Z badania przeprowadzonego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej” wynika, że niechęć respondentów do pomocy państwa klientom giełdy kryptowalut jest powszechna wśród różnych grup wyborców, choć zwolennicy rządu są bardziej przeciwni interwencji państwa w tym przypadku (91 proc.) niż zwolennicy opozycji (77 proc.).
– Wyniki sondażu są dość jednoznaczne i wprost wskazują, że inwestujący powinni znać ryzyko. Jest to stanowisko zasadniczo spójne we wszystkich grupach społecznych, niezależnie od wieku, wykształcenia czy sympatii politycznych. Tu ryzyko było znane i duże, a motywem działania była chęć szybkiego zysku, który rekompensował niebezpieczeństwo straty środków – mówi prof. Krzysztof Koźmiński, kierownik ekonomicznej analizy prawa z Uniwersytetu Warszawskiego. Jak zaznacza, choć współczuje wszystkim, którzy stracili pieniądze, to nie rozumie hejtu ani fali satysfakcji, jaka pojawia się w niektórych komentarzach internetowych.
Czy państwo powinno pomóc poszkodowanym w aferze Zondacrypto?
– Tym bardziej że mówimy o podmiocie z pewną historią, rozpoznawalnym nie tylko w Polsce, prowadzącym działalność formalnie legalnie na terenie Unii Europejskiej. Niezależnie od tego, postawy ujawnione w sondażu odpowiadają wyrażonemu w art. 20 konstytucji modelowi społecznej gospodarki rynkowej. Jest to model wolnorynkowy, w którym organy państwa i urzędnicy nie ingerują we wszystkie relacje majątkowe, lecz pozostawiają szerokie sfery spontanicznym i swobodnym decyzjom obywateli. Ryzyko jest w nie wkalkulowane, a odpowiedzialność obciąża w pierwszej kolejności podmioty prywatne – zauważa prawnik.
Ważne, kogo uznajemy za winnego
Jak podkreślają eksperci, oceny co do konieczności interwencji państwa w następstwie afer o charakterze finansowym zależą od tego, komu w powszechnej świadomości przypisana jest wina. Przykładowo w aferze Amber Gold, jak pokazywał sondaż przeprowadzony w 2012 r. , 44,3 proc. respondentów było zdania, że winny jest system prawny, 20,9 proc. uważało, że organy państwa, a jedynie 13,1 proc. uważało, że winni są sami klienci.
Czytaj więcej
– Przyjdzie czas na to, że ta afera będzie wyjaśniona. Ja nie mam wątpliwości, kto tutaj w ostateczności zostanie uznany za winnego – powiedział w...
Także w przypadku pomocy frankowiczom Polacy byli bardziej wyrozumiali dla kredytobiorców, którzy na skutek skokowego wzrostu wartości szwajcarskiej waluty wpadli w tarapaty finansowe.
W badaniu przeprowadzonym przez CBOS w 2016 r. ponad połowa (54 proc.) ankietowanych uznała, że należy wprowadzać przepisy, których celem byłaby pomoc „frankowiczom”. Według innego badania z 2019 r. odsetek przeciwników takiej pomocy wzrósł do 68 proc. (wyniki badania Ośrodka Kantar Public na zlecenie Instytutu Jagiellońskiego).
Jak wskazuje dr Wojciech Mincewicz, socjolog ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, większa skłonność Polaków do przyznania jakiejś formy państwowej ochrony frankowiczom czy klientom Amber Gold wynika z tego, że byli postrzegani jako ofiary, które zostały wprowadzone w błąd, oszukane.
– Jako klienci poszczególnych instytucji finansowych są ofiarami systemu, któremu zaufali, a który ich zawiódł, dlatego trzeba ich bronić, pomagać. W przypadku kryptowalut w percepcji społecznej mamy do czynienia z inwestorem, który działa dobrowolnie na własne ryzyko. Jako uczestnik rynku ponosi on świadome ryzyko, na które się godzi. To dwie odmienne logiki, które wyjaśniają wyniki prezentowane w badaniu IBRiS – tłumaczy ekspert, który naukowo zajmował się badaniem użytkowników kryptowalut.
Czytaj więcej
Według ustaleń polskich służb kontrolę nad giełdą Zondacrypto ma jedna z najgroźniejszych rosyjskich grup przestępczych - wynika z informacji „Gaze...
Kryptoaktywa w oczach Polaków to hazard
Jak dodaje dr Mincewicz, w percepcji społecznej kryptoaktywa postrzegane są jako bańka spekulacyjna, oszustwa. Rzadko kiedy identyfikowane są one np. z innowacją finansową, dlatego w społeczeństwie dominuje przekonanie, że to hazard, a ten, kto przeznaczył swoje środki, inwestował i ryzykował.
– Ta logika przebiega wbrew tradycyjnym podziałom politycznym, zatem źródeł takiego postrzegania należy szukać głębiej. Według różnych badań ledwie ok. 10 proc. Polaków inwestuje w tradycyjne instrumenty finansowe. Nie wynika to jednak z faktu, że nie mamy w co inwestować, ale, choć nie trzymamy już pieniędzy w skarpecie, to zaoszczędzone środki leżą na nieoprocentowanym rachunku bankowym lub są wydawane na konsumpcję. To z kolei wynika z czegoś, co w socjologii nazywamy niskim poziomem kapitału kulturowego, a także po prostu nieufności do rynków finansowych. W przypadku kryptoaktywów zjawiska te się nawarstwiają – wskazuje socjolog.
Podobnie uważa prof. Dariusz Kowalski z Uniwersytetu SWPS, radca prawny i ekonomista, który zauważa, że problemy frankowiczów czy klientów Amber Gold powiązane były w świadomości Polaków z klasycznymi i powszechnie stosowanymi usługami finansowymi (odpowiednio: kredytami i lokatami).
– Kryptowaluty kojarzone są raczej z narzędziami spekulacyjnymi, których głównym celem jest szybki zysk. Dlatego ponad 82 proc. badanych wychodzi z założenia, że jeśli ktoś chciał zarobić na inwestycji w kryptoaktywa, powinien liczyć się z możliwością poniesienia straty. Podobnie jest z inwestycjami giełdowymi. Jednak wchodząc w detale, nie jest to wszystko tak oczywiste, gdyż sprawa Zondacrypto ma swoje źródło w niewypłacalności giełdy kryptowalut – a nie załamaniu np. kursu kryptoaktywa – mówi prof. Kowalski, który uważa, że badani Polacy temat ten sprowadzają właśnie do założenia, że skoro ktoś ryzykował, to musiał brać pod uwagę konsekwencje.
Czytaj więcej
Sprawa Zondacrypto i spór o ustawę dotyczącą kryptoaktywów pokazują, że nic nie zastąpi zdrowego rozsądku inwestora. Zanim ktoś krzyknie: „gdzie by...
A jak sam odpowiedziałby na pytanie zadane w sondażu?
– Każdy medal ma dwie strony: objęcie ochroną państwa może być odbierane jako dobre, „opiekuńcze” działanie dobrze funkcjonujących i sprawczych organów państwowych. Z drugiej strony można to interpretować jako formę ochrony spekulantów, którym nie udała się inwestycja. Przy czym należy zauważyć, że temat kryptoaktywów jest o tyle odmienny, że dotyczy instrumentów bardzo specyficznych. O ile kredyty, obligacje czy inwestycje giełdowe przyczyniają się do rozwoju gospodarczego, gdyż opierają się na cyrkulacji pieniądza w gospodarce (np. kupując akcję na rynku pierwotnym, finansujemy rozwój spółki, która je wyemitowała), o tyle kryptoaktywa to głównie spekulacja. Zatem ochrona klasycznych usług finansowych, oprócz efektu społecznego, przyczynia się do ochrony mechanizmów gospodarczych – w przypadku kryptoaktywów tego efektu nie ma – wskazuje ekspert.
Większość użytkowników kryptowalut opowiadała się za jak najmniejszą ingerencją państwa w sektor kryptoaktywów
Jak przytacza dr Mincewicz, szacuje się, że w 2025 r. ok. 750 milionów osób posiadało jakieś kryptoaktywo. – W Polsce, według mnie, jest ok. 3 miliony osób. Największą grupę użytkowników kryptowalut w Polsce stanowią młodzi, wykształceni, dobrze sytuowani mężczyźni, mieszkający w dużych miastach. Na podstawie swoich badań mogę powiedzieć, że osoby te chcą jak najmniej obecności państwa w całym sektorze lub też dopuszczają minimalną ingerencję, która będzie ich chroniła przed nieuczciwymi praktykami – mówi dr Mincewicz, choć warto zastrzec, że są to badania przeprowadzone przed aferą Zondacrypto.
Czytaj więcej
Nie chcę, by moje podatki szły na wsparcie ryzykantów i spekulantów, którym powinęła się noga. Na szczęście nie ja jedna.
Drugą grupę stanowią zwolennicy tzw. polityki przyjaznego współistnienia, której istota sprowadza się do wyeliminowania nieuczciwych praktyk i nadużyć na rynku, ale jednocześnie do zachęcenia nowych podmiotów i osób do bezpiecznego włączenia się w rozwój sektora kryptowalut.
– Sądzę, że ta grupa w związku z obecną sytuacją będzie rosła procentowo w całej populacji użytkowników, ale myślę, że mimo wszystko nie stanie się ona dominująca, szczególnie wśród osób, które rozumieją, dlaczego powstał bitcoin, rozumieją, jak działa technologia, na której się opiera. Użytkownicy kryptowalut w moich badaniach deklarowali zainteresowanie nowymi technologiami, przedstawiając się jako fani, a wręcz entuzjaści nowości lub też jako pozostający na bieżąco. Takie osoby rozumieją deficyty obecnego systemu gospodarczego, dostrzegają słabości i na pewnym etapie zaczęły poszukiwać alternatywy. Taką ponętną alternatywą stały się dla nich kryptoaktywa. To też osoby aktywne politycznie, deklarujące wyższy niż przeciętnie poziom uczestnictwa w wyborach – mówi dr Mincewicz, dodając, że sektor ten przyciąga także cwaniaków czy oszustów.
– W mojej ocenie dobrze zaprojektowana, przemyślana i skuteczna polityka dla całego sektora kryptoaktywów i firm oraz startupów działających w obszarze blockchaina może być szansą, którą Polska może i powinna wykorzystać, i bardzo bym chciał, aby to był efekt obecnej sytuacji. Sam w to jednak nie wierzę, obserwując dynamikę sporu politycznego oraz fakt, że sytuacja wokół kryptoaktywów została tak silnie wciągnięta do bieżących sporów jako wdzięczny, bo mało rozumiany temat – konkluduje dr Wojciech Mincewicz.