Głośne postępowania, komunikaty dotyczące wykrywania manipulacji, a także wysokie kary administracyjne… Komisja Nadzoru Finansowego pokazuje pazury?
Bo jest między innymi od tego, żeby konsekwentnie i bardzo wnikliwie analizować wszystkie zjawiska, które mogą podważać bezpieczeństwo obrotu lub zaufanie inwestorów. Trzeba pamiętać, że rynek kapitałowy funkcjonuje dobrze tylko wtedy, gdy uczestnicy mają poczucie, że obowiązują na nim jasne reguły gry i że są one egzekwowane. Dlatego wszelkie przypadki manipulacji, wykorzystywania informacji poufnych czy innych nadużyć będą przez nas identyfikowane i eliminowane jak najszybciej. Dysponujemy nowoczesnymi narzędziami analitycznymi oraz systemami monitoringu, które pozwalają wykrywać nieprawidłowości skuteczniej niż jeszcze kilka lat temu. Jednocześnie nie chcemy, by działania nadzorcze były postrzegane wyłącznie przez pryzmat represji. Naszym celem jest również, a może przede wszystkim, rozwój rynku kapitałowego i zwiększanie zainteresowania nim zwłaszcza wśród inwestorów indywidualnych. Aby to osiągnąć, trzeba jeszcze wykonać sporą pracę, do której staramy się aktywnie przyczyniać. Jednym z wielu przykładów może być onboarding klientów detalicznych wchodzących na rynek kapitałowy.
Czyli uproszczenia dla inwestorów?
W pewnym zakresie tak, ale trzeba bardzo precyzyjnie określić, czego te uproszczenia mają dotyczyć. Chcemy, aby proces wejścia klienta na rynek w przypadku instrumentów nieskomplikowanych był bardziej racjonalny, prostszy i mniej zniechęcający. Dziś zdarza się, że osoba, która chce rozpocząć inwestowanie, już na samym początku trafia na rozbudowane formularze, skomplikowane ankiety i procedury. W praktyce bywa to barierą wejścia. Tymczasem przy produktach relatywnie prostych i zrozumiałych nie ma uzasadnienia, aby na przykład brak doświadczenia inwestycyjnego wykluczał klienta z możliwości inwestowania. Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z ochrony inwestora. Chodzi raczej o proporcjonalność wymogów względem poziomu ryzyka.
Czytaj więcej
Osobiste Konto Inwestycyjne to rozsądny pomysł, który obok PPK może stać się ważnym elementem nowoczesnego oszczędzania i dopalaczem dla giełdy. Pr...
To trochę brzmi, jak odejście albo złagodzenie ankiety MiFID.
Nie nazwałbym tego tak. Chcemy po prostu w pełni skorzystać z przestrzeni, którą daje MiFID. Czasami można odnieść wrażenie, że osoby odpowiedzialne za compliance w części instytucji finansowych interpretowały wymogi MiFID w sposób skrajnie zachowawczy. Efekt był taki, że procedury zaczynały żyć własnym życiem i stawały się celem samym w sobie. MiFID nie zakłada przecież, że inwestorowi bez doświadczenia należy uniemożliwić zdobycie go, jeśli chce zainwestować w nieskomplikowane instrumenty, których bazową mechanikę rozumie. Regulacje powinny chronić klienta, ale jednocześnie nie mogą całkowicie blokować dostępu do zrozumiałych instrumentów osobom, które dopiero zaczynają inwestować.
Czyli rynek w pewnym momencie przesadził i był zbyt ostrożny?
Nie generalizowałbym, bo nie wszystkie instytucje działały w ten sam sposób. Natomiast rzeczywiście zdarzały się przypadki nadmiernej ostrożności. Trzeba też jasno powiedzieć, że bez pewnych zmian legislacyjnych trudno będzie ten proces przeprowadzić w sposób trwały i prawidłowy. Nie będzie tak, że KNF po prostu zmieni interpretację i nagle wszyscy zaczną działać według zupełnie nowych zasad. Mówimy raczej o uporządkowanej zmianie, prowadzonej wspólnie z regulatorem, czyli z Ministerstwem Finansów. Chcemy wypracować rozwiązania, które będą spójne, bezpieczne i jednocześnie praktyczne.
