„Króciutko. Żadnych dopłat do kredytów, które podbijają ceny mieszkań – nie poprzemy” napisała szefowa Polski 2050 na „X”, komentując opisywany przez nas projekt Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Pod wpisem pojawiły się komentarze oburzonych, porównania do Lex deweloper i zarzuty bez pokrycia w faktach autorstwa ludzi, którzy z komentarza szefowej Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej wyciągnęli wniosek, że rząd uruchomi kolejne dopłaty do kredytów hipotecznych. Wpis Pełczyńskiej-Nałęcz zaskakuje mnie podwójnie. Po pierwsze dlatego, że zarówno w tekście „Rz”, jak i w samym projekcie nie ma mowy o żadnych dopłatach, a po drugie, z powodu wcześniejszego poparcia tego projektu przez resort funduszy.

„MFiPR po analizie przekazanych dokumentów uważa, że zmiany w tej ustawie należy ocenić co do zasady pozytywnie (…). Proponowane rozwiązanie jest rodzajem pomostu dla luki w finansowaniu inwestycji społecznych czynszowych i społecznych lokatorskich” – czytamy w opinii resortu przekazanej do szefa zespołu ds. programowania prac rządu.

Czytaj więcej

Państwo jednak pomoże przy kredycie na pierwsze mieszkanie. „Rz” dotarła do projektu

O co chodzi w gwarancji BGK na partycypację w TBS?

Przypomnę, że dziś dobrze zarabiający może kupić mieszkanie na kredyt bez wkładu własnego, ale gorzej zarabiający musi odłożyć grube tysiące złotych lub wziąć najdroższy kredyt gotówkowy, żeby wpłacić opłatę partycypacyjną TBS-owi czy SIM-owi, od którego chce wynająć mieszkanie. A przecież TBS-y i SIM-y mają zapewniać mieszkania mniej zarabiającym, którzy nie dostaną kredytu hipotecznego i dla których komercyjne stawki najmu są za wysokie. Partycypacja jest dziś największą barierą w dostępie do mieszkań w TBS czy SIM-ach, co zresztą zdiagnozował, między innymi, podległy minister Pełczyńskiej-Nałęcz Instytut Rozwoju Miast i Regionów. Zwykle wynosi ona od 15 do 30 proc. kosztów budowy. Dla młodych ludzi, samotnych rodziców i rodzin wielodzietnych to bariera nie do przeskoczenia.

Partycypacja w TBS czy SIM-ie to rodzaj wkładu własnego przy zakupie mieszkania za kredyt hipoteczny. Kogo stać na ten kredyt, ale nie ma pieniędzy na wkład własny, temu bank pożyczy pełną kwotę na zakup mieszkania, z zabezpieczeniem tej części, którą pokrywa wkład własny gwarancją Banku Gospodarstwa Krajowego. Kosztuje to kredytobiorcę 1 proc. gwarantowanej sumy, ale maksymalnie 1000 zł. Takiej właśnie gwarancji potrzebują osoby, które chcą wynająć mieszkanie od TBS czy SIM. I MRiT chce im tę gwarancję zapewnić.

Czytaj więcej

Co się stanie z cenami mieszkań jesienią? Są dwa scenariusze

Zero dopłat do kredytów mieszkaniowych i zero partycypacji

Trochę podstawowych informacji dla pani minister: gwarancja BGK to nie dopłaty do kredytu. Nie będzie miała żadnego wpływu na ceny mieszkań, bo mówimy o mieszkaniach wynajmowanych od TBS czy SIM. No chyba że zostaną wykupione, o prawo do czego walczyła Polska 2050, a wtedy mogą faktycznie trafić na rynek. Nawet jednak gdyby, to przypomnę, że stanowią w tej chwili ledwie 0,8 proc. krajowego zasobu mieszkaniowego. I tu jest pole do popisu dla MFiPR. Sprawić za pośrednictwem nadzorowanego przez minister Pełczyńską-Nałęcz KZN, by SIM-y budowały szybciej i efektywnie ekonomicznie dobrej jakości budynki wielorodzinne. Raport NIK z grudnia 2025 pokazał, że jest co poprawiać.

MFiPR mogłoby też postarać się, aby wpłat partycypacji w ogóle nie było.

Króciutko. Zerowa partycypacja i znaczne zwiększenie skali budownictwa społecznego to byłby game changer na rynku mieszkaniowym. A póki co, ułatwmy chociaż trochę życie tym, którzy nie mają odłożonych 100 tys. zł i pozwólmy im skorzystać z gwarancji BGK, za którą zapłacą.