Reklama

Jak zaminujemy granicę z Białorusią i Rosją

Polska potrzebuje 6 mln min, aby zabezpieczyć granicę z państwami, które mogą dokonać na nas agresji. Możliwości produkcyjne mamy jednak wyraźnie mniejsze. Miny produkuje tylko jedna firma.
Konwencja Ottawska ma na celu wyeliminowanie użycia min przeciwpiechotnych / zdjęcie ilustracyjne

Konwencja Ottawska ma na celu wyeliminowanie użycia min przeciwpiechotnych / zdjęcie ilustracyjne

Foto: andov / Adobe Stock

W ubiegłym roku Polska formalnie opuściła grupę państw, które podpisały Traktat Ottawski o zakazie stosowania min przeciwpiechotnych. To efekt wzrastającego zagrożenia ze strony Rosji i decyzji o wzmocnieniu wschodniej granicy. Stąd też istotny jest dla polskiego bezpieczeństwa projekt Tarczy Wschód – budowy umocnień, które mają zatrzymać wojsk agresora, zakładający m.in. wyznaczenie miejsc, które w przypadku planowanego ataku zostaną zaminowane. Przewiduje także m.in. wykorzystanie do tej operacji roju dronów.

Bydgoskie Zakłady Elektromechaniczne Belma są jedynym producentem min w kraju. Otrzymały one 311,2 mln zł na zwiększenie zdolności produkcyjnych min przeciwpancernych do 1,2 mln sztuk rocznie. Potrzeby są jednak znacznie większe. Zdaniem analityków Instytutu Wschodniej Flanki (IWF) zapotrzebowanie Polski na miny wynosi ok. 5-6 mln sztuk. To oznacza, że Belma może dostarczyć rocznie ok. 20-24 proc. zapotrzebowania.

Czytaj więcej

Marek Kozubal: To nie czasy księżnej Diany. Zaminujemy granicę z Rosją i Białorusią?

„Potrzeby w zakresie systemów minowania są zróżnicowane, a ograniczony czas użycia produktu sprawia, że potrzebujemy rozwinięcia własnych zdolności produkcyjnych – nie zaś tylko jednorazowych zakupów. Priorytetem jest szybkie pozyskanie dużych ilości min przeciwpiechotnych zaraz po zakończeniu okresu wypowiedzenia konwencji ottawskiej oraz od samego początku ich pozyskiwania – zdywersyfikowana produkcja na terenie Polski. Jedynie takie działania zapewnią ich rozsądną cenę (konkurencja między producentami) oraz zbudują bezpieczną sieć dostawców, kluczową w trakcie prowadzenia działań wojennych (jeden podmiot narażony jest na szybkie zniszczenie)” - uważają autorzy raportu IWF „Współczesna wojna minowa. Doświadczenia ukraińskie oraz wyzwania dla Polski i regionu po wyjściu z Traktatu Ottawskiego”.

Autorzy raportu przypominają, że koszt wyprodukowania pojedynczej miny przeciwpiechotnej wynosi zaledwie kilkadziesiąt dolarów w masowej produkcji, podczas gdy rozbrojenie tej samej miny pochłania setki. „Ta dysproporcja kosztowa stanowi fundamentalną przewagę strony broniącej się – pozwala na tworzenie skutecznych zapór terytorialnych przy stosunkowo niewielkich nakładach finansowych i organizacyjnych. Skuteczne użycie miny wpływa nie tylko na rażenie siły żywej przeciwnika, ale również na zaangażowanie żołnierzy niezbędnych do ewakuacji czy udzielenia pomocy poszkodowanemu” - zwracają uwagę eksperci, byli wojskowi wojsk inżynieryjnych (IWF nie ujawnia ich danych).

Reklama
Reklama

Doświadczenia wojny minowej na Ukrainie

Wskazują też na doświadczenia wojny rosyjsko-ukraińskiej prowadzonej od 2022 r. W pierwszych fazach wojny Rosjanie tworzyli pola minowe o szerokości 100-200 metrów, które z czasem rozszerzono do więcej niż 500 metrów wzdłuż głównych dróg ataku. Szef ukraińskich sił zbrojnych, generał Walery Załużny, podkreślał znaczenie takich zapór – rosyjskie fortyfikacje na linii kontaktu rozciągają się na głębokość nawet 46 km, nasycone minami przeciwpiechotnymi i przeciwpancernymi skutecznie powstrzymały ukraińskie ofensywy.

Obydwie strony konfliktu stosują systemy bezzałogowe do minowania terenu. Rosja wykorzystuje np. drony Geran-2 (Shahed-136) do rozmieszczania min przeciwpancernych na trasach logistycznych Ukrainy, setki kilometrów od linii frontu. Każdy dron może przenosić kasety zawierające miny o wadze ok. 5 kg. Ukraina z kolei modyfikuje pojazdy do rozmieszczania min poprzez wyrzutnie, a drony FPV (czy większe drony, tzw. Baby Jagi) wykorzystuje zarówno do minowania, jak i bezpośrednich ataków na siły przeciwnika.