Po tym gorsecie regulacyjnym teraz pójdziemy bardziej w drugą stronę?
Naszą intencją nie jest przechodzenie z jednej skrajności w drugą. Nie chodzi o całkowite rozluźnienie zasad. Nawet wśród produktów uznawanych za nieskomplikowane istnieją przecież takie, które mogą wiązać się z podwyższonym ryzykiem. Dotyczy to chociażby części produktów funduszowych. Dlatego kluczowe jest podejście oparte na adekwatności. Im większe ryzyko i bardziej złożona konstrukcja produktu, tym większa powinna być pewność, że klient rzeczywiście rozumie mechanizm jego działania.
Jakie produkty UKNF zalicza do kategorii nieskomplikowanych?
Tę kategorię definiują zarówno przepisy krajowe, jak i MiFID. Do najbardziej oczywistych przykładów należą akcje, obligacje, ETFy w reżimie UCITS czy standardowe produkty funduszowe. To są instrumenty, których mechanika jest stosunkowo przejrzysta i które przeciętny inwestor może dość łatwo zrozumieć.
W tym obszarze łagodniejsze podejście. To, gdzie w takim razie nastąpi „przykręcenie śruby”?
Nie używałbym określenia „przykręcanie śruby”, bo naszym celem nie jest zwiększanie restrykcyjności dla samej restrykcyjności. Będziemy jednak konsekwentnie oczekiwać pełnej zgodności z wymogami MiFID-u w odniesieniu do instrumentów skomplikowanych i wysokiego ryzyka. To właśnie tam inwestorzy najczęściej ponoszą straty wynikające nie tylko z ryzyka rynkowego, ale również z niezrozumienia samego produktu. Rynek kapitałowy nie może funkcjonować jak hazard. Inwestowanie powinno opierać się na świadomych decyzjach, rozumieniu ryzyka i budowaniu długoterminowej wartości – zarówno dla inwestorów, jak i całej gospodarki. Dlatego tam, gdzie produkty są bardziej złożone, oczekiwania dotyczące wiedzy klienta i jakości procesu onboardingowego będą odpowiednio wyższe.
Czytaj więcej
Rafał Kiliński rezygnuje z funkcji członka zarządu PZU – poinformowała spółka. Dymisja nastąpiła w miesiąc po powołaniu go na tę funkcję, „w trosce...
Głównie chodzi o CFD? Kara dla jednego z brokerów jest tutaj wymowna.
Analizujemy obecnie sposób oferowania produktów CFD – zarówno przez krajowych brokerów, jak i podmioty działające transgranicznie. Na tym etapie nie chciałbym przesądzać o ewentualnych dalszych działaniach czy komentować konkretnych spraw. Mogę natomiast powiedzieć, że interesuje nas przede wszystkim to, jak wygląda proces oferowania tych produktów klientom, w jaki sposób badane jest doświadczenie, wiedza i zrozumienie przez inwestorów ryzyk związanych z tą klasą instrumentów – a nie inwestowaniem na rynku kapitałowym w ogóle – i czy cały proces rzeczywiście odpowiada standardom wynikającym z MiFID-u.
Kary i wykrywanie nieprawidłowości to jedno. Ostatnio głośna kara dla firmy XTB pokazuje, że sprawy potrafią trwać długo, a wymiar kary przychodzi dopiero po kilku latach.
Naszym głównym celem nie jest samo prowadzenie kolejnych postępowań i nakładanie kar. Znacznie bardziej zależy nam na tym, by rynek dostosowywał swoje praktyki zanim konieczne będą formalne działania nadzorcze. Chcemy, aby podmioty oferujące bardziej skomplikowane instrumenty już teraz zmieniały sposób działania i dopasowywały onboarding do rzeczywistego poziomu ryzyka. Innymi słowy, naszym celem nie jest nakładanie za kilkanaście miesięcy kolejnych rekordowych kar, tylko doprowadzenie do tego, by w perspektywie kilku miesięcy rynek działał w pełni prawidłowo. Jedynie w wariancie, do którego mam nadzieję, że nie dojdzie – braku konstruktywnego podejścia do tego dialogu ze strony uczestników rynku – będziemy wytaczać działa. Oczywiście jeśli to będzie konieczne, nie zawahamy się wytoczyć te największe.
