„Nadzieja jest najlepszą towarzyszką nieszczęścia.”
William Shakespeare, „Cymbelin”
Pisanie felietonów ma jedną, niepowtarzalną zaletę – w zasadzie można pisać w nich o wszystkim, co przychodzi na myśl autorowi. Jedynym ograniczeniem tematyki jest to, że niektóra zwyczajnie nie będzie interesująca. A jak wiadomo powszechnie, celem każdego felietonisty jest wzbudzenie zainteresowania Czytelnika. Rzecz ujmując prawniczo i karnistycznie – felietonista działa zawsze z góry powziętym zamiarem czarowania i uwodzenia Słowem. I w wykonaniu owego, z góry powziętego zamiaru, ma prawo uciekania się do nieomal wszelkich sztuczek stylistycznych, do celu prowadzącego.
Bywają oczywiście przypadki, że nawet największe starania autora, na wzbudzenie zainteresowania odbiorcy okazują się być zwyczajnym usiłowaniem nieudolnym. I nie ma większego nieszczęścia dla autora, jak radosne miny potencjalnych czytelników, omijających wzrokiem, z mozołem wystukane przez niego frazy.
Aby samemu nie stanąć na krawędzi rzeczonego wyżej usiłowania, pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że jeszcze nie zanudziłem Cię Czytelniku. Nadzieja moja jest tym większa, że jakiś czas temu uświadomiłem sobie ogrom pesymizmu, regularnie sączącego się z moich wcześniejszych felietonów. W dobie wybuchającej kwitnącymi bzami i kasztanami wiosny postanowiłem poruszyć więc wątki bardziej optymistyczne, z jej powiewami korespondujące.
I nawet kolejny zimny front atlantycki, paraliżujący właśnie za oknami mej kamienicy przechodniów na ulicach, nie jest w stanie odwieść mnie od tej idei.
Czytaj więcej
Sejm wybrał 15 sędziowskich członków Krajowej Rady Sądownictwa. Po raz pierwszy od 2018 r. kandydatury wyłoniło samo środowisko sędziowskie, a poli...
Nowa KRS, czyli nieoczekiwana zmiana miejsc
Bijąc się w pierś i kajając za odmęty wcześniejszego pesymizmu, zwracam uwagę Czytelników na niedawno przeprowadzone w (niektórych) sądach „wybory” sędziów, kandydujących do Krajowej Rady Sądownictwa. To wiekopomne wydarzenie, które na pewno rezonować będzie w analizach konstytucjonalistów i historyków. Bo oto ci, którzy jeszcze nie tak dawno bojkotowali wprowadzony przez poprzedni rząd system wyborów do tegoż gremium, z dnia na dzień stali się jego gorliwymi uczestnikami. Ci natomiast, którzy wcześniej gorliwie w nim uczestniczyli z nadania wcześniej panujących – stali się jego zagorzałymi krytykami. Co oczywiście nie stoi na przeszkodzie temu, aby wciąż w nim uczestniczyć.
Już teraz ciekaw jestem optymizmu pana prezydenta, któremu przyjdzie współpracować z nowo powołaną Krajową Radą Sądownictwa. Bo jeśli do wyników tych „wyborów” podejdzie pesymistycznie, możemy zapomnieć o nominacjach sędziowskich co najmniej do kolejnych wyborów. Parlamentarnych rzecz jasna.
Nie dajmy się jednak tej pesymistycznej wizji, skoro jest tyle powodów do optymizmu. No bo ucieczka Zbigniewa Ziobry do Stanów Zjednoczonych każdego obrońcę praworządności powinna napawać radością. Od siedmiu miesięcy nie udało się rozpoznać zażalenia na postanowienie o jego tymczasowym aresztowaniu, a kwestia wydania Europejskiego Nakazu Aresztowania jest mniej więcej na takim etapie, na jakim znajdował się rozwój sieci telefonicznych w Europie na początku XX stulecia. Rejterada byłego ministra sprawiedliwości zatem to akt łaski dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, uwalniający go od przygniatającego ciężaru tej sprawy. A także akt łaski dla pana premiera, który nie będzie musiał pokrętnie tłumaczyć z jakich to powodów wymiar sprawiedliwości znowu działa tak nieudolnie.
Czytaj więcej
Zbigniew Ziobro jest dla PiS w Stanach Zjednoczonych bardziej szkodliwy i kłopotliwy, niż gdyby siedział w areszcie w Polsce, gdzie mógłby odgrywać...
Sprawność i nade wszystko skuteczność obrony Zbigniewa Ziobry także powinna być powiewem optymizmu. W końcu zadaniem adwokata jest bronić klienta, czyniąc wszystko, aby pomóc uniknąć mu kary więzienia. Adwokat pana Ziobry niewątpliwie czyni to skutecznie, lecz w obecnych czasach prawdziwą klasę pokazują ci adwokaci, którzy sami odsiadki unikają. Przypadków takich jest coraz więcej i nikt nie wmówi mi, że adwokat od trumien na kółkach na odrobinę podziwu nie zasługuje. Bezczelny – jak na adwokata przystało, ostro wydziarany – patrz wyżej. Instagram i Facebook miał też opanowany. No może był zanadto arogancki, nie tylko wobec przepisów prawa o ruchu drogowym, ale powinniśmy się już przyzwyczaić, że te przepisy w naszym kraju czyta się i interpretuje tak, jak nam wygodnie.
