Cała kariera w ubezpieczeniach, ćwierć wieku temu był pan szefem PZU. Skąd radykalna zmiana sektora – na druki zabezpieczone i PWPW?

Ciągle czuję się fachowcem w branży ubezpieczeniowej, gdzie spędziłem trzydzieści parę lat. To doświadczenie wciąż wykorzystuję – teraz w radzie nadzorczej TUW PZU, czyli nie jestem zupełnie nieobecny w tamtym sektorze. Ale tak, rzeczywiście, była to ogromna zmiana. Z firmy usługowej trafiłem do firmy, która, przede wszystkim, jest firmą produkcyjną, przemysłową. W dodatku w Polsce jedyną w swoim rodzaju, w bardzo specyficznej branży. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że takich graczy jak PWPW na rynku globalnym funkcjonuje 15, może 20. Oczywiście, producentów druków zabezpieczonych czy dokumentów jest na świecie więcej, ale większość z nich koncentruje się wyłącznie na lokalnym rynku. PWPW realizuje lwią część obrotów, bo około 85 proc. na rynku krajowym, ale komponent eksportowy jest dla nas bardzo ważny.

I jak Pan się odnalazł?

Dość szybko. PWPW jest firmą dobrze zorganizowaną, a także w jednej kwestii jest bardzo podobna do branży ubezpieczeniowej – wszystko opiera na ludziach, na ich wysokich kwalifikacjach i na ich rzeczywistej wartości. Mamy na przykład zbliżony do branży ubezpieczeniowej udział płac w kosztach, co także świadczy o tym, jak ważna jest kadra dla pozycji rynkowej PWPW. To zupełnie nietypowe jak na firmę przemysłową, gdzie zwykle koszty osobowe oscylują w przedziale kilkunastu czy dwudziestu kilku procent. U nas to jest blisko połowa kosztów.

Ale w przeciwieństwie do ubezpieczeń nie trzeba się ścigać o klientów. Zamówienia rządowe czy z NBP to samograj, po prostu biznesowy luksus?

Nie całkiem luksus. Oczywiście, PWPW działa na tak zwanym rynku B2G – Business-to-Government – i w tym sensie można nas porównać jedynie do branży zbrojeniowej, której klientami są tylko państwa. W naszej branży klientami są banki centralne, rządy, ministerstwa, różne tego typu instytucje. Owszem, mamy komfort wynikający z tego, że jesteśmy wyłącznym wytwórcą najważniejszych dokumentów dla Rzeczpospolitej Polskiej. Dodatkowo jesteśmy spokojni nie z powodu uwarunkowań prawnych, tylko faktycznych, że Narodowy Bank Polski nie myśli o druku banknotów za granicą. Jednak inaczej wygląda sytuacja w zakresie produktów IT, gdzie też jesteśmy w biznesie B2G, ale już dużo bardziej musimy się starać, żeby nasze systemy obronić przed konkurencją innych publicznych dostawców systemów IT. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w eksporcie.

Jak to wszystko przekłada się na wyniki finansowe?

Wyniki finansowe firmy są bardzo dobre, dlatego jej sytuacja finansowa jest stabilna. Przed nami duże wyzwania inwestycyjne, związane z faktem, że prędzej czy później, będziemy musieli przenieść produkcję z Nowego Miasta, z centrum Warszawy. Nie ma już tu miejsca dla ciężkiego przemysłu, do którego jako papiernia i firma poligraficzna możemy się zaliczyć. Do wytwórni tirami przywozimy bawełnę, przetwarzamy ją na papier, a potem wywozimy banknoty specjalnymi transportami z zachowaniem wszelkich rygorów bezpieczeństwa. Kiedyś wreszcie trzeba będzie tę produkcję wyprowadzić z Nowego Miasta.

Dokąd?

Kupiliśmy już działkę po drugiej stronie Wisły, na Tarchominie. Myślimy o tym, aby w pierwszym etapie przenieść tam produkcję poligraficzną, a w kolejnym papierniczą. Przedtem musimy jednak skończyć inwestycję na południu Warszawy, którą jest rozbudowa zakładu produkcji dokumentów. Myślę, że na główne nakłady inwestycyjne przyjdzie czas po roku 2029.

