Od blisko pięciu miesięcy brakuje prezesa w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego, która m.in. rozstrzyga sprawy immunitetowe i dyscyplinarne sędziów, prokuratorów oraz przedstawicieli innych zawodów prawniczych. Wakat na tym stanowisku utrzymuje się od grudnia ubiegłego roku, czyli od przejścia w stan spoczynku sędziego Wiesława Kozielewicza. Dzieje się tak mimo że już kilka dni po zakończeniu przez niego pracy sędziowie tej izby wybrali troje kandydatów na nowego prezesa. Kandydatury trafiły niezwłocznie na biurko prezydenta. To on bowiem ma ostatecznie wybrać i powołać osobę, która stanie na czele izby. Od miesięcy jednak prezydent Karol Nawrocki nie dokonał wyboru mimo że apelowała o to, chociażby na łamach „Rzeczpospolitej”, pierwsza prezes SN Małgorzata Manowska.
Czytaj więcej
Maria Szczepaniec, Tomasz Demendecki oraz Barbara Skoczkowska - to z tej trójki sędziów nowego prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej wybierze pr...
Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN nadal bez prezesa i w okrojonym składzie. Prezydent zlewka z nominacją, sędziowie sfrustrowani
Zapytaliśmy Kancelarię Prezydenta o przyczynę tej zwłoki i przewidywany termin obsadzenia wakatu prezesa SN. Odpowiedzi jednak nie uzyskaliśmy. Prezydenccy urzędnicy stwierdzili za to, że pytania te pozostają poza zakresem ustawy o dostępie do informacji publicznej.
Nowego prezesa jak nie było, tak nie ma, co, jak słyszymy, utrudnia sprawne funkcjonowanie Izby Odpowiedzialności Zawodowej i powoduje niemałe problemy. – Prezes izby ma szereg unikalnych kompetencji, których nie posiada sędzia wyznaczony do jego zastępowania. Przede wszystkim jest z urzędu członkiem kolegium SN, które ma bardzo ważne – również dla prawidłowego funkcjonowania izby – funkcje opisane ustawą o SN, a sędzia wyznaczony do pełnienia obowiązków prezesa nie może z tego tylko tytułu zasiadać w kolegium. Nie może też zwołać zgromadzenia sędziów izby, przez co organ samorządu nie może podejmować prawem przewidzianych decyzji. Jest jednak również szereg prozaicznych decyzji personalnych, które wymagają rozstrzygnięć prezesa, a których brak poważnie utrudnia normalne funkcjonowanie izby, skutkując całkowicie niepotrzebnymi napięciami. Oczywiste jest także, że osoba zastępująca prezesa nie chce podejmować decyzji, które będą miały długotrwałe skutki dla izby, a niekiedy są one konieczne. Bez prezesa izba na dłuższą metę nie może sprawnie funkcjonować – mówi nieoficjalnie jeden z sędziów SN.
O tym, że brak prezesa powoduje problemy w działalności sądu przyznała też Małgorzata Manowska w ostatnim wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. – Ja jako I prezes, mogę częściowo zastąpić prezesa Izby, przydzielając chociażby sprawy sędziom zgodnie z regulaminem czy wyznaczając składy orzekające. Praca w tej Izbie jest jednak bardzo ciężka i dla jej sprawności oraz efektywnego działania niezbędny jest prezes – mówiła Manowska.
Czytaj więcej
Mnie również nie podoba się obecne rozwiązanie, w którym do kandydowania do KRS wystarczy poparcie 25 sędziów. Nie oznacza to jednak, że można igno...
Co więcej, od ubiegłego roku w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej brakuje też trzech sędziów. Kandydatury na to stanowisko także znajdują się już w Pałacu Prezydenckim. Jednak do ostatecznego wyboru prezydent potrzebuje kontrasygnaty premiera. A na złożenie przez szefa rządu takiego podpisu się nie zanosi.