KNF chce dziś działać bardziej prewencyjnie niż represyjnie?
Zdecydowanie tak. Zależy nam na tym, by rynek kapitałowy rozwijał się technologicznie, produktowo i marketingowo. Silny i nowoczesny rynek kapitałowy jest potrzebny całej gospodarce. Nie postrzegam roli UKNF wyłącznie jako instytucji, która „bije po łapach”. Wiem, że dokładnie takie samo podejście ma Przewodniczący Jastrzębski. Naszą rolą jest przede wszystkim wspieranie rozwoju rynku. Oczywiście jeśli pojawi się ryzyko patologii albo będziemy widzieć działania zagrażające inwestorom, wtedy będziemy reagować szybko i zdecydowanie. Ale podstawowy cel stanowi doprowadzenie do sytuacji, w której rynek – pod naszym czujnym okiem – funkcjonuje zgodnie z zasadami, kiedy nie ma na nim przestrzeni na patologie.
A gdzie dziś KNF widzi największe ryzyka i patologie?
Przede wszystkim tych patologii jest coraz mniej. Polski rynek kapitałowy wyraźnie się profesjonalizuje i cywilizuje. To bardzo ważne. Moim zdaniem nie warto wracać do historycznych spraw ani dawnych nieprawidłowości, które w wielu przypadkach zostały już zakończone karami i działaniami nadzorczymi. Mogę natomiast raz jeszcze zapewnić, że bardzo dokładnie monitorujemy wszystko, co dzieje się na rynku. Dysponujemy narzędziami analitycznymi pozwalającymi śledzić dane praktycznie na bieżąco i bardzo konsekwentnie, z determinacją z nich korzystamy.
W przeszłości można znaleźć jednak przypadki, w których brokerzy za nieprawidłowości tracili nawet licencję na prowadzenie działalności maklerskiej.
Jeszcze raz podkreślę i chcę, aby to jasno wybrzmiało: naszym celem jest nie tylko wykrywanie problemów. Przede wszystkim chcemy wspierać rozwój rynku – nowych produktów, nowych nisz i nowych modeli działania. A gdy widzimy sygnały ostrzegawcze, staramy się reagować proporcjonalnie. To oznacza, że nie sięgamy od razu po najcięższe środki, jeśli problem można rozwiązać szybciej i mniej inwazyjnie. Z drugiej strony nie możemy dopuścić do sytuacji, w której duże ryzyka pozostają bez reakcji.
Jaki jest największy problem polskiego rynku kapitałowego?
Paradoksalnie nie są nim patologie, tylko mały dynamizm, czasami wręcz anachroniczność i prowincjonalność części segmentów. Kiedy zajmuję się niektórymi z nich, mam wrażenie, że cofam się w czasie o dwadzieścia lat. A rynek światowy, rynek krajów, do których aspirujemy, jest dzisiaj w zupełnie innym miejscu – działa nowocześniej, sprawniej, taniej, na większą skalę. Krótko mówiąc, polski rynek kapitałowy wciąż nie odpowiada skali i poziomowi rozwoju naszej gospodarki. To efekt wieloletnich zaniedbań – zarówno po stronie publicznej, jak i prywatnej. Dziś najważniejsze jest więc skoordynowanie działań wszystkich uczestników rynku: Ministerstwa Finansów, nadzoru instytucji finansowych i organizacji branżowych. Widzimy determinację po stronie Ministra Domańskiego, resortu finansów i samego rynku. Naszą rolą jest pomóc te działania uporządkować i przyspieszyć.
Co to oznacza w praktyce?
Chodzi o działania, które będą się wzajemnie uzupełniały i wzmacniały. Dobrym przykładem są portfele modelowe. To rozwiązanie, które może ułatwić inwestowanie i jednocześnie wspierać rozwój nowych produktów. Podobnie wygląda wspomniana już kwestia zmian dotyczących onboardingu czy prace nad nowym podejściem do funduszy cyklu życia. Każdy z tych elementów osobno jest ważny, ale największy efekt pojawi się wtedy, gdy wszystkie zaczną działać razem i wzajemnie się napędzać. Nie chodzi więc o pojedynczą reformę, ale o stworzenie całego ekosystemu wspierającego rozwój rynku kapitałowego.
