Spór o nadanie ukraińskiej jednostce specjalnej nazwy „Bohaterów UPA" rozpalił polską scenę polityczną do białości. Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział wniosek o odebranie Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Problem w tym, że większość ekspertów uważa, iż taka decyzja wymaga kontrasygnaty premiera – a Donald Tusk w tej sprawie milczy.

Reklama
Reklama

Bogusław Chrabota, który w swoim komentarzu postawił tezę o pułapce zastawionej przez ukraińskiego prezydenta na polskiego premiera, zapytał Janusza Reitera wprost: czy Tusk powinien tę decyzję podpisać. – Uważam, że nie powinien – odpowiedział były ambasador. – Uważam, że w ten sposób paradoksalnie pomógłby trochę prezydentowi, bo łatwiej będzie o takiej sprawie zapomnieć, jeżeli ona skończy się na nieudanej próbie odebrania orderu, a trudniej będzie o niej zapomnieć, jeżeli ta próba się powiedzie – dodał.

Czytaj więcej

Ukraiński politolog: Historia Ukrainy będzie pisana w Kijowie, nie w Warszawie

To nieoczekiwana konkluzja: premier, nie podpisując dokumentu, rzuca Nawrockiemu koło ratunkowe. Prezydent wychodzi z twarzą – mówił, chciał, próbował – ale sprawa cichnie bez eskalacji. Inaczej, gdyby order rzeczywiście odebrano: Zełenski przedstawiłby to jako upokorzenie narodu ukraińskiego, Kijów na pewno nie pozostałby dłużny, a Polska zamiast rozgrywać geopolitykę, znalazłaby się w centrum nowej awantury dyplomatycznej.

Położenie geograficzne Polski jest kluczowe

Reiter mówił: decyzja Zełenskiego jest zła, fatalna, ale polska odpowiedź nie powinna być równie dramatyczna. Argument, którego użył, jest tak prosty, że aż zastanawiające, że nie pada częściej w polskiej debacie. – Jeżeli ktoś tego nie rozumie od razu, to powinien popatrzeć na mapę – powiedział. – Mamy 535 kilometrów granicy z Ukrainą. To jest kraj, który chce być częścią Zachodu. Jedynym krajem zachodnim za naszą wschodnią granicą jest Litwa – 102 kilometry. Cała reszta to Rosja i Białoruś, która w sensie strategicznym jest częścią Rosji.

Czytaj więcej

Kosiniak-Kamysz interweniuje ws. „Bohaterów UPA”. Zapowiada rozmowę z Ukrainą

Stawka jest więc prosta: albo Ukraina pozostaje w orbicie zachodniej i Polska ma po swojej wschodniej stronie sojusznika, albo Rosja w różnych formach podchodzi pod Hrubieszów. W tej optyce spór o order to luksus, na który Polski po prostu nie stać – nie dlatego, że trzeba Zełenskiego kochać, ale dlatego, że interes narodowy jest ważniejszy niż gest.

Polska traci miejsce przy stole

Reiter zauważył coś, co powinno niepokoić niezależnie od poglądów. Gdy dziś mówi się o wielkich graczach wspierających Ukrainę, wymienia się Francję, Wielką Brytanię i Niemcy. Polski w tym gronie nie ma. – Polska w tym gronie powinna być – powiedział były ambasador. – I to nie jest tak, że ktoś nas znowu pozbawił czegoś, tylko niestety my sami się tego pozbawiamy, dlatego że tracimy z oczu strategiczną wizję stosunków polsko-ukraińskich, a zamiast tego zajmujemy się roztrząsaniem, czy Ukraińcy są wystarczająco wdzięczni – ocenił.

To diagnoza gorzka, tym bardziej, że padła nie z ust proukraińskiego aktywisty, ale człowieka, który przez lata reprezentował Polskę w Bonn, Berlinie i Waszyngtonie i dobrze wie, czym jest cierpliwa, wieloletnia praca dyplomatyczna. Polska była pierwszym krajem, który po lutym 2022 r. zainwestował politycznie w Ukrainę – Reiter użył tu celowej metafory rynkowej. Teraz Warszawa zachowuje się, jakby niechętnie trzymała te akcje. A Ukraina po wojnie, gdy jej armia będzie jedną z trzech najpotężniejszych w Europie obok polskiej i niemieckiej, zapamięta, kto przy niej trwał.

Czytaj więcej

Blisko milion Ukraińców z ochroną w Polsce. Nowe dane

Czy politycy powinni kierować się nastrojami społecznymi w tej kwestii?

Chrabota zapytał o emocje społeczne – sondaże sugerują, że większość Polaków chciałaby odebrania orderu. Czy to ma znaczenie? – Ma znaczenie, dlatego że to sprzyja złej polityce – odpowiedział Reiter. – Ale ta emocja nie musi być taka. Polacy po lutym 2022 r. pokazali, że potrafią mieć inne emocje. Jest miejsce w naszych sercach i głowach na emocje pozytywne – dodał.

Były ambasador nie bronił decyzji Zełenskiego ani nie twierdził też, że kult UPA jest Polsce obojętny. Konsekwentnie wracał do jednego argumentu: Polska jest dziś najsilniejsza w całej swojej historii i stać ją na silniejsze nerwy. Dawanie się ponieść fali antyukraińskich emocji – a potem antypolskich emocji po drugiej stronie – to spirala, którą bardzo trudno zatrzymać, a której kosztów nie da się z góry policzyć.

Na koniec Reiter powiedział: Jeżeli Polska wejdzie w stosunki z powojenną Ukrainą z bagażem wzajemnych pretensji i urazów, a jednocześnie nie ułoży relacji z Niemcami, znajdzie się dokładnie tam, gdzie nie powinna – pomiędzy dwoma państwami, do których ma głęboką nieufność. To właśnie było przez ostatnie dekady celem polskiej polityki zagranicznej: wyjść z kleszczy między Niemcami a Rosją. Teraz, przez chwilową satysfakcję z gestu wobec Zełenskiego, wrócimy do punktu wyjścia.

Zachęcamy również do wysłuchania i obejrzenia innych odcinków podcastu: