Spytam wprost – jest jakiś konflikt między rządem a Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów? Decyzja o zablokowaniu prac nad przygotowanym przez UOKiK projektem ustawy o kredycie konsumenckim nie jest chyba czymś codziennym.

W ogóle nie odczytuję tego w kategoriach konfliktu, natomiast mam dwa przemyślenia, kiedy czytam to, co pan prezes Chróstny opowiada. Po pierwsze uważam, że szef urzędu, który podlega premierowi, a prezes UOKiK-u jest urzędnikiem nadzorowanym przez prezesa Rady Ministrów, powinien ważyć słowa, gdy otrzymuje od premiera pismo, które w ramach nadzoru pozbawia go pewnych uprawnień. Bo opowiadanie w tym kontekście o lobby bankowym sprowadza się do mniej lub bardziej wysublimowanych sugestii, że ktoś w otoczeniu premiera uległ oddziaływaniu lobbingowemu, w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Ma pan na myśli słowa wypowiedziane przez prezesa Tomasza Chróstnego w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Odpowiadając na pytanie o powody zakończenia prac nad projektem ustawy o kredycie konsumenckim, powiedział, że nie doszacował wpływów bogatych instytucji finansowych.

Tymczasem było po prostu tak, że to ja wystąpiłem do premiera pisemnie z wnioskiem o pozbawienie pana Chróstnego uprawnień do prowadzenia prac nad tą ustawą, gdyż – i to jest drugi punkt, o którym chciałem wspomnieć – postępują one w sposób dalece niesatysfakcjonujący.

Czytaj więcej

Szef UOKiK o kulisach skasowania ustawy. „Zaskoczyły nas wpływy bogatych instytucji”

Co ma pan na myśli?

Dwie kwestie, które wynikają z mojego bieżącego monitorowania prac nad szeregiem różnych aktów prawnych. Po pierwsze dramatyczny timing, o którym pan prezes jakoś nie wspomniał w swym wywiadzie. Otrzymał on upoważnienie od premiera do tego, żeby pracować nad projektem ustawy implementującej dyrektywę dotyczącą umów o kredyty konsumenckie (CCD2; red.), już w kwietniu 2024 r., czyli ponad dwa lata temu. Przez te ponad dwa lata prezes UOKiK-u nie był w stanie doprowadzić tego projektu do takiego etapu, żeby rząd mógł się nad nim pochylić.

Czytaj więcej

Maciej Berek dla „Rzeczpospolitej”: Turboprzyspieszenie w rządzie oznacza wybór projektów cywilizacyjnych

To się czasem zdarza, bo projekty są trudne i prace nad nimi czasem rzeczywiście trwają długo. Tylko że upoważnienie było udzielone w kwietniu 2024 r., a wniosek o wpis do wykazu prac legislacyjnych, czyli o taką zgodę na start, na rozpoczęcie procesu, UOKiK wysłał do KPRM w styczniu 2025 r. Innymi słowy dziewięć miesięcy zajęło prezesowi UOKiK-u sporządzenie pisma wstępnego i pierwszej oceny skutków regulacji (OSR). Kolejne siedem miesięcy trwało, zanim projekt został skierowany do uzgodnień, opiniowania i konsultacji. Co oznacza, że między udzieleniem prezesowi UOKiK-u upoważnienia, a rozpoczęciem przez niego faktycznych prac upłynęło 16 miesięcy. Już samo to pokazuje, że coś tu jest nie tak. A przecież dyrektywy mają to do siebie, że są określone terminy na ich implementację i te terminy z góry są znane.

Co było dalej?

W kwietniu tego roku skierowałem do prezesa UOKiK-u pismo z pytaniem, co z tym projektem. Byłem motywowany nie tylko samymi terminami, ale też w ramach bieżącego monitorowania procesu legislacyjnego otrzymywałem powtarzające się sygnały o tym, że projekt jest obarczony licznymi nadregulacjami w stosunku do tego, co jest niezbędnym minimum wynikającym z implementacji. Poprosiłem Rządowe Centrum Legislacyjne o zweryfikowanie, czy faktycznie mamy do czynienia z nadregulacją i to się potwierdziło. Tymczasem myśmy, jako Rada Ministrów, wielokrotnie deklarowali, że tam, gdzie jest wdrażane prawo unijne, tam punktem wyjścia jest implementacja Zero Plus. Czyli wykonujemy dyrektywę w granicach, w których przepisy prawa unijnego tego od nas wymagają i nie doklejamy żadnych dodatkowych regulacji. Jeżeli jest potrzeba wprowadzenia innych rozwiązań do prawa krajowego, trzeba to zrobić osobnym aktem prawnym.

Czytaj więcej:

Prawo w firmie Deregulacja. Wciąż nie obalono wszystkich barier

Pro

Rolą prezesa UOKiK-u jest działanie w interesie konsumentów, więc może po prostu uznał, że skoro już przygotowuje projekt, to będzie działał kompleksowo.

Powtórzę – na to nie ma miejsca przy wdrażaniu dyrektywy. Po to zmieniliśmy regulamin pracy Rady Ministrów i ministrowie muszą oświadczać na specjalnym fragmencie formularza OSR, że nie ma nadregulacji, a jeśli jest, to z czego wynika. Pan prezes Chróstny może uważać, że trzeba coś zrobić szerzej niż to wynika z dyrektywy, ale nie jest on członkiem rządu i nie kreuje polityki rządu, tylko ją wykonuje. Jeżeli szef urzędu centralnego podległego premierowi nie rozumie, nie słyszy, nie odczytuje powtarzanych w przestrzeni publicznej komunikatów, że rząd jest zdeterminowany, żeby nie było nadregulacji, to raczej ośmieliłbym się powiedzieć, że problem jest po stronie odbioru przez niego pewnych komunikatów, a nie w tym, żeby on pozwalał sobie na supozycje dotyczące tego, z czego wynika negatywna ocena jego pracy.

A co do działania w interesie konsumentów. Pamiętam, jak na jednym z posiedzeń Stałego Komitetu Rady Ministrów dyskutowaliśmy nad potrzebą wprowadzenia przepisów dotyczących tzw. alkotubek (alkoholu sprzedawanego w opakowaniach wizualnie atrakcyjnych dla dzieci). Rozmawialiśmy też wtedy o problemie dostępności wyrobów tytoniowych dla osób niepełnoletnich. W tym kontekście zadałem prezesowi UOKiK-u pytanie, dlaczego podległa mu Inspekcja Handlowa nie reaguje na powszechnie znany fakt, że osoby niepełnoletnie bez problemu kupują w sklepach wyroby tytoniowe, a to przecież jest niezgodne z prawem. Pan prezes odpowiedział mi wtedy, że jego inspektorzy mogą co najwyżej sprawdzić zgodność oznaczeń na opakowaniu z przepisami, ale nie będą zajmowali się weryfikacją tego, komu papierosy są sprzedawane.

Czytaj więcej

Alkotubki wycofane, ale to nie koniec. Będą zmiany w prawie

Na kolejne pytanie, kto w takim razie ma się tym zająć, skoro nie Inspekcja Handlowa, odpowiedział, że każdy obywatel będący świadkiem takiej sytuacji może wezwać policję. Ta historia miała miejsce już wiele miesięcy temu, ale bardzo zapadła mi w pamięci, bo rzadko spotykam się z tak jawnym niezrozumieniem potrzeby efektywnej egzekucji obowiązującego prawa. Mogę więc jedynie podpisać się pod oczekiwaniem, aby UOKiK przede wszystkim zajął się skuteczną ochroną konsumentów na podstawie już obowiązującego prawa.

Od tej zasady Zero Plus nie ma żadnych wyjątków i jeśli jest potrzeba wprowadzenia dodatkowych przepisów, to trzeba przygotować dwa projekty? Jeden implementujący prawo unijne i drugi przewidujący większą ochronę konsumentów?

Taka jest zasada, a wyjątki od niej trzeba traktować wąsko. Zespół programowania, który wyraża zgodę na rozpoczęcie prac, już na starcie rozważa, czy ten dodatkowy zakres proponowanych rozwiązań jest zasadny i czy można nad nim pracować. Jest jednak jedno istotne zastrzeżenie – ta ewentualna nadregulacja nie może prowadzić do wypaczenia sensu dyrektywy, ani generować ryzyka opóźnienia w implementacji. Dyrektywę po prostu musimy implementować i nikt nie jest uprawniony, by coś do niej doklejać w sposób zaburzający cały proces.