A co się będzie działo z historycznym budynkiem na Nowym Mieście?

Jest zbyt wcześnie, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Plan zagospodarowania przestrzennego tego obszaru nie pozwala na jakieś kolosalne zmiany. Jest pomysł ze strony miasta stołecznego Warszawy, aby wynająć tę przestrzeń na Muzeum Techniki. Uważam, że jest to bardzo ciekawa koncepcja.

Jaką wartość da wam Tarchomin oprócz zmniejszenia uciążliwości produkcji?

Będzie to nowy zakład i, co bardzo ważne, płaski. Obecnie produkcja odbywa się na pięciu piętrach, czyli samo przenoszenie półproduktów pomiędzy różnymi stanowiskami pracy jest szalenie pracochłonne i kosztochłonne. Sto kilkadziesiąt osób pracuje w wytwórni na szlachetnym stanowisku operator transportu wewnętrznego. Dochodzą do tego takie kwestie jak rozbudowane bezpieczeństwo i nadzór. Te obciążenia w nowym zakładzie znikną. Poligraficzny park maszynowy będzie przeniesiony, ponieważ jest wystarczająco nowoczesny. Trochę bardziej skomplikowana sytuacja jest z papiernią, bowiem maszyny papiernicze przenosi się trudniej. Najważniejsze, że będziemy mogli zwiększyć skalę produkcji, bo jest to konieczne dla rozwoju firmy.

A na co jest w tej chwili największy popyt?

Zdecydowanie największy popyt jest na banknoty. To też kluczowa część naszego eksportu. W ostatnich latach naszymi największymi klientami były: Peru, Gwatemala, Honduras. Drukujemy też, na przykład, lari gruzińskie. Obecnie z niektórych przetargów, a tym samym kontraktów, musieliśmy jednak zrezygnować ze względu na fakt, że mamy na rynku banknotów boom, a trzeba brać pod uwagę zdolności produkcyjne firmy. Lwia część banków centralnych na świecie gwałtownie zwiększyła zapotrzebowanie na banknoty, a jest ograniczona liczba wytwórców, którzy potrafią spełnić specyficzne wymagania i są w stanie banknoty wyprodukować. Ponieważ priorytetowe są dla nas zamówienia z Narodowego Banku Polskiego, nasze możliwości eksportowe są ograniczone, bo za granicę możemy sprzedać tylko tę część zdolności, której nie wykorzystuje NBP.

Z czego wynika ten banknotowy boom?

Przede wszystkim z poczucia zagrożenia. Rządy europejskie mówią obywatelom, żeby mieli w domach konkretną kwotę gotówki. Zapotrzebowanie na banknoty wzrasta, i to wszędzie. Nie do celów płatnościowych, lecz w celu tworzenia zapasów gotówki. W związku z tym zdolności produkcyjne wytwórców są wykorzystane w 100 proc. To jest niesamowite – światowy rynek banknotów przez lata rósł po 2-3 proc. rocznie. Od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie mamy wzrosty kilkunastoprocentowe.

Pracujemy też już nad zamówieniami z nowych rynków Afryki i Ameryki Południowej w perspektywie długoterminowej, dwóch – trzech lat.

Czy podobnie jest w innych segmentach działalności?

Tutaj jest spokojniej, a my radzimy sobie dobrze. Znaki akcyzy eksportujemy na Litwę. Papiery wizowe i paszportowe sprzedajemy między innymi do Turcji, Francji, Maroka, Grecji. Dodatkowo eksportujemy nasze innowacje w zakresie poligrafii. Do Kolumbii, a w przyszłości być może również do Turcji, eksportujemy lakiery do banknotów, opracowane według naszej autorskiej technologii i produkowane przez nas od podstaw. Mało kto wie, ale mamy dział badawczo-rozwojowy składający się z czterech laboratoriów. Dzięki temu stworzyliśmy farby i lakiery, które są sprzedawane na rynkach światowych, a dotychczas w tej dziedzinie monopolistą była firma ze Szwajcarii. Cała branża jest zresztą szczególna – mimo konkurencji, każdy z każdym mniej lub bardziej w niej kooperuje. Świat druków zabezpieczonych jest bardzo specyficzny, liczy na całym świecie około 200 firm, które w mniejszym czy większym stopniu utrzymują ze sobą relacje.

