Zaczęło się dość niepozornie – od maila zaniepokojonego klienta wysłanego do sekretariatu kancelarii. Pan Adam dopytywał się w nim, czy zostałem zatrzymany przez policję. Przyznam, że pytanie wydało mi się dość oryginalne. Przez prawie 15 lat wykonywania zawodu adwokata klienci pytali mnie o wiele różnych osobliwych rzeczy. Ale czy sam zostałem zatrzymany? Tego jeszcze nie było. Odpisaliśmy  więc krótko, że nie, nie zostałem zatrzymany, i wróciłem do swoich zajęć. Wydawało mi się, że jeśli zostałbym zatrzymany, to jednak coś na ten temat powinienem wiedzieć. Wtedy jednak jeszcze nie przeczuwałem, co czeka mnie w ciągu kilku najbliższych dni. Zdecydowanie też nie miałem pojęcia, że właśnie rozpoczyna się jedna z najdziwniejszych historii mojego zawodowego życia.

Jak się później okazało, kilka godzin wcześniej jeden z poczytnych i szanowanych portali opublikował tekst zatytułowany: „Znany adwokat Maciej Z. trafił do aresztu. W tle podrzucanie amunicji, dokumentów i kradzież tożsamości”.  Artykuł w sposób sensacyjny opisywał zarzuty, które były formułowane wobec zupełnie nieznanego mi, ale jak się okazało rzekomo znanego dziennikarzom, warszawskiego adwokata Macieja Z.  Z zatrzymanym adwokatem, muszę to jednak przyznać, łączyły mnie dokładnie dwie rzeczy: moje imię i pierwsza litera nazwiska. Nie zgadzał się wiek. Nie zgadzała się postura. Nie zgadzało się właściwie nic. A jednak Internet bardzo szybko ustalił, że chodzi właśnie o mnie. I muszę przyznać, że było to fascynujące doświadczenie.

Czytaj więcej

Ujawniamy kim jest Maciej Z., adwokat od fałszywych alarmów

Kryzys wizerunkowy. „W mediach społecznościowych pojawiały się moje niezanonimizowane zdjęcia w todze adwokackiej”

Od wielu lat jako adwokat zajmuję się kryzysami reputacyjnymi. Doradzałem klientom, których nazwiska trafiały na czołówki gazet. Występowałem niejednokrotnie przeciwko mediom. Pisałem o dezinformacji. Tłumaczyłem, jak działa internetowy hejt. Tym razem mogłem obserwować cały proces od środka. I muszę przyznać, że działa on imponująco.

W ciągu kilkudziesięciu godzin zostałem wielokrotnie aresztowany, skazany, pozbawiony prawa wykonywania zawodu, a nawet usunięty z życia publicznego. W mediach społecznościowych pojawiały się moje niezanonimizowane zdjęcia w todze adwokackiej opatrzone informacjami o tymczasowym aresztowaniu z uwagi na obawę matactwa oraz wysoką karę grożącą podejrzanemu, a także informacje, że wkrótce ma dojść do zawieszenia podejrzanego w prawie do wykonywania zawodu adwokata. Nie ma się w sumie co dziwić, skoro ów podejrzany miał fałszywie alarmować o zamachach na prezydenta Karola Nawrockiego oraz szefa MSZ Radosława Sikorskiego – „To koniec kariery znanego adwokata” – pojawiały się kolejne publikacje prasowe. Internauci domagali się wieloletniego więzienia. Niektórzy proponowali nawet karę śmierci, co było o tyle ciekawe, że od blisko trzydziestu lat nie obowiązuje ona w polskim prawie. O domniemaniu niewinności nawet nie będę wspominał, bo wszyscy dobrze wiemy, że jest ono całkowitą fikcją, a opinia publiczna wydaje wyrok skazujący jako pierwsza. Co szczególnie smutne – także niektórzy dziennikarze mediów ogólnopolskich powielali te nieprawdy.

