Mechanizm w PiS zawsze jest ten sam: zamknięte posiedzenie klubu, spotkanie władz, tzw. PKP (prezydium komitetu politycznego), rozmowy liderów frakcji z dziennikarzami. Później w mediach pojawiają się teksty opierające się na „nieoficjalnych” informacjach z wnętrza partii, przecieki, niemożliwe do zweryfikowania wzajemne oskarżenia, komentarze polityków, starcie w mediach społecznościowych i nakręcająca się spirala nieufności. Nad tym wszystkim wisi przekonanie o wzajemnym sabotażu własnej kampanii parlamentarnej, która rozpoczęła się 7 marca w hali Sokoła, gdy PiS przedstawiło Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera. I podziały na „harcerzy”, „maślarzy” i progresistów (to najnowsze określenie).
Tak dzieje się w PiS już od miesięcy. W tym tygodniu polem konfrontacji stało się wyjazdowe posiedzenie klubu PiS, pierwsze od stycznia tego roku.
Czytaj więcej
W trakcie wyjazdowego posiedzenia klubu PiS doszło do spięć między dwoma zwaśnionymi frakcjami – donoszą media. Prezes partii Jarosław Kaczyński na...
Ważnego polityka PiS zapytaliśmy w tym tygodniu – to pytanie padło w obecności innych mediów – o czym mówią ludzie, z którymi politycy rozmawiają na spotkaniach w terenie. I usłyszeliśmy, że często pojawiają się głosy, iż politycy PiS powinni przestać się kłócić. Według niego ludzie wolą rozmawiać o rachunkach, sytuacji w ochronie zdrowia czy lęku przed bezrobociem. PiS jest więc w paradoksalnej sytuacji w ostatnich tygodniach, którą można określić jako grę przeciwko własnemu elektoratowi.
Jarosław Kaczyński chce zatrzymać dalszy rozpad w PiS
Przesłanie, które trafiło do mediów ze środowego, zamkniętego posiedzenia klubu PiS jest takie, że prezes Kaczyński oczekuje zamrożenia powstawania stowarzyszeń w PiS. To jest centralny punkt debaty w partii. Warto jednak odnotować, że w kontrze do stowarzyszenia Morawieckiego, liczącego według polityków PiS ok. 30 partyjnych działaczy, miało powstać stowarzyszenie zwolenników twardego, integralnego, niemal altrightowego kursu, liczące teoretycznie ponad sto osób. Członkostwo w tym hipotetycznym stowarzyszeniu przypisywano również samemu Przemysławowi Czarnkowi – choć on sam ponoć nie wyraził na to zgody.
Wydaje się więc, że głównym celem Kaczyńskiego jest zatrzymanie dalszej frakcyjności w PiS. I to w dodatku na etapie, który został wcześniej uzgodniony, w którym stowarzyszenie Morawieckiego jest niejako wchłonięte do struktur PiS (choć zdania na ten temat w samym ugrupowaniu są podzielone). Przeciwnicy Morawieckiego uważają, że jego chęć założenia stowarzyszenia rozkręciła partyjną wojnę już po tym, jak Czarnek został kandydatem na premiera. I to jest główny zarzut, który dziś stawia się byłemu premierowi. Jednak ludzie Morawieckiego podkreślają, że nie mają zamiaru wychodzić z PiS. I chcą tylko zapobiegać jego dalszej „suwpolizacji”, utracie poparcia, radykalizacji przesłania. Suwpolizacja (od Suwerennej Polski) to termin w wewnętrznej wojnie, która toczy się też na płaszczyźnie językowej.
Walka o schedę w PiS ważniejsza niż walka o wyborcę
Warto także odnotować, że demobilizujący się wyborcy prawicy zdają się nie rozróżniać, kto prowadzi frakcyjną wojnę, kto zaczął i kto jest za nią odpowiedzialny. I coraz mniej są nią zainteresowani. Między wierszami można jednak wyczytać, że niezależnie od tego, po której stronie stoją poszczególni politycy, w partii panuje powszechne przekonanie, że władza Jarosława Kaczyńskiego w PiS dobiega końca, a obecna sytuacja jest tylko przejściowa. I dlatego obecna mobilizacja własnych wyborców przed kampanią 2027 r. nie jest już dla nich priorytetem. Ilustruje to choćby spór o kryptowaluty, który połączył obie frakcje we wspólnym sprzeciwie wobec pomysłu prezesa, by ich całkowicie zakazać. To spór pokoleniowy w istocie.
Ale gdyby priorytetem była próba odbicia władzy z rąk Donalda Tuska, a nie walka o schedę po Kaczyńskim, Morawiecki nie zakładałby żadnego stowarzyszenia i nie udzielałby ostentacyjnych wywiadów w tej sprawie. Podobnie jak Czarnek nie odpowiadałby na te wywiady poprzez media. Ani odpowiedzią przeciwników Morawieckiego na to nie byłby pomysł własnego stowarzyszenia i tym bardziej nazywanie relacji Morawieckiego z PiS „patozwiązkiem". Byłaby za to próba realnej mobilizacji wyborców, pokazania im konkretnej oferty skierowanej zwłaszcza do klasy średniej, która jest dziś częściowo zdemobilizowana rządami koalicji 15 października.
Czytaj więcej
Czy w Polsce po 2027 r. dojdzie do zmiany konstytucji? To temat, który łączy prawicę – od prezydenta Karola Nawrockiego po współpracowników Mateusz...
To jednak nie następuje. Mimo kilku ostatnich konwencji programowych i zapowiadanej konwencji o mieszkalnictwie. Wszystko pochłania intencjonalnie podgrzewany spór wewnątrz, bo żadna ze stron nie uważa, że walkę o sukcesję może odpuścić.
W dodatku Czarnek chce mieć alibi na wypadek porażki, a Morawiecki opowieść o radykalizacji jako przyczynie klęski. Co więcej, PiS jako partia zapewne rozpadnie się wraz z odejściem prezesa z czynnej polityki, co wszyscy w PiS doskonale wiedzą. Można więc zaryzykować tezę, że dopóki Kaczyński tego sporu nie przetnie (a nic nie wskazuje na to, żeby miał taki zamiar w najbliższym czasie), będzie on trwał w najlepsze. Ze wszystkimi konsekwencjami dla partii w wyborach parlamentarnych w 2027 r. i prezydenckich trzy lata później.