Ale wracając do eksportu – sprzedajemy nasze papiery banknotowe największym na świecie producentom banknotów, ale też do banku centralnego Maroka. Produkujemy dokumenty dla innych krajów. Obecnie kończymy produkcję paszportów mołdawskich. Jesteśmy dostawcą paszportów litewskich, a także dostawcą paszportów i dowodów osobistych dla Islandii. Prowadzimy rozmowy z kolejnymi państwami.

W zakresie tego, co nazywamy ID1, czyli na przykład dowodów osobistych czy praw jazdy, mamy zdolności produkcyjne sięgające około 15 mln sztuk rocznie. W tej chwili wykorzystujemy te zdolności mniej więcej w połowie i tutaj jest miejsce na wzrost.

A od strony technologicznej? Czy jakieś rozwiązanie zastąpi biometrię?

Są oczywiście różne pomysły na świecie, natomiast my jesteśmy po tej stronie, która chce używać jedynie tych pomysłów, które nadają się do rzeczywistego, masowego zastosowania, a nie do gadżetów. Zapewniamy najwyższy światowy standard technologii – na przykład produkowany u nas dowód osobisty jest w stanie komunikować się ze smartfonem już od 10 lat. Ale jesteśmy technologicznie tak zaawansowani, jak to ma sens.

Mówił Pan o usługach IT, które świadczycie. Co to są za usługi?

Jesteśmy wytwórcą oraz podmiotem zarządzającym wieloma systemami państwowymi, które dotyczą na przykład danych biometrycznych używanych do wydawania dokumentów. Cały system zarządzania tymi danymi jest nasz. Podobnie w procesie wydawania dokumentów komunikacyjnych, takich jak prawa jazdy czy dowody rejestracyjne. Centralna Ewidencja Kierowców jest w zasadzie systemem tworzonym przez PWPW i przez nią zarządzanym. Mamy też pewne podsystemy do personalizacji dowodów rejestracyjnych. Rozwijamy także narzędzia tożsamości cyfrowej, najbardziej jesteśmy dumni z aplikacji eDO App, która pozwala, jako jedyna w Polsce, potwierdzić tożsamość w sieci z wysokim stopniem bezpieczeństwa. Ta aplikacja używa, między innymi, cech polskiego dowodu osobistego, który jest bardzo skomplikowanym elektronicznym narzędziem, z czego mało kto zdaje sobie sprawę.

Upowszechnienie dokumentów cyfrowych nie jest dla was zagrożeniem?

Zakładamy, że dokumenty fizyczne nie znikną, gdyż dokumenty cyfrowe są tak długo dobre, jak długo działa sieć i jest zasilanie, co nie jest już tak oczywiste jak było parę lat temu. Ale tak czy inaczej – PWPW chce być istotnym graczem na rynku tożsamości i wszelkich dokumentów oraz narzędzi pozwalających zarządzać tożsamością. To będzie oczywiście oznaczało coraz większy nacisk na wszelkiego typu dokumenty cyfrowe, czyli na coraz większą cyfryzację.

Kolejny priorytet. Który z nich jest dla was najważniejszy?

Rozwijanie skali działalności i eksport. Jesteśmy w stanie dostarczyć naszemu głównemu i podstawowemu klientowi, którym jest Rzeczpospolita Polska, produkty najwyższej jakości tylko jako istotny gracz na rynku międzynarodowym, gdyż to oznacza, że technologicznie jesteśmy w pierwszej lidze. I takie pierwszoligowe produkty dostarczamy naszemu priorytetowemu klientowi, czyli państwu polskiemu.