Wikipedia również postanowiła nadążyć za wydarzeniami. Przez pewien czas, w tej najpopularniejszej na świecie internetowej encyklopedii, można było przeczytać, że zostałem aresztowany za podszywanie się pod osoby publiczne i organizowanie fałszywych alarmów oraz zamachów. Internet nie miał więc żadnych wątpliwości. Tylko rzeczywistość zachowywała się jakoś podejrzanie. Jak wynika z monitoringu mediów w ciągu kilku pierwszych dni pojawiło się kilka tysięcy różnych publikacji przypisujących mi bycie przestępcą, gdzie odsłony możemy liczyć w milionach użytkowników i to nie licząc telewizji oraz radia.

Czytaj więcej

Adwokat od doniesień o rzekomych zamachach podszywał się pod wiceministra

Kim był Maciej. Z? Prawda dociera ostatnia

W ten sposób spędziłem niedzielny piknik z moimi córkami oraz żoną z okazji Dnia Dziecka.  Odbierając telefony i dementując, że Maciej Z. to nie ja. Szczególnie interesujące było to, jak niewielkie znaczenie miały fakty. I to pomimo tego, że stosowny komunikat negujący moje związki z Maciejem Z. opublikowany był zarówno na stronie internetowej kancelarii, jak i w moich mediach społecznościowych. Numer do kancelarii również jest publicznie dostępny. Co więcej, w publicznie dostępnym Krajowym Rejestrze Adwokatów i Aplikantów Adwokackich znalezienie właściwej osoby zajmuje kilka minut. W warszawskiej izbie adwokackiej jest dokładnie 8 osób, które mogłyby odpowiadać opisowi „Maciej Z.”. Wystarczyłoby wykonać jeden telefon albo poświęcić chwilę na sprawdzenie informacji. Pominę już całkowicie fakt, że jako członkowi Trybunału Stanu przysługuje mi immunitet, który co do zasady powinien być w takim przypadku uchylony. A z tym, jak wiemy, po głośnej rozprawie Trybunału Stanu z przesuwanym krzesłem i krzykami na sali – nie jest tak łatwo.

Po co jednak cokolwiek sprawdzać, skoro można udostępniać? Współczesna dezinformacja nie działa dlatego, że ludzie kłamią. Działa dlatego, że nikt nie ma czasu sprawdzać. Liczy się szybkość. Emocja. Kliknięcie. Udostępnienie. Prawda zazwyczaj dociera na miejsce kilka godzin później. Czasem kilka dni później. A czasem wcale.

Współczesna dezinformacja nie działa dlatego, że ludzie kłamią. Działa dlatego, że nikt nie ma czasu sprawdzać. Liczy się szybkość. Emocja. Kliknięcie. Udostępnienie

Maciej Zaborowski, adwokat

Sprawa adwokata Macieja Z. Epilog

Po kilku dniach okazało się, że cała ta historia miała mało wspólnego z prawdą i bardziej przypominała głuchy telefon niż rzetelne informacje. Maciej Z. faktycznie został zatrzymany, ale bez jakiegokolwiek związku z ostatnią serią fałszywych alarmów, które dotknęły m.in. środowisko Telewizji Republika oraz osoby z rodziny prezydenta Karola Nawrockiego – a tak było przedstawiane w większości przekazów tło tego zatrzymania. Powstała więc osobliwa sytuacja, w której media i opinia publiczna pomyliły jednego Macieja Z. z drugim Maciejem Z., a następnie znaczna część tzw. komentatorów przypisała obu rzeczy, których nie zrobił żaden z nich.

Na koniec tej historii nie pozostaje mi nic innego, jak jedynie sparafrazować słynny cytat jednego z ojców amerykańskiej literatury Marka Twaina i powiedzieć: „Pogłoski o moim aresztowaniu były mocno przesadzone”.

Czytaj więcej

Maciej Zaborowski: Prawo karne w epoce influencerów