Na jednym z popularnych portali społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym jacyś młodzi ludzie, w foliowych kamizelkach z nazwą swojej organizacji, której z oczywistych względów nie wymienię, oblewają substancją przypominającą ekskrementy dom oraz sklep prowadzony przez bliżej nieznanych mi celebrytów.
Jeśli dobrze odczytuję ich „przesyłanie", to celem akcji miało być rzekomo zwrócenie uwagi na wszechobecny konsumpcjonizm i wynikający z niego szkodliwy wpływ na zmiany klimatyczne. Jest to zapewne jakaś kolejna „odnoga" ruchów klimatycznych, które z niezrozumiałych dla mnie powodów uważają, że im bardziej kontrowersyjną, a mówiąc bardziej kolokwialnie – im głupszą akcję przeprowadzą, tym większe poparcie zyskają dla głoszonych przez siebie postulatów.
Czytaj więcej
Spis inwentarza to wciąż niedoceniana działalność komornika, która może uratować spadkobierców.
Jednak to nie sama akcja owych młodych ludzi zwróciła moją uwagę, a komentarze zamieszczone pod filmem. Poza spodziewanymi w tej sytuacji inwektywami, tudzież mniej lub bardziej cennymi spostrzeżeniami na temat tego rodzaju wydarzeń, jednymi z częściej pojawiających się wątków były te dotyczące konsekwencji, jakie rzekomo ponieść mają owi „aktywiści".
Przykłady? „To teraz zapłacicie taką grzywnę, że odechce się wam takich akcji”, „I cyk. Pozew pójdzie, będzie do zapłaty kupa kasy i się odechce durnych pomysłów”, czy też „Mam nadzieję, że będzie pozew i latami będą to spłacać.”
Nawiasem mówiąc, podobnej treści komentarze pojawiają się przy wielu innych materiałach, również takich, które dotyczą na przykład kierowców nagminnie łamiących przepisy, czy też osób, które permanentnie dopuszczają się niszczenia mienia albo zakłócania porządku.
Jakkolwiek budująca może wydawać się wiara komentujących w moc prawa, sprawiedliwość społeczną oraz nieuchronność kary, to niestety rzeczywistość jest w ogromnej większości takich przypadków bardzo brutalna. A sprowadza się do tego, że nawet jeśli organom ścigania uda się doprowadzić do ukarania takich osób grzywną, względnie osobom pokrzywdzonym uda się uzyskać wyrok nakazujący pokrycie kosztów naprawy uszkodzonego mienia, tudzież zadośćuczynienie za naruszenie dobrego imienia czy też inną formę rekompensaty finansowej, to najczęściej osoby zobowiązane do zapłaty nie regulują tego, co zgodnie z wyrokiem powinny.
3,5 mln osób posiada „immunitet egzekucyjny”
Oczywiście w tym momencie pojawia się pytanie: „A od czego mamy komorników?”. I jest to pytanie zrozumiałe. Zadaniem komornika sądowego jest wyegzekwowanie należności wynikającej z wyroku, czy też nałożonej grzywny. Jednak mam przekonanie graniczące z pewnością, że w opisanych powyżej przypadkach, finalnie okaże się, że albo osoby zobowiązane do zapłaty należą do blisko miliona osób pozostających bez pracy, albo co zdecydowanie bardziej prawdopodobne, do około trzech i pół miliona osób posiadających „immunitet egzekucyjny”.
Ta coraz liczniejsza grupa, to osoby zarabiające minimalne wynagrodzenie, które w naszym kraju jest w całości zwolnione od egzekucji sądowej, co w praktyce oznacza brak realnych konsekwencji dla osób, które same z siebie nie będą chciały uregulować zobowiązań wynikających z ich działania. Innymi słowy, niezależnie od nakładu pracy, zaangażowania, kreatywności, czy też poniesionych przez komornika kosztów (przypominam, że w Polsce komornicy nie otrzymują wynagrodzenia jak na przykład sędziowie, czy prokuratorzy), z góry wiadomo, że jeśli dłużnik otrzymuje minimalne wynagrodzenie, egzekucja będzie bezskuteczna. Bo takie jest prawo.
Piszę o tym problemie po raz kolejny, ale jak widać nadal za mało…
Autor jest komornikiem sądowym w Lipnie
Czytaj więcej
Solidni dłużnicy tracą przez tych, którzy z premedytacją nadużywają ochrony.