euro, czyli około 4,5 mld euro. Takie wytyczne dali nam udziałowcy banku po szczycie NATO w Hadze, gdzie zapadła decyzja o dążeniu do 5 proc. PKB wydatków na obronność. My zrealizujemy ten poziom w 2026 roku.

Jakie są priorytety EIB na ten rok w obszarze obronności?

Działamy w pięciu obszarach: infrastruktura, finansowanie MŚP, kapitał wysokiego ryzyka, badania i rozwój w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności oraz wsparcie produkcji, aby zwiększyć autonomię Europy.

To nie jest to samo co „local content”, który jest regulacją unijną. Jednak jeśli Europa chce być bardziej autonomiczna – także w obronności – musi więcej produkować sama. Staramy się wspierać strategiczną autonomię. Dlatego w 2026 roku i w kolejnych latach chcemy koncentrować się na większej liczbie projektów transgranicznych, w których kraje wspólnie kupują na przykład satelity.

Podobnie jest z mobilnością wojskową. Infrastruktura kolejowa biegnie przez Niemcy, ale nie zawsze jest odpowiednio połączona z siecią w Polsce. Musimy zapewnić spójność całej osi transportowej. Nie ma sensu budować krótkiego fragmentu tak dużego korytarza – od portów na Zachodzie do potencjalnej linii frontu na wschodzie – jeśli nie buduje się całej infrastruktury. Trzeba patrzeć na to całościowo.

Reklama
Reklama

Rozmawiamy z NATO o wybraniu jednej osi transportowej i określeniu, które projekty należy zrealizować, aby poprawić mobilność wojskową, i spróbować wdrożyć je w ramach jednego planu, na przykład linii z Holandii przez Niemcy do Polski.

EIB przeszedł dużą zmianę, wcześniej bank chciał inwestować wyłącznie w projekty o podwójnym przeznaczeniu, teraz słyszę, że EIB akceptuje inwestycje bezpośrednio w projekty obronne.

To prawda. Zmieniliśmy to w marcu ubiegłego roku, tego samego dnia, w którym Ursula von der Leyen przedstawiła inicjatywę ReArm Europe. Wcześniej, podczas konferencji w Monachium, padły niepokojące słowa J.D. Vance’a. W ciągu dwóch tygodni Komisja wyszła z inicjatywą, a my zmieniliśmy nasze podejście do finansowania. Możemy więc inwestować bezpośrednio w obronność i w wojsko – ale nie w produkcję broni i amunicji.

Jakie są wyłączenia EIB, na jakie projekty na pewno nie wydacie pieniędzy?

Akcjonariusze nie chcą, abyśmy finansowali produkcję broni i amunicji. Chodzi tu o względy finansowe, nie moralne. Co roku pozyskujemy około 65 mld euro z globalnego rynku kapitałowego, a następnie udzielamy 90–100 mld euro pożyczek naszym klientom. Nasze obligacje kupują inwestorzy z całego świata – Chiny, Japonia, Afryka czy bank centralny Kanady. Mają one rating AAA i nasi akcjonariusze chcą, aby tak pozostało.

Gdybyśmy zaczęli inwestować w produkcję broni i amunicji, oprocentowanie naszych obligacji mogłoby wzrosnąć. Tego akcjonariusze nie chcą. Po drugie, nie jesteśmy producentem broni. Broń czy amunicja to towar. My jesteśmy bankiem inwestycyjnym – inwestujemy w coś, co generuje zwrot. Nabój to nie inwestycja. Naboje można finansować w inny sposób. Nie ma więc zapotrzebowania, także ze strony rządów, abyśmy w to wchodzili.

Które kraje są największymi beneficjentami tych projektów?

Polska jest dużym krajem, więc trafia tu znacząca część inwestycji. W ostatnim roku poświęcałem dużo uwagi wschodniej flance UE – od Finlandii aż po Cypr, ponieważ to najbardziej narażona część Unii.

Aż po Cypr?

Tak. Wschodnia flanka nie kończy się na północy. Sięga aż do Cypru, który jako państwo UE również jest narażony. Musimy patrzeć także na Grecję – znajduje się tam wiele portów i infrastruktury energetycznej. Z Grecji można dotrzeć przez Bułgarię i Rumunię do Ukrainy.

Reklama
Reklama

Dlatego intensywnie pracowaliśmy nad wsparciem memorandum Bułgarii, Grecji i Rumunii, aby stworzyć spójną oś infrastrukturalną. Dziś przez Dunaj jest bardzo niewiele mostów. Jak w takiej sytuacji przetransportować sprzęt wojskowy do Rumunii, w rejon granicy z Ukrainą? Jest to bardzo trudne. Cała wschodnia flanka musi inwestować – nie tylko w sprzęt, drogi, mosty i kolej, ale także w satelity oraz systemy ochrony przed dronami, zarówno w przestrzeni kosmicznej, jak i na ziemi.

Kiedy mówimy o projektach obronnych finansowanych przez UE, muszę spytać o SAFE. Jaki jest związek między projektem SAFE a inwestycjami obronnymi EIB?

