Gdybyśmy tylko chcieli, Zbigniew Ziobro dawno byłby już w Polsce. No, ale nie chcieliśmy, więc jest w Stanach i stamtąd pokazuje środkowy palec nie tylko ministrowi Żurkowi, ale także tym wszystkim, którzy słuchając o kolejnych przekrętach w Funduszu Sprawiedliwości, pocieszali się tym, że żadna władza nie trwa wiecznie, i jak tamta trwać przestanie, zostanie rozliczona z każdej złotówki ukradzionej ofiarom przestępstw przez pozbawionych hamulców polityków. Nic takiego się nie wydarzyło i już się nie wydarzy, a fizyczna niedostępność Ziobry jest najmniejszą przeszkodą w dochodzeniu elementarnej sprawiedliwości za lata okradania państwa.