Choć trudno mówić o wielkim przełomie, to propozycja podniesienia progu wartości spraw trafiających do sądów rejonowych jest pierwszą od bardzo dawna próbą realnego usprawnienia postępowań sądowych. Nie kolejną polityczną awanturą o sądy, nie symbolicznym gestem pod publiczkę, lecz zmianą, która – przynajmniej w założeniu – ma przyspieszyć rozpoznawanie spraw. A to jest właśnie dla obywateli dziś najważniejsze.
Czytaj więcej
Sądy rejonowe będą rozpoznawać sprawy o wartości do 150 tys. zł. To kolejny etap udrożnienia coraz bardziej niewydolnych sądów okręgowych, nad któr...
Obywatele latami czekają na sprawiedliwość
Bo przeciętny człowiek nie idzie do sądu po debatę o statusie sędziego, tylko po wyrok. Najlepiej szybki, przewidywalny i wydany zanim sprawa zdąży zrujnować mu życie, firmę albo rodzinę. Tymczasem przez ostatnie lata tzw. reforma sądownictwa skończyła się przede wszystkim wojną na szczytach Temidy i podziałem środowiska na sędziów „neo” i „nie-neo”. Dla części uczestników sporów prawnych ma to oczywiście znaczenie fundamentalne. Ale dla szerokiego grona obywateli ważniejsze jest coś znacznie bardziej przyziemnego: żeby proces nie trwał pięciu czy siedmiu lat albo jeszcze dłużej.
Czytaj więcej
Ponad 7,5 mln zł odszkodowań za przewlekłość postępowania przyznały w ubiegłym roku polskie sądy. To rekordowa suma. Nadal jednak obywatele mogą li...
Punktowe zmiany w sądach wynikają z bieżących potrzeb
Zwłaszcza że państwo od dawna sprawia wrażenie, jakby nie reformowało sądów, lecz próbowało doraźnie podtrzymywać przy życiu system ledwo zipiący pod ciężarem liczby spraw. I tak np. gdy franki przygniotły wydziały cywilne – powstały sądy frankowe. Gdy statystyki rozwodowe spuchły – zaproponowano rozwody przed urzędnikiem stanu cywilnego. Każdy z tych pomysłów przypominał raczej naklejanie plastrów niż leczenie choroby. Bo część obywateli, którzy oczekują na sprawiedliwość, mogła się słusznie zastanowić, dlaczego te, a nie inne sprawy mają być faworyzowane, a moja sprawa nadal może się wlec latami?
Czytaj więcej
Weto do ustawy o rozwodach pozasądowych to zła wiadomość dla obywateli. Zablokowana zmiana byłaby korzystna dla małżonków, którzy nie czekaliby mie...
W przypadku rozwodów przed urzędnikiem, którą to koncepcję zawetował prezydent, trudno oprzeć się wrażeniu, że więcej było tam politycznego marketingu niż realnej wizji odblokowania sądów. Ludzie, którzy są ze sobą pogodzeni – nawet jeśli mają dzieci – potrafią rozwieść się sprawnie i bez wieloletniej wojny. Problemem nie jest pójście do sądu, tylko brak sprawnego zarządzania postępowaniem i niedobory kadrowe.
Propozycje Ministerstwa Sprawiedliwości mają sens
Dlatego obecna propozycja Ministerstwa Sprawiedliwości, choć mało efektowna medialnie, może okazać się ważniejsza niż kolejne wielkie projekty „naprawy wymiaru sprawiedliwości”. Przesunięcie części spraw do sądów rejonowych ma sens także dlatego, że to właśnie tam w ostatnich latach w związku z kryzysem KRS następowały wzmocnienia kadrowe nowymi asesorami po Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. Sądy okręgowe od dawna działają natomiast w stanie chronicznego przeciążenia – najpierw przez sprawy frankowe, za chwilę być może przez pozwy związane z WIBOR-em czy z sankcją kredytu darmowego. Pytanie tylko, czy państwo rzeczywiście chce budować sprawniejsze sądy, czy znów jedynie kupuje sobie trochę czasu. Bo na razie o prawdziwej modernizacji wymiaru sprawiedliwości głównie się mówi. Tak jest np. z cyfryzacją.
Pomysł rozszerzenia kompetencji referendarzy również wydaje się krokiem racjonalnym, choć pod warunkiem, że państwo nie zacznie udawać, iż w ten sposób rozwiąże wszystkie problemy kadrowe.
Czytaj więcej
Czas oczekiwania na wyrok w polskich sądach znowu się wydłużył. Na rozstrzygnięcie sprawy w sądzie okręgowym czekało się w 2025 r. średnio 12 mies...
Czy tych, co czekają na sprawiedliwość interesuje spór o sędziów?
Największą bolączką polskiego wymiaru sprawiedliwości pozostaje bowiem nie brak pomysłów, lecz brak całościowej wizji. Od lat np. reformuje się pojedyncze procedury czy przesuwa kompetencje. Tymczasem obywatela interesuje efekt końcowy: czy jego sprawa zostanie rozstrzygnięta sprawnie i uczciwie. Cała ta wojenka na szczytach Temidy to dla wielu jest jedynie prawniczo-polityczny szum, gdzieś w oddali.
Czytaj więcej
Sąd Najwyższy staje się zakładnikiem polityki. Brakuje prezesów dwóch Izb, a wkrótce może zabraknąć kolejnych dwóch, w tym następcy Małgorzaty Mano...