SAFE jest częścią programu Komisji mającego na celu dozbrojenie Europy. „Dozbrojenie” oznacza przede wszystkim broń i amunicję. Musimy uzupełnić zapasy, ponieważ wiele przekazaliśmy Ukrainie.

Inwestycje w obronność realizowane przez EIB uzupełniają działania SAFE. Jesteśmy silni w dwóch obszarach: technologii i innowacjach oraz infrastrukturze. A właśnie tego potrzebujemy w obronności. Nauczyliśmy się tego na przykładzie wojny w Ukrainie. Inwestujemy w drogi, kolej, energetykę, szpitale wojskowe, wodociągi i cyberbezpieczeństwo. Dbamy o odporność usług publicznych na ingerencję z zewnątrz.

Jaki jest udział Ukrainy w tych projektach związanych z obronnością?

Projekty bezpieczeństwa i obronności finansujemy wyłącznie w UE. Jeśli jednak ukraińska firma przeniosła się do UE i działa we współpracy z firmą unijną, możemy taki projekt sfinansować. Nie finansujemy projektów obronnych realizowanych na terytorium Ukrainy.

Czy można sfinansować projekty związane z obronnością, które będą realizowane w Europie, ale trafią na Ukrainę?

Finansujemy projekty realizowane w UE. To rządy odpowiadają za licencje eksportowe. Na przykład finansujemy producentów dronów, ale nie decydujemy, dokąd ich produkty są eksportowane.

Biorąc pod uwagę podwojenie wydatków z roku na rok, jaka jest przyszłość inwestycji w bezpieczeństwo i obronność? Czy te dzisiejsze 5 proc. budżetu EIB na inwestycje może jeszcze wzrosnąć?

To możliwe. Wiele zależy od tego, czy Europa zdecyduje się na duże, flagowe projekty – system satelitarny, systemy ochrony przed dronami czy europejską rakietę nośną niezależną od prywatnych decyzji.

Reklama
Reklama

Jeśli powstanie europejski system wynoszenia satelitów, byłby to projekt interesujący dla EBI. Czekamy na takie inicjatywy.

Jeśli mówimy o flagowych projektach, ile czasu zajmuje ich przygotowanie?

W obszarze bezpieczeństwa i obronności przyspieszyliśmy – jesteśmy w stanie sfinansować projekt w ciągu sześciu miesięcy. Projekty infrastrukturalne wymagają więcej czasu, ponieważ trzeba je zaprojektować.

Co powinny zrobić firmy zainteresowane waszym finansowaniem projektów obronności?

Powinny zgłosić się do biura EBI w Warszawie lub do banku komercyjnego, z którym współpracują. Finansujemy również banki komercyjne, dzięki czemu MŚP mogą korzystać z naszych środków pośrednio. Startupy powinny zwrócić się do funduszy venture capital wyspecjalizowanych w sektorze bezpieczeństwa i obronności – finansujemy około 80 proc. z nich.

W Polsce toczy się ogromna debata, czy prezydent powinien podpisać ustawę o SAFE, czy nie? Jednym z głównych argumentów jest to, że to najtańsze pieniądze na rynku. Jak pan to ocenia?

Podpisanie programu SAFE przez polskiego prezydenta byłoby dobre dla Europy. To jednak decyzja polityczna. Europa musi zwiększyć autonomię obronną. W krótkiej perspektywie nie mamy wyboru – musimy szybko nadrobić zaległości.

Czy wasze finansowanie również jest tak tanie?

Nasze środki są niemal równie atrakcyjne. Różnica polega na tym, że maksymalny okres kredytowania wynosi 25 lat, podczas gdy w SAFE – 45 lat. Oprocentowanie zależy od ryzyka projektu. Finansujemy maksymalnie 50 proc. wartości inwestycji, reszta musi pochodzić z kapitału własnego lub innych źródeł. Często nasze zaangażowanie przyciąga inwestorów komercyjnych.

Reklama
Reklama

Czy zapowiadana unia inwestycyjno-kapitałowa wpłynie również na rynek obronny?

Zdecydowanie tak. W Europie jest dużo kapitału – fundusze emerytalne i ubezpieczeniowe szukają projektów przynoszących zysk. Obszar bezpieczeństwa i obronności jest dziś jednym z nich.

Problemem jest rozdrobnienie regulacyjne – 27 systemów regulacyjnych, 27 metod rachunkowości. Europa płaci wysoką cenę za brak jednolitej unii oszczędnościowo-inwestycyjnej. W obronności widać to szczególnie wyraźnie. To jeden europejski rynek. A bez wspólnego rynku trudno konkurować z dużymi dostawcami z USA.

 

Finanse
Pieniądze, w tym długi, nie mogą być już w Polsce tematem tabu
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Finanse
Efekt domina na rynkach. Wojna na Bliskim Wschodzie uderza w giełdy
Finanse
Wojciech Balczun gościem specjalnym Forum Rynku Finansowego „Rzeczpospolitej”
Finanse
Andrzej Domański gościem specjalnym Forum Rynku Finansowego „Rzeczpospolitej”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama