Ostatni tydzień przyniósł dwie ważne daty. W piątek minął rok, odkąd w fotelu ministra sprawiedliwości spokojnego i koncyliacyjnego prof. Adama Bodnara zastąpił zaprawiony w bojach z ziobrową machiną „reform” sędzia wojownik Waldemar Żurek. Przyznam, że sama byłam jedną z osób, które uwiodły jego – pokazane podczas pierwszego wystąpienia w nowej roli – entuzjazm, zapał, a przede wszystkim szczera wiara, że się wreszcie da sądowe pogorzelisko uprzątnąć. Uśmiechałam się trochę, słysząc powtórzone kilka razy „mam plan B”, ale dałam się przekonać, że człowiek, który niczym drwal (wszyscy pamiętamy nawiązanie podczas konferencji do początków edukacji ministra w technikum leśnym) zamierza wyrąbywać praworządność, dokładnie wie, co chce zrobić.

Rok ministra Żurka. Udany?

Co z tego wyszło po roku? Zabrakłoby liter alfabetu, by wymienić wszystkie alternatywne plany ministra, których wspólnym mianownikiem jest to, że spaliły na panewce. W sądach sytuacja nie poprawiła się ani na jotę (a zdaniem wielu wręcz się pogorszyła), reformy leżą, a nadzieję na to, że coś się zmieni stracili już chyba nawet najwierniejsi kibice ministra Żurka. Jak trafnie podsumował ostatnio w świetnym komentarzu na łamach „Rzeczpospolitej” dokonania byłego sędziego mój redakcyjny kolega Piotr Szymaniak, „Dużo PR-u, a efekty mizerne”.

A teraz czekamy na efekty działań Sylwii Gregorczyk-Abram w roli nowego rzecznika praw obywatelskich (jej wybór w ostatnią środę zatwierdził Senat). To kolejny przypadek, gdy fajterka zaprawiona w walce o praworządność zastępuje spokojnego i koncyliacyjnego profesora, w tym przypadku Marcina Wiącka.

No to zaczynamy odliczanie.

Zapraszam do lektury najnowszego wydania „Tygodnika Prawników”.

Czytaj więcej

Rok ministra Żurka. Sukcesu nie było