– Wakat na stanowisku prezesa w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej zwiększa obciążenie pracą innych sędziów w tej izbie. Zadania organizacyjne i proceduralne przynależne prezesowi trzeba przecież rozdzielić między członków tej izby. Poza tym prezes, tak jak każdy inny sędzia, orzeka. Oznacza to, że sprawami, które mógłby rozpatrzyć, muszą zająć się inni. A to w sytuacji, kiedy od miesięcy nieobsadzone jest 30 proc. stanowisk sędziowskich w IOZ obniża wydajność orzeczniczą całej Izby. W konsekwencji na rozpatrzenie spraw trzeba czekać dłużej – tłumaczy sędzia Wiesław Kozielewicz, były prezes Izby Odpowiedzialności Zawodowej.
Jak dodaje, przyczyną tej sytuacji jest czysto polityczny spór i decyzje podejmowane przez polityków.
Ponad półtora roku bez prezesa Izby Pracy i blokada kontrasygnaty premiera. „To osłabia funkcjonowanie sądu”
Brak kontrasygnaty premiera stoi też na przeszkodzie w obsadzeniu wakatu prezesa Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN. Odchodzący, 20 miesięcy temu, prezes izby Piotr Prusinowski nie zwołał bowiem zgromadzenia, które miałoby wybrać kandydatów na jego następcę. W konsekwencji do organizacji takiego posiedzenia potrzebna jest teraz kontrasygnata szefa rządu. W rezultacie izbą kieruje obecnie sędzia Anna Góra-Błaszczykowska wyznaczona do tego przez prezes Manowską.
Czytaj więcej
Premier Donald Tusk zapowiedział, że nie złoży kontrasygnaty po postanowieniem Andrzeja Dudy o wyznaczeniu osoby kierującej Izbą Pracy Sądu Najwyżs...
– Długotrwały brak prezesa, a powinna to być osoba doświadczona i obeznana ze specyfiką pracy w naszej izbie, siłą rzeczy osłabia jej pracę i burzy wypracowany przez lata ład w jej funkcjonowaniu. Moim zdaniem prezes powinien cieszyć się powszechnym autorytetem (tak do tej pory u nas było), a tak się dzieje, gdy jest nią osoba wybrana spośród orzeczników danego pionu. Przede wszystkim prezes powinien podejmować działania na rzecz zachowania jednolitości orzecznictwa w izbie. W codziennej działalności prezes zapraszał sędziów na spotkania w celu omówienia bieżących problemów i zagadnień prawnych, z jakimi mamy do czynienia w sprawach pracowniczych i ubezpieczeniowych. Tymczasem obecnie takich spotkań nie ma, nie miała miejsca dyskusja na temat rocznego sprawozdania z działalności izby – wyjaśnia sędzia Bohdan Bieniek z Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych.
Jak podkreśla, brak prezesa to także ujemne postrzeganie Sądu Najwyższego na zewnątrz. – Z objęciem tego urzędu wiąże się przecież swoisty prestiż instytucjonalny. Obecnie sędziowie sądów powszechnych nie są skłonni do przyjścia na delegację do Izby Pracy, co ma również związek z tym, jak obecnie jest ona zarządzana. Dodam, że potrzeba wzmocnienia kadrowego Izby Pracy jest pilna, bowiem w ostatnim czasie odeszło z niej kilku doświadczonych sędziów. Sumując, na pewno obsada tego urzędu jest niezbędna, ale nie za wszelką cenę. Oznacza to, że powinna to być osoba z predyspozycjami do zarządzania specyficznie ukształtowanym zasobem kadrowym izby, jak również nie powinien wokół niej ciążyć cień związany ze sposobem objęcia urzędu sędziego Sądu Najwyższego – mówi sędzia Bieniek.
Koniec ery Małgorzaty Manowskiej w SN. „Problemy mogą wzrosnąć do sześcianu”
Od czterech tygodni Karol Nawrocki zwleka też z decyzją o wyborze nowego szefa Izby Karnej SN. Jak ustaliliśmy, jeszcze w marcu zgromadzenie sędziów tej izby wybrało następcę Zbigniewa Kapińskiego, którego kadencja na stanowisku prezesa upływa 27 maja. Ustępujący prezes nie kandydował na kolejną kadencję, co pozwoliło na uniknięcie wymogu uzyskania kontrasygnaty premiera do przeprowadzenia wyboru kandydatów.
