Mam dobrą miarę w oku, by zmierzyć przemianę, jaka się dokonała po 1989 r. w stosunkach polsko-niemieckich. Nie w tych udawanych pod patronatem ZSRR, między NRD a PRL, ale w relacjach dwóch suwerennych krajów, którym początek dał serdeczny uścisk premiera Tadeusza Mazowieckiego i kanclerza Helmuta Kohla podczas Mszy Pojednania w Krzyżowej.
Wcześniej w stosunkach obu krajów zaistniały dwa brzemienne gesty. Orędzie polskich biskupów, w tym kardynała Wyszyńskiego i arcybiskupa Wojtyły z 18 listopada 1965 r. z apelem „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. A także spontaniczne uklęknięcie kanclerza Willy Brandta w akcie skruchy przed Pomnikiem Getta w Warszawie 7 grudnia 1970 r. Oba gesty wyprzedziły epokę i różnie zostały odebrane w obu krajach.
Gdański liberalizm pragmatyczny, czyli niemieckie inspiracje
Mój stosunek do Niemiec najlepiej oddają słowa „dwuznaczny” i „mieszane uczucia”. Z jednej strony, potępienie bezmiaru zbrodni i okrucieństwa, a zwłaszcza Holocaustu, czyli eksterminacji Żydów na przemysłową skalę. A jednak nawet w czasie tej zbrodniczej wojny, zauważalna była sprawność niemieckiej machiny wojennej na wielu frontach, choć do czasu.
Polski sukces stawał się coraz bardziej widoczny w kontraście z bezruchem wschodnich Niemiec.
Moją uwagę zwróciła niezwykła odbudowa gospodarcza RFN po wojnie, nazwana słusznie „niemieckim cudem gospodarczym” (Wirtschaftswunder). Prawdziwy cud, zważywszy na ruinę gospodarczą i utratę prawie 8 mln ludzi, w tym przede wszystkim mężczyzn w wieku wytwórczym. Już w 1958 r. produkcja przemysłowa czterokrotnie przewyższyła poziom sprzed reformy walutowej 1948 r., a jak napisał Wallich, ekonomista z Yale, „szare, głodne, martwo wyglądające postacie błąkające się po ulicach w wiecznym poszukiwaniu jedzenia odżyły”.
W latach 60. i 70. Niemcy Zachodnie stały się drugą potęgą gospodarczą świata, konkurując z innym zrujnowanym agresorem II wojny światowej – Japonią, której powojenna kariera gospodarcza była niemniej zdumiewająca. Plan Marshalla miał niewielki udział w odrodzeniu Niemiec (ok. 2 mld dol.), ale lekcja upokorzenia kraju po I wojnie światowej miarkowała reparacje wojenne. RFN miała się do komunistycznej NRD jak Mercedes do Trabanta.
Czytaj więcej
Główną zaletą członkostwa w UE jest udział w najbardziej atrakcyjnym rynku świata – pisze europoseł Platformy Obywatelskiej Janusz Lewandowski.
Zainteresowały mnie ideowe przesłanki tego gospodarczego cudu, gdy szukaliśmy inspiracji jako środowisko gdańskich liberałów. Dlatego pisząc w podziemnych wydawnictwach pod pseudonimem Jędrzej Branecki przedstawiłem niemieckich ordoliberałów. Odkryłem, jak bardzo szkoła fryburska (Walter Eucken, Wilhelm Roepke i inni) i ich koncepcja społecznej gospodarki rynkowej inspirowała odważne reformy ministra Ludwiga Erharda, ministra gospodarki do 1963 r., a potem kanclerza Niemiec. Istotna inspiracja dla bankruta, jakim była PRL. Choćby dlatego gdański liberalizm był pragmatyczny, a nie dogmatyczny.
Polski sukces stawał się coraz bardziej widoczny
W czasie, gdy Polska odzyskała niepodległość, dzieliła nas od RFN gospodarcza przepaść. Czterokrotnie niższy PKB w przeliczeniu na głowę. Wciąż panował stereotyp Polnische Wirtschaft, czyli niewiara, że gospodarczo damy sobie radę. Wciąż krążyły Polish jokes. Niewybredne dowcipy jak choćby ten: „Jak zatopić polski okręt? Wystarczy zwodować”. Inna rzecz, że nawet później rządy PiS dostarczały nowego paliwa dla takich żartów. Gdy prowadziłem misję Parlamentu Europejskiego do Japonii (2006-2007) jedyną informacją, która się przebiła z Polski do światowych mass mediów to wypowiedź rzeczniczki praw dziecka Ewy Sowińskiej, która wykryła geja wśród Teletubisiów (Tinky Winky)…
Generalnie jednak już przełom Solidarności budził podziw niemieckiej klasy politycznej. Doceniali naszą strategię pokojowej przemiany „odważnie, ale z rozwagą”, stanowiącą wzór dla innych krajów. Zwłaszcza że miała wpływ na upadek muru berlińskiego, czyli zjednoczenie Niemiec.
Trójką Weimarski może być znowu platformą decydującą o losach zjednoczonej Europy. W relacjach z Niemcami jest to wreszcie partnerstwo nacechowane wzajemnym szacunkiem.