Nie da się też nie dostrzec informacji o wykrywaniu manipulacji rynkowych.
Zależy nam na transparentności podejmowanych działań, bo to, w mojej ocenie, stanowi warunek ich profesjonalizmu i wiarygodności. Natomiast mam nadzieję, że takich przypadków będzie coraz mniej. Liczę, że szybkość i przejrzystość naszych działań będzie odstraszać od niepożądanych praktyk tych, którzy w innych warunkach zaangażowaliby się w szkodliwy proceder.
Tutaj znowu od wykrycia manipulacji do kary droga jest daleka.
Oczywiście to trochę trwa. Już zebranie materiału potrzebnego do zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wymaga sporej pracy. Potem sprawa prowadzona jest przez organy, na których tempo działania nie mamy wpływu. Natomiast to mnie w żaden sposób nie zniechęca do tego, żeby UKNF działał szybko i zdecydowanie.
Organy państwa w tej kwestii znają się na rzeczy?
Zawsze mogą znać się lepiej, bo przecież zawsze może być lepiej. Natomiast to, co jest dla nas istotne, to fakt, że już teraz UKNF wypracował mechanizmy współpracy ze wszystkimi organami ścigania. Poza tym na wniosek Przewodniczącego Jastrzębskiego minister Żurek powołał zespół, którego cel stanowi wzmocnienie procesu ścigania i przeciwdziałanie szeroko pojętym przestępstwom inwestycyjnym. Jesteśmy tam bardzo aktywni. Niedługo, bo w czerwcu, prace tego zespołu zostaną skonkludowane. Liczę, że po zmianach, które nie tylko będą miały charakter legislacyjny, ale też organizacyjny i technologiczny oraz kompetencyjny, ściganie przestępców i przeciwdziałanie oszustwom inwestycyjnym będzie przebiegało dużo sprawniej. Nie tylko w odniesieniu do regulowanego rynku kapitałowego, ale dużo szerzej – gdy w grę wchodzą jakiekolwiek patologie mające charakter oszukańczy, w których przynętę stanowi rzekoma inwestycja.
Potrzebujemy sądu rynku kapitałowego?
Nie potrzebujemy.
Dlaczego?
Bo jaki miałby to być sąd: cywilny, karny, administracyjny, upadłościowy? Osobom nierozumiejącym, jak działa system sądowy, łatwo jest mówić, że powstałaby wyspa szybkiego, sprawnego i profesjonalnego wymiaru sprawiedliwości na potrzeby rynku kapitałowego. A w innych sprawach może być według nich inaczej, chociaż przecież sprawy dotyczące rynku kapitałowego to po prostu rodzaj spraw gospodarczych. W każdej sprawie gospodarczej szybkość i profesjonalizm sądu mają kluczowe znaczenie i wszystkie sprawy gospodarcze są ważne dla prawidłowego funkcjonowania gospodarki. Oczywiście te związane z rynkiem kapitałowym mogą być szczególnie skomplikowane. Ale nie muszą. Specyfika spraw dotyczących rynku finansowego nie uzasadnia więc wniosku o konieczności robienia wyłomów systemowych we właściwości sądów. W najważniejszej moim zdaniem grupie spraw – to znaczy sprawach karnych – możemy osiągnąć poprawę bez zmian szyldów, nowych tworów instytucjonalnych, wyłomów w zasadach kognicji sądów itp. Kluczem, nad którym pracuje zespół, o którym przed chwilą wspomniałem, są lepsze szkolenia dla sędziów, lepsze i szybciej przygotowywane opinie biegłych, szybsze działania policji i prokuratury.
A może należy powołać specjalny wydział w prokuraturze?
W prokuraturze już właściwe kompetencje są scentralizowane, a proces koordynacji opartej o tę strukturę będzie jeszcze większy. Podobnie w przypadku policji.
Zależy nam też na tym, aby działania organów ścigania były bardzo szybkie, wyraźnie krótsze niż w ciągu 24 godzin od pierwszych zgłoszeń dotyczących oszustw. W wyniku prac zespołu, o którym wspomniałem, powinny powstać mechanizmy, które będą w bardzo szybki sposób informowały wszystkich, którzy powinni dostawać te informacje, o tym, że dochodzi do nieprawidłowości. Jest jednak za wcześniej, aby zdradzać wszystkie szczegóły.
