Reklama

Ukraiński politolog: Historia Ukrainy będzie pisana w Kijowie, nie w Warszawie

Dotychczas, oprócz zachodniej Ukrainy, nigdy nie mieliśmy kultu Bandery. Ale teraz jest. Taki jest skutek wojny. Nikt w Kijowie swoją decyzją nie chciał urazić Polaków - mówi „Rzeczpospolitej” Wołodymyr Fesenko, kijowski politolog.
Google Ustaw „Rzeczpospolitą” jako swoje ulubione źródło informacji w Google
Uroczystości przed pomnikiem Stepana Bandery we Lwowie, 1 stycznia 2025 r.

Uroczystości przed pomnikiem Stepana Bandery we Lwowie, 1 stycznia 2025 r.

Foto: PAP/EPA/MYKOLA TYS

Reklama
Reklama
Reklama

Decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek sił zbrojnych imienia „Bohaterów UPA” wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi w Polsce. W biurze prezydenta Ukrainy nie wiedzieli jak zareagują na to w Warszawie?

Nie sądzę, że Zełenski oczekiwał akurat tak gwałtownej reakcji Polski. Formalnie w takich sytuacjach prezydent podpisuje rozporządzenie, ale propozycja pochodzi od osób z jego otoczenia albo dowódców wojskowych. Być może ktoś postanowił w ten sposób zrobić taki patriotyczny krok i zainicjował taką decyzję. Ostatnio było wiele inicjatyw, m.in. utworzenie memoriału bohaterów walki o niepodległość. Miały miejsce ponowne pochówki osób związanych z OUN i UPA. Trwa kampania informacyjna związana z tematem patriotyzmu ukraińskiego i walką o niepodległość. Nie od dzisiaj mamy z Polską pewien dysonans w stosunku do OUN i UPA. W warunkach wojny uwaga do tych formacji nagle wzrosła. Dotychczas, oprócz zachodniej Ukrainy, nigdy nie mieliśmy kultu Bandery. Ale teraz jest. Taki jest skutek wojny. Nikt w Kijowie swoją decyzją nie chciał urazić Polaków.

Pozostało jeszcze 87% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama