Pamiętam, jak kilka miesięcy temu wybuchła dyskusja dotycząca standardów rządowego procesu legislacyjnego w związku z projektem reformy Państwowej Inspekcji Pracy. Przedsiębiorcy zwracali wówczas uwagę, że informacje o zmianach pojawiały się w mediach społecznościowych wcześniej, niż dokumenty trafiły do powszechnie dostępnych zasobów Rządowego Centrum Legislacji (RCL). Trudno było to pogodzić z zapowiedziami rządzących na temat nowej jakości stanowienia prawa. Można było wówczas uwierzyć, że mamy do czynienia z niefortunnym wyjątkiem.

Czytaj więcej

Seniorzy lepiej chronieni przed nagłymi podwyżkami czynszu

Zapewnienia bez pokrycia

Sam minister Maciej Berek przyznał zresztą w niedawnym wywiadzie dla „Rz”, że nie wskazywałby tego projektu jako przykładu modelowej pracy legislacyjnej. Tłumaczył ten przypadek przedłużającymi się pracami Stałego Komitetu Rady Ministrów. Podkreślał jednocześnie, że przywiązuje dużą wagę do przejrzystości i jawności procesu legislacyjnego.

I dosłownie kilka dni po tych zapewnieniach muszę wrzucić kolejny kamyczek do rządowego ogródka.

Chodzi o projekt dotyczący najmu senioralnego. Osoby zainteresowane przebiegiem prac nad tymi zmianami (w tym ja) mogły ze zdziwieniem odkryć, że istnieje kolejna (trzecia już) wersja projektu ustawy. Zaskoczenie bynajmniej nie wynikało z faktu, iż to kolejna już odsłona rządowej propozycji, która pojawiła się w ostatnim czasie. Problem w tym, że nie została ona opublikowana na stronie RCL, czyli miejscu, które z założenia ma być centralnym repozytorium dokumentów legislacyjnych. Tam można znaleźć tylko stanowisko jednego z resortów i to do drugiej (starej) wersji. Zamiast tego dokument pojawił się na stronie partnera społecznego uczestniczącego w konsultacjach, tj. Związku Powiatów Polskich. Jak to odkryłam? Tylko i wyłącznie dzięki spostrzegawczości i czujności koleżanki redakcyjnej, która zwróciła mi na to uwagę. Dziękuję, Jolu!

Czytaj więcej

Paulina Szewioła: Obalam tezy o „artystach nierobach”

Standardy procesu legislacyjnego 

I znowu pojawia się pytanie (raczej retoryczne): czy proces legislacyjny ma być śledzony poprzez oficjalne narzędzia państwa, czy może poprzez przeglądanie stron internetowych uczestników konsultacji w nadziei, że ktoś opublikuje dokument szybciej niż administracja publiczna?

To nie ma nic wspólnego z transparentnością, o której zapewniał pan minister na naszych łamach. Jeżeli kolejne wersje projektów zaczynają krążyć poza oficjalnym obiegiem, to nawet najlepsze deklaracje o jawności tracą znaczenie praktyczne.

Obecna koalicja dochodziła do władzy pod hasłami przywracania standardów państwa prawa, przewidywalności i transparentności. Tym większe są wobec niej oczekiwania. Sama niestety nie przestrzega zasad, które uznaje za fundament dobrego rządzenia. Kolejny raz.

Czytaj więcej

Spór o skasowaną ustawę. Minister upomina Prezesa UOKiK. „Powinien ważyć słowa”