Rynek kapitałowy cały czas się zmienia. Kiedyś inwestorzy patrzyli na maklerów, analityków, zarządzających. Dzisiaj mamy samozwańczych ekspertów rynkowych. To jest dla Was problem?
Jeżeli rekomendacje są nieprawdziwe, mają charakter oszukańczy lub ukrywają konflikt interesów – to zdecydowanie tak. Mam nadzieję, że skala tego problemu będzie malała w wyniku skuteczniejszego przeciwdziałania oszustwom inwestycyjnym w wyniku prac wspomnianego zespołu przy ministrze sprawiedliwości.
Co znaczy nieprawdziwe i oszukańcze?
Namawiające do ulokowania środków w niekorzystną inwestycję lub pseudoinwestycję. Takim działaniom UKNF, ale także inne właściwe instytucje, powinny przeciwdziałać. Liczymy, że skuteczne zwalczanie przypadków, kiedy mamy do czynienia z popełnieniem przestępstwa czy podejrzeniem jego popełnienia, na podobnej zasadzie jak nasze działania względem manipulacji, będzie miało charakter prewencyjny i odstraszający. Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że nie da się uciec od tego, aby w internecie, w mediach społecznościowych, ludzie komunikowali się na tematy inwestycyjne. Nie jesteśmy więc przeciwni działalności fininfluencerów. Zależy nam jednak na tym, żeby ta działalność była oparta na odpowiednich standardach.
Zamknięte grupy inwestorskie, tzw. abonamenty… temu też będzie się przyglądać?
Doradztwo inwestycyjne stanowi działalność regulowaną i nadzorowaną. Ale nie zamierzamy tej kategorii interpretować rozszerzająco, bo inwestorzy detaliczni potrzebują wiedzy i edukacji. Nie chcemy przeciwdziałać poradom, które mają dla nich wartość dodaną, nie rodzą konfliktu interesów ani nie mają charakteru oszukańczego. To, że ktoś bierze za takie porady pieniądze, też nie stanowi samo w sobie okoliczności wykluczającej dopuszczalność tego rodzaju działalności, jeśli odbywa się w sposób transparentny dla osób, którym przekazywane są informacje. Oczywiście inaczej wygląda sytuacja, kiedy tego typu działalność nie służy inwestorom.
Tylko po drugiej stronie są pracownicy firm inwestycyjnych, którzy boją się powiedzieć coś konkretnego publicznie, bo obawiają się reakcji z waszej strony albo nie przechodzi to przez ich działy compliance.
Zdajemy sobie z tego sprawę, dostrzegamy ten problem i działamy również w tym obszarze. Po konsultacjach z rynkiem zaproponowaliśmy Ministerstwu Finansów rozszerzenie zakresu kompetencji pracowników autoryzowanych. Do tego konieczna będzie niewielka zmiana legislacyjna. Przy czym istotne jest dla nas, żeby za zwiększonym zakresem uprawnień pracowników autoryzowanych szły odpowiednie wymogi względem ich przygotowania merytorycznego. Chcemy wykluczyć sytuację, w której rozszerzamy spektrum działań możliwych do realizacji przez pracowników autoryzowanych, a oni nie są w stanie odpowiednio doradzić, bo nie mają niezbędnych kompetencji.
Pracownicy firm inwestycyjnych będą mogli więc publicznie doradzać i mówić o rynku w szczegółach?
Doradztwo inwestycyjne pozostanie odrębną działalnością funkcjonującą w odrębnym reżimie prawnym. Autoryzowany pracownik będzie mógł zrobić więcej niż teraz, ale nie będzie mógł świadczyć doradztwa inwestycyjnego. Natomiast zależy nam na wyeliminowaniu sytuacji, obecnie powszechnej, w której pracownik instytucji finansowej praktycznie o nic nie może zapytać ani niczego wyjaśnić – kiedy przychodzi do niego zupełnie niewyedukowany finansowo klient – aby nie narazić się na ryzyko zakwalifikowania jego odpowiedzi jako doradztwa inwestycyjnego.