Na czym polegała nadregulacja, którą zarzuca pan prezesowi UOKiK-u?

Podstawowa kwestia to fakt, że dyrektywa nie ma zastosowania do umów o kredyt, którego całkowita kwota przekracza 100 tys. euro – sprawy takich umów nie są objęte obowiązkiem transponowania tej dyrektywy. Ewentualne decyzje w tym zakresie nie mogą być uzasadniane implementacją prawa unijnego. Kolejny przykład, to objęcie regulacjami ustawy tzw. kart obciążeniowych, czego dyrektywa nie wymaga. RCL miało też uwagi np. co do braku uzasadnienia dla ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej polegającego na ograniczeniu kręgu podmiotów, które mogłyby świadczyć usługi doradcze.

Dokładnie ten sam zarzut – nadregulacji – jest formułowany przez prezydenta wobec przygotowanej przez rząd ustawy o kryptowalutach. Obydwa akty mają chronić konsumentów na rynku instrumentów finansowych.

Tylko że tu nie ma analogii. Prezydent, czy też raczej szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki, porównywał naszą ustawę z regulacją w Czechach. Zostało to zweryfikowane przez Ministerstwo Finansów i okazało się, że w Czechach implementacji dokonano w kilku aktach prawnych i łącznie ujęto w nich mniej więcej te same treści, co w polskiej ustawie.

Czytaj więcej

Gorąca debata w Sejmie o kryptoaktywach. Nie udało się obalić weta prezydenta

Gdy pojawia się sygnał nadregulacji, to ja po pierwsze sprawdzam go z ministerstwem, które nad ustawą pracuje. Potem z legislatorami RCL, którzy są niezależni i dokonują własnej oceny i wreszcie z urzędnikami obecnie MSZ, kiedyś KPRM odpowiedzialnymi za prawo unijne. Jeśli w trzech miejscach wyświetla mi się komunikat, że jest nadregulacja, to uznaję, że ona rzeczywiście występuje.

Wróćmy do pierwszej części pana argumentacji, czyli przedłużających się prac nad projektem. Teraz rząd będzie startował z nimi od zera. Czy to nie spowoduje jeszcze większego opóźnienia? A wspomniał pan, że jesteśmy związani terminem implementacji.

Oczywiście jest ryzyko, że będzie opóźnienie, dlatego że cały proces trzeba wystartować niejako od nowa. Rozmawiałem o tym z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem i ministrem finansów Andrzejem Domańskim i zdajemy sobie sprawę z tego ryzyka. Tylko nie przypadkiem wspomniałem o dwóch problemach – opóźnieniach i nadregulacji. I jeśli mam projekt, który na Komitet ds. Europejskich wchodzi z dużym protokołem rozbieżności, to ja, mówiąc potocznie, wiem, że nie przejdzie on przez Komitet Stały Rady Ministrów. Bo przygotował go urząd, który myśli i mówi publicznie co innego, niż wynika to z filozofii rządu.

Poza tym to stwarza problemy na dalszych etapach legislacyjnych. Wolę więc rozpocząć pracę od początku, choć wiąże się to rzeczywiście z pewnym ryzykiem i kosztami.

Ostatecznie projekt ustawy o kredycie konsumenckim trafił do Ministerstwa Sprawiedliwości, które nie słynie z szybkiego działania. Rząd dopiero co przyjął projekt ustawy znoszącej ubezwłasnowolnienie, nad którą prace trwały ponad dwa lata.

Po pierwsze, obydwa ministerstwa: sprawiedliwości i finansów wiedzą, że chodzi o projekt implementujący dyrektywę, który jest już opóźniony. Po drugie, ustawa o instrumentach wspieranego podejmowania decyzji, o której pan wspomniał, a która ma zastąpić ubezwłasnowolnienie, to regulacja zupełnie innego rodzaju. Dokonuje ona rewolucji w zakresie prawa cywilnego i była przygotowywana po bardzo poważnych konsultacjach. Przy tego typu projekcie, to ja bym raczej chwalił ministerstwo, że mamy wreszcie przepisy, które dokonują cywilizacyjnej zmiany godnościowej, a nie krytykował, że te konsultacje trwały tyle, ile trwały.