Czytaj więcej
Zgromadzenie ogólne sędziów Sądu Najwyższego wybrało w piątek pięciu kandydatów na pierwszego prezesa tego sądu. Kandydatury trafią teraz na biurko...
Przez ponad dwa miesiące prezydent nie wybrał też następcy pierwszej prezes Małgorzaty Manowskiej. W końcu lutego na biurko prezydenta trafiło pięć kandydatur: Zbigniewa Kapińskiego, Mariusza Załuckiego, Pawła Czubika, Aleksandra Stępkowskiego i Tomasza Demendeckiego. Co prawda, na decyzję o tym, która z tych osób pokieruje Sądem Najwyższym prezydent ma czas do 26 maja. Wtedy bowiem upływa kadencja Małgorzaty Manowskiej.
Głowa państwa nie jest przy tym związana żadnym terminem na powołanie. W 2020 r. prezydent Andrzej Duda zdecydował o powołaniu na to stanowisko Manowskiej w dwa dni po otrzymaniu kandydatur. Sześć lat wcześniej Bronisławowi Komorowskiemu podjęcie decyzji o powołaniu Małgorzaty Gersdorf zajęło trzy tygodnie.
Niektórzy sędziowie nie wykluczają jednak, że na stanowisku pierwszego prezesa SN może być wakat. – Coraz bardziej obawiamy się, że 26 maja nastąpi koniec kadencji prezes Manowskiej, a jej następcy nie będzie. Od kilku miesięcy nie jest powołany prezes IOZ; to pokazuje że politycy mają inne priorytety niż SN. Dlatego obawiamy się, że sytuacja ta może powtórzyć się także w odniesieniu do pierwszego prezesa. Tyle tylko, że problemy wzrosną wówczas do sześcianu, w porównaniu z tymi, które wynikają z braku prezesów Izb. Wystarczy wspomnieć, że Izba Pracy jest kierowana przez sędziego wyznaczonego czasowo przez I prezesa i bezskuteczny upływ jego kadencji może niektórych skłaniać do podważania tego umocowania. A przecież wraz z I prezesem swoją kadencję kończy też prezes Izby Karnej. Jeśli więc do 25 maja nie będzie tych nominacji, to na pięć izb SN tylko dwie będą miały prezesa. Rozumiemy, że polityka jest burzliwa, jednak trudno pojąć tę bezczynność – konkluduje jeden z sędziów SN.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Wojciech Hermeliński, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej
Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wakaty na stanowiskach prezesów Sądu Najwyższego utrzymywały się tak długo, jak obecnie. Prezydent powinien podejmować decyzje o obsadzie tych funkcji bez zbędnej zwłoki, czyli możliwie najszybciej po otrzymaniu kandydatur. Niestety przykłady Trybunału Konstytucyjnego, sędziów sądów powszechnych i oficerów służb pokazuje, że zwłoka w nominacjach i utrzymywanie w niepewności są stałą regułą stosowaną Karola Nawrockiego. Nie wiem do czego dąży prezydent nie powołując prezesów SN i nie rozumiem jego postawy. Oczywistym jest, że takie postępowanie prezydenta sprawia trudności w funkcjonowaniu SN i może doprowadzić do paraliżu sądu. Odbieram to jako kolejne naruszające prawo działanie, które uderza w sprawność działania wymiaru sprawiedliwości. Co prawda Sąd Najwyższy jeszcze jakoś działa, ale łatanie braku prezesów poprzez wyznaczanie sędziów ich zastępujących jest działaniem prowizorycznym. Trzeba też przyznać, że interesowi SN nie służy spór o kontrasygnatę premiera, który uniemożliwia wybór prezesa Izby Pracy. Politycy powinni trzymać się jak najdalej od sądów. Tak się jednak nie dzieje, niezależnie od tego, która partia jest przy władzy. Niestety chęć nawet niewielkiej ingerencji w wymiar sprawiedliwości wygrywa.