Przez lata europejski biznes żył w przekonaniu, że produkty z Chin to jedynie tanie zamienniki o niskiej jakości. Dziś ten obraz drastycznie się zmienia. Na rynek wchodzą platformy, które oferują przyzwoitą jakość w bezkonkurencyjnej cenie, omijając tradycyjnych pośredników i europejskie działy marketingu. Jak zauważa Maciej Sznitowski, prawdziwe zagrożenie pojawi się wtedy, gdy chińscy producenci nauczą się emocjonalnej komunikacji z klientem. Jeśli do niskiej ceny dołożą sprawny marketing, lokalne firmy, które nie zainwestowały w swój wizerunek, mogą stracić rację bytu. „Będziemy mieli problem, jak się Chińczycy nauczą marketingu. (...) Im bardziej (...) będą potrafili to dobrze podać komunikacyjnie i te emocje do tego dokleją, tym będzie trudniej nam po prostu”.
Czytaj więcej
W 2024 r. Chiny stały się wiodącym światowym eksporterem produktów chemicznych, wyprzedzając nie tylko USA i Niemcy, ale i całą UE. Na te zmiany re...
Marka jako polisa ubezpieczeniowa
Wielu polskich przedsiębiorców cierpi na tzw. „dług brandingowy” – ich biznesy urosły, ale wizerunek pozostał w poprzedniej epoce. W starciu z gigantami takimi jak Temu, brak wyrazistej tożsamości staje się krytycznym punktem zapalnym. Silna marka nie jest dekoracją, lecz fundamentem, który pozwala utrzymać klienta nawet wtedy, gdy konkurencja jest tańsza. Bez niej produkt staje się anonimowy i łatwy do zastąpienia dowolnym odpowiednikiem z drugiego końca świata. „Marka jakby nie buduje biznesu, tylko odwrotnie. Biznes buduje silną markę”.
Czytaj więcej
Produkcja przemysłowa w Polsce w marcu urosła o 9,4 proc. r/r – podał we wtorek Główny Urząd Statystyczny (GUS). Produkcja budowlano-montażowa nies...
Pułapka „patriotyzmu portfela”
Choć chętnie deklarujemy wspieranie polskiego biznesu, w praktyce często wygrywa cena. Maciej Sznitowski podkreśla, że „polskość” musi być czymś więcej niż tylko etykietą – musi nieść za sobą konkretny argument jakościowy lub emocjonalny. W kategoriach takich jak żywność czy kosmetyki, polskie pochodzenie buduje zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, którego anonimowe platformy azjatyckie nie są w stanie zapewnić. Kluczem jest zrozumienie, że klient nie kupuje „kraju pochodzenia”, ale obietnicę solidności, którą ten kraj reprezentuje. „Ta polskość musi przekładać się na dawać jakiś argument jakości. Bo sam fakt, że ja kupuję polski produkt i wspieram jakby dumę narodową, ona może nie wystarczać” – mówił w „Rzecz o geopolityce” Maciej Sznitowski.