Czytaj więcej

Belma gotowa na produkcję milionów min. Polska szykuje się do zabezpieczenia granicy

Rosja dysponuje największymi na świecie zapasami min lądowych, liczącymi ok. 26,5 mln sztuk. I wykorzystuje je na masową skalę. Ukraiński rząd szacuje, że zakres zaminowania terytoriów, na których toczyły się walki to ok. 23 proc. terytorium tego kraju. Dla porównania przed wybuchem konfliktu Ukraina dysponowała ok. 3 mln szt. różnych typów min.

„Przykład Ukrainy pokazuje, że głębokie, wielowarstwowe pola minowe, wspierane zaawansowanymi technologiami do ich rozmieszczania, stanowią skuteczną barierę przeciwko dużym operacjom ofensywnym, niezależnie od pierwotnych planów agresora. Jednocześnie ukraińskie doświadczenia potwierdzają, że przyszłość minowania leży w systemach bezzałogowych – zarówno naziemnych (np. BLUSZCZ czy obecnie rozwijany program PERUN – AUTOMINA), jak i powietrznych (drony)” - uważają eksperci IWF.  

Czytaj więcej

Autonomiczny Bluszcz zaminuje granicę z Rosją i Białorusią
Reklama
Reklama

Jakie wnioski może wyciągnąć Polska z wojny na Ukrainie w zakresie wykorzystania min? Po pierwsze wojna potwierdziła konieczność masowego stosowania min (tylko w 2025 r. Ukraina wykorzystała ich ponad 2 mln szt.). Po drugie niezbędne jest upowszechnienie minowania z wykorzystaniem bezzałogowców – przede wszystkim latających oraz dronów naziemnych i wykorzystania tanich, masowo używanych zapalników elektronicznych. Po trzecie, minowanie zdalne z wykorzystaniem artylerii tradycyjnej i rakietowej wykorzystywane jest rzadko, tylko do wybranych zadań. Systemy minowania narzutowego sprawdzają się przede wszystkim w fazie przygotowań do odparcia agresji. Po czwarte, miny muszą posiadać mechanizmy samolikwidacji – podnosi to bezpieczeństwo wykorzystania tych środków bojowych w kontekście zagrożeń dla ludności cywilnej.

Jakie wnioski może wyciągnąć Polska z wojny na Ukrainie w zakresie produkcji min? Zdaniem analityków kluczowe jest rozproszenie produkcji min między kilku średniej wielkości producentów, dzięki czemu nawet w razie zniszczenia jednego lub dwóch zakładów, produkcja i dostawy do wojska nie są wstrzymywane. Część min do dronów FPV konstruowanych jest przez jednostki wojskowe na bezpośrednim zapleczu frontu. Ukraina przyspieszyła też proces testowania i certyfikacji tych urządzeń wybuchowych na wybranych poligonach.

Czy nasze systemy minowania sprawdzą się na wojnie

Jakie systemy minowania posiada teraz Polska? Najbardziej znanym jest oparty na mobilnym podwoziu system BAOBAB-K. Jest on wyposażony w sześć wyrzutni min przeciwpancernych, z których każda może załadować 20 kaset zawierających miny MN-123. Pojazd w sumie może przewozić do 600 min. BAOBAB-K może postawić pole minowe o długości do 1800 metrów i szerokości do 180 metrów w czasie do 22 minut, poruszając się z prędkością 5-20 km/h. Umowa zawarta z Hutą Stalowa Wola 14 czerwca 2023 r. przewiduje dostawę 24 pojazdów o wartości ok. 510 mln zł.

„Doświadczenia z wojny ukraińskiej wyraźnie pokazują, że pojazdy naziemne są łatwo lokalizowane przez drony obserwacyjne, a następnie niszczone ogniem artyleryjskim bądź przez drony bojowe średniego zasięgu na światłowodach (nawet do 50 km)” - uważają analitycy. Ponadto każda operacja minowania wymaga obsługi technicznej, paliwa oraz ochrony, co zwiększa ryzyko dla personelu. Dodają też, że koszty utrzymania tych systemów są bardzo wysokie.

Czytaj więcej

Co kupimy z pożyczek SAFE? Rząd ujawnia projekty

„MON kontraktuje miny w mało korzystnej cenie 8-10 tys. zł za sztukę. To oznacza, że jedno załadowanie wszystkich systemów Baobab (24 szt.) minami (600 min na system) wymaga 14 400 szt. min. W konsekwencji jedno narzucenie min przez wszystkie systemy będzie kosztowało ok. 144 mln zł. Biorąc pod uwagę zużycie min w czasie konfliktu na Ukrainie, ponad 2 mln szt. w 2025 r., zabezpieczenie minami jednego roku operacji obronnej w dotychczasowym systemie działania MON wymagałoby wydania ponad 20 mld zł. Jest to zbyt wysoka kwota w obliczu licznych planów wydatkowych resortu” - zwracają uwagę byli oficerowie wojsk inżynieryjnych.

