Afryka to nie tylko ogromna przestrzeń geopolityczna, ale przede wszystkim skarbnica surowców strategicznych niezbędnych dla nowoczesnych technologii, takich jak metale ziem rzadkich. Obszar od Konga po południową część kontynentu jest przez geologów nazywany „skandalem geologicznym” ze względu na niespotykane nagromadzenie cennych zasobów, którymi interesują się dziś wszystkie światowe mocarstwa. Jak podkreśla prof. Wiesław Lizak z Uniwersytetu Warszawskiego: „Afryka szybko się rozwija. [...] Jest to bardzo chłonny rynek, który jest w stanie zaadaptować i wiele towarów, i nowoczesne technologie. [...] My też powinniśmy zainteresować się w związku z tym możliwością ekspansji naszych przedsiębiorców na tych rynkach”. Ignorowanie tego regionu w sytuacji, gdy Turcja, państwa arabskie czy mocarstwa zachodnie intensyfikują tam swoje działania, może być dla Polski kosztownym błędem.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Donald Trump: Xi Jinping obiecał, że nie wyśle broni Iranowi

Bariery mentalne i „rodzime podwórko”

Mimo ogromnego potencjału, polska obecność gospodarcza w Afryce jest wciąż marginalna – eksport na ten kontynent stanowi zaledwie 1,2 proc. całości polskiej sprzedaży zagranicznej, a inwestycje to znikome 0,4 proc.. Eksperci wskazują, że główną przeszkodą nie są braki finansowe, lecz bariery w mentalności przedsiębiorców, którzy często wolą inwestycje wizerunkowe na miejscu niż kosztowne rozpoznanie dalekich rynków. Jacek Wasilewski, były dyplomata, obecnie firma Quenda, zauważa: „Problemem jest ograniczenie, okazuje się ograniczenie mentalne. Tutaj punktem odniesienia w dalszym ciągu jest rodzime podwórko. [...] To niestety Afryka wymaga cierpliwości, wymaga gruntownego rozpoznania poszczególnego kraju”. Sukces wymaga wyjścia poza schemat krótkich misji gospodarczych na rzecz rzetelnego budowania relacji i zrozumienia lokalnej specyfiki.

Czytaj więcej

MSZ reaguje ws. Zbigniewa Ziobry. Do ambasady USA trafiła oficjalna nota

Odwaga mniejszych graczy kontra ostrożność gigantów

Interesującym zjawiskiem na polskim rynku jest fakt, że to często mniejsze firmy wykazują się większą determinacją w eksplorowaniu afrykańskich rynków niż wielkie korporacje. Te ostatnie zazwyczaj „okopują się” na znanych terytoriach Unii Europejskiej, obawiając się ryzyka związanego z egzotycznymi kierunkami. Adam Grzybowski z KUKE zwraca uwagę na tę dysproporcję: „Z naszego może trochę punktowego jeszcze doświadczenia, ale coraz częstszego, wynika, że to często ci mniejsi przedsiębiorcy mają odwagę, żeby przełamać schematy i wyjść gdzieś dalej, podczas gdy te większe przedsiębiorstwa często jakby okopują się w swoich znanych terytoriach”. Choć liczba „odważnych” rośnie, statystyki wciąż pokazują, że polski biznes traktuje Afrykę jako opcję trzeciorzędną.

Czytaj więcej

Rosyjska ofensywa wyhamowała. Kreml płaci ogromną cenę za minimalne postępy

Lekcja od międzynarodowej konkurencji

Polska nie startuje z pozycji mocarstwa kolonialnego, co paradoksalnie może być atutem w relacjach z afrykańskimi partnerami, ceniącymi brak historycznych obciążeń. Przykład Turcji, która w krótkim czasie stała się jednym z głównych graczy w regionie, pokazuje, że spóźnione wejście na rynek nie zamyka drogi do sukcesu. Polscy specjaliści, zwłaszcza inżynierowie i budowlańcy, byli niezwykle aktywni w Afryce Północnej w ubiegłym wieku, co stanowi fundament pod nową formę współpracy. Obecnie szanse otwierają się w sektorach takich jak OZE, medycyna, farmacja czy nowoczesna infrastruktura, o ile polskie firmy postawią na pragmatyzm i wzajemne korzyści.

Czytaj więcej

Rząd Netanjahu może upaść. Ortodoksi chcą rozwiązania parlamentu

Problemem polskiego podejścia jest również słabe wykorzystanie zaplecza akademickiego i eksperckiego. Przedsiębiorcy rzadko sięgają po analizy naukowców znających specyfikę kulturową i polityczną konkretnych państw, opierając się głównie na oficjalnych broszurach instytucji państwowych. Prof. Wiesław Lizak zauważa z ubolewaniem: „Takie sytuacje się raczej nie zdarzają. Ja myślę, że środowisko akademickie to nie jest miejsce, gdzie przedsiębiorcy szukają wsparcia. Choć może czasami bylibyśmy oczywiście pomocni przy wejściu w sensie informacji dotyczącej poszczególnych krajów, kultury politycznej, kultury biznesowej”. Brak studiów interdyscyplinarnych skupionych na regionie (tzw. regional studies) sprawia, że polski biznes często działa po omacku.

Przyszłość polskiej obecności na kontynencie

Afryka to nie monolityczny kraj, lecz 54 zróżnicowane państwa o odmiennych potrzebach i strategiach modernizacyjnych. Polska, jako dostawca technologii i kapitału, może stać się dla nich atrakcyjnym partnerem, wypełniając tzw. „lukę infrastrukturalną”. Aby jednak realnie zaistnieć w Angoli, Nigerii czy Senegalu, polski biznes musi zastąpić ostrożność odważną strategią ekspansji, wspieraną przez instytucje takie jak BGK czy KUKE. Kluczem do sukcesu będzie zrozumienie, że Afryka to rynek przyszłości, na którym miejsce dla Polski wciąż czeka, ale nie będzie dostępne wiecznie.