Uznanie polityczne z czasem uzupełnił podziw dla naszych dokonań gospodarczych. Mieliśmy trudniejszy punkt startu niż Czechy i Węgry, ale wkrótce Polska stanowiła najbardziej dynamiczną gospodarkę Europy Środkowo-Wschodniej, dźwigając się z poziomu 41 proc. PKB na głowę w 1989 r. do obecnych 81 proc.! Polski sukces stawał się coraz bardziej widoczny w kontraście z bezruchem wschodnich Niemiec. Kosztowne zjednoczenie nie ożywiło tych terenów. Wieloletnia pedagogika nazizmu, która przeszła w pedagogikę komunizmu, zrobiła swoje. W połączeniu z frustracją, poczuciem niższości wobec Zachodu, zrodziła Alternative für Deutschland (AfD), którą śmiało można nazywać renesansem narodowego socjalizmu. Ugrupowanie wygrywa w landach wschodnich, a gdy piszę te słowa osiąga rekordowe 38 proc. poparcia w Saksonii-Anhalt!
Niemcy tracą pewność siebie. Słabnie popyt
Pamiętając stereotypy i uprzedzenia śledzę z upodobaniem w niemieckich mediach coraz liczniejsze wyrazy uznania dla naszego sukcesu gospodarczego. Choćby przed laty artykuł na całą stronę w „Die Welt” portretujący polską wieś Osinów Dolny nad Odrą. Wtedy 200 mieszkańców i 44 usługi fryzjerskie. Największe zagęszczenie usług fryzjerskich na naszej planecie! Oczywiście pod niemieckiego klienta, czemu sprzyjał pobliski most. Podziw dla naszej przedsiębiorczości kontrastował z martwotą sąsiedniej Brandenburgii. Tak, w oczach Niemców, Polska wybiła się na gospodarność! Akurat spojrzenie przez niemieckie okulary sprawia mi szczególną satysfakcję…
Niemcy tracą wiarę we własne siły. Giganty niemieckiego cudu gospodarczego przespały rewolucję cyfrową. Motoryzacja, chemia i elektronika wciąż stanowią o sile eksportu, ale straciły atut, jakim były tanie surowce z Rosji wraz z agresją na Ukrainę, a przedwczesne wycofanie się z energetyki atomowej pogłębiło problemy. Potęga eksportowa cierpi z uwagi na wojny handlowe wszczynane przez Donalda Trumpa – np. aktualna zapowiedź podwyższenia cła na samochody z UE do 25 proc. na początku maja 2026. Trzeba nadmienić, że wymiana handlowa z USA to ponad 10 proc. niemieckiego eksportu.
Słabnie jednocześnie niemiecki popyt, a jest to fundamentalny rynek zbytu dla Polski (26-27 proc. eksportu). Dotąd mieliśmy dodatnie saldo wymiany handlowej, które broni się zwłaszcza w eksporcie rolno-spożywczym. Na przekór strachom rozbudzanym w czasie referendum akcesyjnego 2003, co sprawiło, że polska wieś głosowała przeciw UE!
Szkodliwe pobudzanie antyniemieckich fobii
Dziś te uprzedzenia wracają za sprawą Jarosława Kaczyńskiego. Od lat żyje on politycznie z ciemnych stron polskiej duszy. Dziś konkuruje w swym antyeuropejskim radykalizmie z Konfederacją i Braunem. Zatruwając całą swoją formację, dziwak z Żoliborza wie, że najbardziej popłaca wiecznie żywy, antyniemiecki resentyment. W odwodzie pozostaje kwestia II wojny światowej i reparacji. Choć przecież nikt inny, tylko Anna Fotyga, minister w rządzie Kaczyńskiego uznała w 2006 r. temat reparacji za zamknięty.
Pobudzanie fobii antyniemieckich osiąga tak absurdalny wymiar jak portretowanie UE jako Czwartej Rzeszy oraz narzędzia wynarodowienia Polski. Taki absurd, jak usprawiedliwienie weta Karola Nawrockiego wobec programu SAFE, argumentem, że to program niemiecki, chociaż w 90 proc. ma żywić polski przemysł, a Niemcy mają mieć największy udział w spłacie unijnej pożyczki na te cele. Nie ma nic groźniejszego dla przeszłości Europy niż zespolenie zwycięskiej ofensywy neofaszystowskiej AfD z polexitową strategią PiS i Konfederacji. Byłby to koniec europejskiej wspólnoty i radosna feta na Kremlu.
Ani śladu dawnego paternalizmu w relacjach niemiecko-polskich
Oczywiście, dzielą Polskę różnice z Niemcami na forum UE. Jakże inaczej, skoro Niemcy to główny płatnik do budżetu (25-29 mld euro rocznie), a Polska jest od 2004 r. głównym beneficjentem. I takim pozostanie, bo za budżet 2028-2034 odpowiada komisarz Piotr Serafin, a nie nieszczęsny Janusz Wojciechowski z nadania PiS.
Niemcy tracą wiarę we własne siły. Giganty niemieckiego cudu gospodarczego przespały rewolucję cyfrową.
Trójkąt Weimarski, zniszczony z małostkowych względów za czasu prezydentury Lecha Kaczyńskiego, może być znowu platformą decydującą o losach zjednoczonej Europy. W relacjach z Niemcami jest to wreszcie partnerstwo nacechowane wzajemnym szacunkiem. Ani śladu dawnego paternalizmu. Koniec złudzeń o „oswojeniu” Rosji poprzez handel (Wandel durch Handel). Jakże trafne są słowa ministra Radosława Sikorskiego: „mniej się obawiam niemieckiej siły niż niemieckiej bezczynności”. Byle tylko były to demokratyczne Niemcy, a „patrioci” spod znaku Jarosława Kaczyńskiego nie zapisali kolejnego rozdziału dziejów polskiej głupoty, która sprawiła, że Polska zniknęła z mapy Europy na 123 lata.