Reklama
Reklama

Pewną modyfikacją tego systemu jest wersja BAOBAB-G na gąsienicowym podwoziu haubicy Krab. Kontrakt podpisany 30 grudnia 2025 r. o wartości ok. 1 mld zł wskazuje, że armia chce inwestować środki w oba systemy minowania. Eksperci zwracają jednak uwagę na problemy z dostępnością podwozi do armatohaubic Krab, które stanowią podstawę artylerii lufowej, dlatego ich zdaniem zakup ten „nie ma odpowiedniego uzasadnienia operacyjnego”.

Miny powinny rozrzucać pojazdy bezzałogowe

Zdaniem autorów raportu przyszłością powinny być drony minujące. Namiastką jest bezzałogowy pojazd minowania narzutowego BLUSZCZ, opracowany przez konsorcjum Wojskowego Instytutu Techniki Pancernej i Samochodowej STEKOP oraz Bydgoskich Zakładów Elektromechanicznych Belma. Może on być sterowany z odległości kilku kilometrów przez żołnierza za pomocą specjalnej konsoli. Wyposażony jest w pojedynczy miotacz zawierający 20 kaset z 100 minami przeciwpancernymi. System zapisuje dane o każdym zaminowanym polu. Jest zdolny do stawiania zapór minowych w pasie 30-90 metrów, rozmieszczając 100 min w czasie ok. 5 minut.

Autorzy raportu wskazują, że nie jest to jedyna polska konstrukcja. Przypominają, że na targach MSPO Grupa WB Electronics zaprezentowała koncepcję platformy bezzałogowo-załogowego plutonu. Składa się on z wozu dowodzenia i trzech pojazdów bojowych. Wszystkie zostały wyposażone w wyrzutnie systemu bezzałogowego WARMATE-TL, zdalnie sterowane wieże ZMU-05 z bronią maszynową i – opcjonalnie – przeciwpancernym pociskiem kierowanym oraz miotacz min narzutowych.

Kluczowe jest rozproszenie produkcji min między kilku średniej wielkości producentów, dzięki czemu nawet w razie zniszczenia jednego lub dwóch zakładów, produkcja i dostawy do wojska nie są wstrzymywane. 

Analitycy Instytutu Wschodniej Flanki

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu „Nowe technologie w obszarze bezpieczeństwa i obronności państwa (PERUN)” wskazuje, że do 2027 r. może powstać z kolei platforma AUTOMINA, czyli bezzałogowy system minowania terenu.

Reklama
Reklama

Rozwój tych technologii to konieczność, ale doświadczenia ukraińskie wskazują też na rozwój bezzałogowych systemów powietrznych. Od połowy 2023 r. w Ukrainie drony FPV przejmują rolę artylerii w rozmieszczaniu min. Mogą one przenosić pojedyncze miny przeciwpancerne lub zestawy min MOPMS (pojedyncze moduły, ważące 75 kg, są transportowane przez cięższe drony) i rozmieszczać je z większą precyzją niż artyleria. Autorzy opracowania zwracają uwagę, że każdy dron „to stosunkowo tania platforma, której ewentualne zniszczenie nie stanowi krytycznej straty dla całego systemu”. Wskazują, że mogą one zrzucać miny w miejscach niedostępnych dla artylerii, zmienić taktykę w ciągu minut i działać bez ryzyka dla operatorów.

Dron FPV najczęściej przenosi jedną lub dwie miny w kasecie ważącej ok. 5 kg, którą zrzuca poza linią frontu. W 2025 r. ukraińskie jednostki rozmieściły przy użyciu dronów FPV tysiące min spowalniając rosyjskie natarcie. Miny rozmieszczane są na szlakach zaopatrzeniowych przeciwnika, szczególnie na drogach między bazami a liniami frontu. Inny wariant ich wykorzystania polega na zrzucaniu ładunków wybuchowych z drona FPV bezpośrednio na niezamaskowane miny przeciwnika w celu ich uruchomiania i spowodowania detonacji. Kolejny sposób polega na dostarczaniu min jako ładunku wybuchowego bezpośrednio do rosyjskich bunkrów i fortyfikacji.

Komentarze
Marek Kozubal: MON wygrywa w starciu z MSWiA, czyli walka o medyków
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Polityka
Czy Rosja może zaatakować NATO w 2027 roku? Generał: Władimir Putin mówił, że już walczymy
Wojsko
Marek Kozubal: Pobór do wojska wróci. Kogo może objąć?
Modernizacja Sił Zbrojnych
Co kupimy z pożyczek SAFE? Rząd ujawnia projekty
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama