System Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP) działa od dwóch dekad na pozornie prostej zasadzie: kto wprowadza sprzęt na rynek, ten finansuje jego zebranie i przetworzenie po zakończeniu użytkowania. Grzegorz Skrzypczak, prezes zarządu ElektroEko — największej organizacji odzysku zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE) działającej w Polsce — wskazuje na fundamentalną asymetrię tego modelu: „Wprowadzający finansują cały mechanizm, ale nie mają realnego wpływu na jego efektywność. Nie kontrolują infrastruktury zbierania. Nie nadzorują procesów przetwarzania. Nie decydują o tym, jak wydawane są ich pieniądze. A mimo to ponoszą pełną odpowiedzialność prawną i finansową za nieosiągnięcie celów, które zależą od dziesiątków czynników poza ich kontrolą”.

Ta asymetria nie jest akademickim problemem — właśnie nabiera nowego wymiaru finansowego. Komisja Europejska proponuje opłatę 2 euro za kilogram niezebranego sprzętu, która ma zasilać budżet UE kwotą szacowaną na 15 mld euro rocznie. Pascal Leroy, który 30 kwietnia 2026 r. uczestniczył w końcowym warsztacie interesariuszy Circular Economy Act w Brukseli i zapoznał się z ocenami wpływu przygotowanymi przez NORION i UNITAR, mówi otwarcie: „Komisja proponuje nowy zasób własny UE — 2 euro za kilogram niezebranego e-waste. Zasób własny oznacza, że te pieniądze trafiają do budżetu Unii, nie do systemu zbierania. Państwa członkowskie prawdopodobnie przerzucą tę opłatę na producentów, czyli konsumentów. Czy to nie podważy jednocześnie konkurencyjności sektora i samej agendy obiegu zamkniętego?”

Mechanizm jest prosty i niepokojący. Producenci zapłacą więcej, nie zyskując żadnej sprawczości. Jeśli wpływy trafią do ogólnego budżetu UE zamiast do systemu zbiórki, mniej pieniędzy zostanie na realne zbieranie i przetwarzanie. Niższe masy zebrane oznaczają wyższe kary. Wyższe kary oznaczają wzrost kosztów przenoszony na konsumentów. Koło się zamyka — i nie jest to koło zamachowe europejskiej gospodarki.

Europa ma swoje problemy. Polska — dodatkowe, własne. Znaczna część organizacji odzysku działających w Polsce jest powiązana kapitałowo lub operacyjnie z zakładami przetwarzania ZSEE. W teorii organizacja odzysku powinna negocjować najlepsze warunki przetwarzania w imieniu wprowadzających, którzy finansują cały system. W praktyce — gdy właściciel organizacji odzysku jest jednocześnie właścicielem zakładu przetwarzania — ta negocjacja traci sens. Strumień sprzętu trafia do powiązanego zakładu niezależnie od ceny i jakości usługi. Wprowadzający traci kontrolę nad tym, jak wydawane są jego pieniądze, a zakład przetwarzania zyskuje gwarantowany przychód bez presji konkurencyjnej. Taka struktura otwiera drogę do dumpingu cenowego wobec konkurencyjnych organizacji odzysku, a w perspektywie — do monopolizacji rynku. Interesy wprowadzających schodzą na drugi plan wobec przychodów i marż zakładów przetwarzania.

ElektroEko powstało z inicjatywy wprowadzających i pozostaje jedyną organizacją odzysku ZSEE w Polsce założoną i kontrolowaną wyłącznie przez producentów i importerów sprzętu. To nie jest szczegół korporacyjny — to gwarancja strukturalna. Organizacja, w której decyzje podejmują ci, którzy finansują system, nie ma powodu kierować strumienia sprzętu do konkretnego zakładu przetwarzania ze względów właścicielskich. To dodatkowo blokuje możliwości rozwoju nowych zakładów przetwarzania, które zwiększają konkurencyjność rynku. Może negocjować warunki wyłącznie w interesie wprowadzających i optymalizować koszty tam, gdzie to realne — zamiast tam, gdzie to wygodne dla powiązanego podmiotu. ElektroEko, jedyny polski członek WEEE Forum, w ciągu dwudziestu lat sfinansowało zebranie, przetworzenie i recykling około 2 milionów ton zużytego sprzętu. Łączne nakłady organizacji na system wyniosły około 830 mln zł, z czego ponad 60 mln zł przeznaczono na edukację ekologiczną — obowiązek wynikający z ustawy o ZSEE. Optymalizacja kosztów przyniosła branży, a więc i konsumentom oszczędności przekraczające 200 mln zł.

W 2023 roku Polska zebrała 15,21 kg elektroodpadów na mieszkańca — siódmy wynik w Europie, wyraźnie powyżej średniej unijnej (11,61 kg/osobę). Wskaźnik WEEE Generated wyniósł około 87 proc., przy celu UE na poziomie 85 proc. Liczby wyglądają solidnie. Problem w tym, że obecna metoda pomiaru — oparta na masie sprzętu wprowadzonego na rynek w trzech poprzednich latach — jest, jak przyznają same służby Komisji, arbitralną konstrukcją prawną, a nie odzwierciedleniem rzeczywistej ilości odpadów.

Dane Eurostatu w wielu krajach nie są audytowane, a metodologie różnią się na tyle, że porównywanie wyników między państwami jest dyskusyjne. Leroy wskazuje kierunek: „Metoda szacowania masy wygenerowanych elektroodpadów daje bardziej wiarygodną podstawę do wyznaczania celów zbiórki. Jest mniej podatna na nagłe wahania rynkowe, bo uwzględnia rozkłady czasu życia produktów na poziomie kategorii produktów”. Badanie, które WEEE Forum zlecił firmie Deloitte, rekomenduje ujednolicenie tej metody z raportowaniem Eurostatu i okresowe ogólnounijne badania czasu życia produktów.

Pionierski raport ElektroEko i WEEE Forum nie poprzestaje na diagnozie. Zidentyfikował dwanaście filarów, na których powinien opierać się nowoczesny system ROP: od jasnej struktury właścicielskiej organizacji odzysku, przez ich pełną niezależność od zakładów przetwarzania, podwyższony kapitał obowiązkowy, transparentność danych i niezależny clearing house, po zasadę obowiązkowego przekazywania elektroodpadów wyłącznie do podmiotów uprawnionych i wspólną odpowiedzialność wszystkich uczestników systemu.

Konieczność dialogu legislatorów z przedstawicielami systemu, rozsądna polityka fiskalna i dostęp do wiarygodnych danych to filary ważne, ale niejedyne. Skrzypczak zwraca uwagę na kolejny, często pomijany element — kapitał obowiązkowy organizacji odzysku. „Minimalny kapitał wynosi 5 mln zł — tyle samo co dwadzieścia lat temu, gdy rynek był nieporównywalnie mniejszy i prostszy. Podniesienie tego progu do minimum 20 mln zł nie jest rewolucją. To spóźnione dostosowanie systemu do rzeczywistości” — argumentuje.

Skąd akurat 20 mln zł? Gdyby uwzględnić samą inflację, 5 mln zł z początku 2006 roku odpowiada dziś około 9,9 mln zł. Rynek nie tylko zdrożał — przede wszystkim urósł. W 2007 roku masa sprzętu wprowadzonego na rynek wynosiła około 14,6 kg na mieszkańca, w 2023 roku — już 26,51 kg. Wzrost przekroczył 80 proc. Jeżeli uwzględnić łącznie inflację i wzrost skali rynku, porównywalny poziom zabezpieczenia to 18–20 mln zł. Obecne minimum jest po prostu zaniżone — ustalono je w czasach, gdy cały system dopiero powstawał, sprzętu na rynku było o połowę mniej, a otoczenie regulacyjne i kosztowe nie miało nic wspólnego z dzisiejszym. Wyższy próg wejścia ogranicza ryzyko funkcjonowania podmiotów zbyt słabych finansowo, by brać odpowiedzialność za wielomilionowe obowiązki wprowadzających. Już dziś skutkuje to obchodzeniem prawa dla spełnienia warunków rejestracji organizacji odzysku i zupełną deformacją merytorycznego uzasadnienia powołania organizacji odzysku. Oznacza to między innymi powoływanie organizacji przez osoby fizyczne, symulowanie wprowadzenia sprzętu dla fikcyjnego spełnienia warunku rejestracji, brak nadzoru nad wprowadzającymi nad funkcjonowaniem i realizacją ich obowiązków oraz fikcyjna realizacja obowiązków edukacyjnych.

Wartością raportu „20 lat systemu ZSEE w Polsce” przygotowanego między innymi przez ElektroEko jest udział merytoryczny organizacji członkowskich WEEE Forum z kilkunastu krajów, co pozwoliło spojrzeć na polski system nie tylko z uśrednionej perspektywy europejskiej, ale również od strony państw, których systemy w jakiś sposób się wyróżniają albo których rynki są zbliżone do polskiego pod konkretnymi parametrami. Takie ujęcie sprawia, że raport stanowi źródło informacji unikatowych zarówno w skali krajowej, jak i europejskiej. Dokument był przedmiotem dyskusji na konferencji w Parlamencie w grudniu 2025 r. — z okazji dwudziestej rocznicy Ustawy o ZSEE — z udziałem posłów, senatorów, przedstawicieli Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz kluczowych reprezentantów branży.

Rewizja dyrektywy WEEE w ramach Circular Economy Act, planowana na koniec 2026 roku, będzie momentem, w którym Europa zdecyduje, czy chce dalej budować system gospodarowania elektroodpadami — czy tylko wystawiać rachunki. Polska, z jednym z lepszych wskaźników zbiórki w Europie, ma szansę uczestniczyć w tej debacie z pozycji wiedzy i doświadczenia. Pod warunkiem że najpierw uporządkuje własne podwórko.

Raport „20 lat systemu ZSEE w Polsce: diagnoza, wyzwania i rekomendacje”

Materiał Partnera