To może również przy projekcie dotyczącym kredytu konsumenckiego warto było od razu przeprowadzić za jednym zamachem tak szerokie konsultacje, żeby uniknąć problemów, jakie w przeszłości mieliśmy choćby z kredytami frankowymi? O nich m.in. w wywiadzie dla „Rz” wspominał prezes UOKiK-u.

Powtórzę – implementacja to implementacja, a realizowanie innych projektów służących realizacji nawet najbardziej słusznych celów ochrony konsumentów musi odbywać się oddzielnie. Taką regułę przyjęliśmy, taką regułę wyartykułowaliśmy, taką regułę mamy zapisaną w regulaminie. Ktoś inny może przyjąć sobie inne reguły, ale jeżeli rząd przyjął takie, to struktura administracyjna podległa rządowi musi się im podporządkować. Jesteś urzędnikiem podległym rządowi, to realizujesz filozofię rządzenia państwem, którą przyjmuje rząd.

Wielokrotnie w naszej rozmowie pada stwierdzenie o konieczności podporządkowania się prezesa UOKiK-u regułom przyjętym przez rząd. A przecież ma on gwarantowaną niezależność, czego konsekwencją jest choćby to, że premier nie może go odwołać z innych niż wskazane enumeratywnie w ustawie powodów.

Prezes jest organem chronionym przez prawo w zakresie, w którym pełni funkcję organu ochrony konsumentów i konkurencji. I w żadnym razie rząd nie ingeruje w te uprawnienia. Czym innym jest jednak inicjatywa ustawodawcza, bo tu, zgodnie z konstytucją, uprawnienia ma rząd. To są dwie różne przestrzenie.

Czytaj więcej

Fala skarg na banki. Sektor zmienia podejście

Co zaś do kadencyjności prezesa UOKiK-u – dobrze, że została ona wprowadzona przez naszych poprzedników i w pełni się z nią zgadzam. Choć warto przypomnieć, że kadencja ta powinna trwać pięć lat, a obecny prezes pełni swą funkcję już siedem lat. Nie jest żadną tajemnicą, że jak inne podobne zmiany, tak i ta została wprowadzona pod koniec poprzedniej kadencji, żeby zabetonować pewne stanowiska. W czwartym roku urzędowania prezesa UOKiK-u bez kadencji uchwalono ustawę, na podstawie której niejako na nowo objął on urząd już jako organ kadencyjny, na pięcioletnią kadencję.

Podkreśla pan zmianę reguł stanowienia prawa, którą wprowadził pana rząd. Jedną z nich miała być pełna transparentność. Tymczasem pojawiają się głosy, że różnie z tym bywa. Jak choćby przy projekcie wprowadzającym nowe uprawnienia dla Państwowej Inspekcji Pracy. Przedsiębiorcy skarżyli się, że informował pan na platformie X o pewnych zmianach w projekcie, wcześniej, niż mogli się z nim zapoznać na stronach RCL.

Przyjmuję ten zarzut dotyczący akurat tego projektu, ale to wynikało wyłącznie z przedłużających się prac Stałego Komitetu. Dyskusja nad nim była bardzo intensywna, a dopiero po jej przeprowadzeniu i wypracowaniu ostatecznej wersji mogliśmy ją zaprezentować. Dlatego zamieszczałem pewne komunikaty w przestrzeni publicznej, żeby informować o kierunku, w jakim postępują prace. Na pewno nie dawałbym tego projektu jako przykładu naszej modelowej pracy legislacyjnej.

Co do zasady kładę jednak duży nacisk na przejrzystość, jawność prac legislacyjnych. Urzędnicy RCL i KPRM mają obowiązek weryfikować, czy na dedykowanym portalu internetowym ministerstwa na czas zamieszczają komplet dokumentów ilustrujących przebieg procesu legislacyjnego. Zdarza mi się nie dopuścić projektu do rozpatrzenia na Stałym Komitecie Rady Ministrów, jeśli mam sygnał, że nie został jeszcze opublikowany na stronach RCL. To jedna ze zmian, jakie nastąpiły. Za poprzedniej ekipy czasem nie zamieszczano żadnych dokumentów z prac legislacyjnych w ogóle, czasem dokumentacja z etapów rządowych pojawiała się dopiero, kiedy ustawa została już przyjęta w Sejmie.