Ostatni tydzień przyniósł dwie ważne daty. W piątek minął rok, odkąd w fotelu ministra sprawiedliwości spokojnego i koncyliacyjnego prof. Adama Bodnara zastąpił zaprawiony w bojach z ziobrową machiną „reform” sędzia wojownik Waldemar Żurek. Przyznam, że sama byłam jedną z osób, które uwiodły jego – pokazane podczas pierwszego wystąpienia w nowej roli – entuzjazm, zapał, a przede wszystkim szczera wiara, że się wreszcie da sądowe pogorzelisko uprzątnąć. Uśmiechałam się trochę, słysząc powtórzone kilka razy „mam plan B”, ale dałam się przekonać, że człowiek, który niczym drwal (wszyscy pamiętamy nawiązanie podczas konferencji do początków edukacji ministra w technikum leśnym) zamierza wyrąbywać praworządność, dokładnie wie, co chce zrobić.