Optymizmu nie powinno zabijać to, że chłopaka dosyć szybko złapano. Są przecież tacy, którzy wciąż odsiadki skutecznie unikają. A jak wiadomo skuteczność osadzania, tak samo jak do kraju sprowadzania, jest żywym dowodem sprawności wymiaru sprawiedliwości.
Czytaj więcej
Adwokat Paweł Kozanecki, skazany za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym i poszukiwany listem gończym z powodu niestawienia się do obycia k...
Sprawność polskiego wymiaru sprawiedliwości oceniać każdy może różnie, niemniej jednak tych, którzy mają o nim zdanie dobre do celującego zaliczymy bez cienia wątpliwości do grona niepoprawnych optymistów. Tych, którzy pomylą ów optymizm z szaleństwem, potępiać nie będę.
Ucieczka pana Zbigniewa Ziobry pozornie mogłaby podważać skuteczność polskiego wymiaru sprawiedliwości. A stąd już prosty krok do krytyki samego ministra sprawiedliwości. Całkowicie nieuzasadnionej – bo przecież w państwie prawa minister nie może wymiarem sprawiedliwości ręcznie sterować.
Przez ostatnie lata obserwowaliśmy bezceremonialne próby wpływania na organy wymiaru sprawiedliwości. Zmiany przepisów kodeksu postępowania karnego zmierzały do ograniczenia decyzyjności i samodzielności sądów, dając coraz większe uprawnienia prokuratorom. Oczywiście, ci są (pozornie) niezależni, dlatego jeśli nie można do czegoś zmusić prokuratora, należy poszukać takiego, który nie będzie bał się podjąć pożądanej postawy. A jednego, czego nie da się oszukać, to natury. Jeśli znajdziemy kogoś, kto ma naturę skłonną do awansów i większych apanaży – któż lepiej nie będzie odwdzięczał się za realizację powierzonych mu zadań.
Oczywiście karuzela kadrowa nie dotyczyła li tylko prokuratorów. Natura sędziów przecież nie jest jakoś przesadnie mocniej zahartowana. Wystarczy tylko dać im odpowiednie pole do awansu życiowego. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że w sądownictwie awans zazwyczaj wiąże się ze zmniejszeniem wymiaru pracy i równoczesnym polepszeniem jej warunków. Od zastępcy przewodniczącego wydziału, poprzez delegowanych do ministerstwa sprawiedliwości, na członkach Krajowej Rady Sądownictwa kończąc.
Czytaj więcej
Waldemar Żurek: „Naprawdę, jak byśmy chcieli, to byśmy go w bagażniku przywieźli (...). Mieliśmy na świecie różne przypadki, kiedy służby poszukiwa...
Polityka powinna być jak najdalej od wymiaru sprawiedliwości
Sterowanie kadrami wciąż jest dźwignią skostniałego i niepodatnego na zmiany systemu. I nie idzie tu nawet o ministerialną reasumpcję pewnej decyzji o delegowaniu sędziego, w efekcie której rzeczony sędzia został bez płaszcza delegacji, bo przecież i u ostatnich prezydentów tendencję do selektywnego doboru kadr mogliśmy zaobserwować.
Zapytasz zapewne Czytelniku, gdzież tu po tak licznych pesymistycznych zdaniach – szukać powodów do optymizmu?
Przewrotnie odpowiem – powodów optymizmu powinniśmy szukać w tym, że w tym pesymistycznie nakreślonym scenariuszu nie doszło do zmian nie tylko zasadniczych, co nawet drobnych. A skoro do nich nie doszło, to odpowiedzialni za taką sytuację są przede wszystkim politycy. Niezależnie od politycznych opcji i niezależnie od głoszonych przez siebie politycznych sloganów.
Niby to truizm, ale godny powtórzenia – polityka powinna być jak najdalej od wymiaru sprawiedliwości. A wymiar sprawiedliwości od polityki. Także tej kadrowej, wspartej na systemie delegacji, funkcji i wszystkiego tego, co z człowieka wolnego czyni człowieka zawdzięczającego.
Chociaż na pewno ciut bogatszego. I często leniwszego.
Przykłady optymizmu mógłbym wymieniać jeszcze długo. Ty Czytelniku sam zapewne potrafisz odszukać ich jeszcze więcej. Pozwolę zatem sobie, zanim uczczę swój powiew optymizmu godzinami ciszy nocnej i butelką czerwonego wina, zauważyć, że Sir William Shakespeare miał rację.
Nadzieja towarzyszy najlepiej nieszczęściu. A my mamy nieszczęście żyć w kraju, w którym prawo staje się coraz bardziej wyświechtanym frazesem.
Co oczywiście nie zmieni się dopóty, dopóki prawo będzie zabawką w rękach polityków. I na tym w zasadzie można zakończyć optymistyczne uniesienia. Bo nieszczęście kolejne tkwi w tym, że w ostatnich latach coraz trudniej odróżnić prokuratora lub sędziego od polityka.
Kropka.
Autor jest sędzią Sądu Rejonowego w Łobzie. Publikuje w czasopiśmie prawniczym „In Gremio”. W każdym numerze „Tygodnika Prawników” ukazują się satyryczne rysunki jego autorstwa
Czytaj więcej
Większość Polaków odpowiada twierdząco na pytanie, czy Polska powinna wystąpić do USA z wnioskiem o ekstradycję Zbigniewa Ziobry - wynika z sondażu...