A tych jest sporo. Po pierwsze, oburzenie, jakie wywołała przesiadka do Trybunału Konstytucyjnego wprost z rządowych ław unaocznia, jak paląca jest potrzeba ustanowienia przepisów o karencji dla kandydatów na sędziów TK z polityczną przeszłością. Przy obecnym poziomie kultury prawno-politycznej, standardy, które powinny być dla wszystkich „oczywistą oczywistością”, dopóki nie są twardym obowiązującym prawem, są bowiem relatywizowane w zależności od potrzeby chwili. I choć przypomina to trochę wieszanie wielkiej tablicy w wykwintnej restauracji z bijącą po oczach informacją o zakazie smarkania w obrus, to widać jest to niezbędne.

Trzeba zapisać w ustawie, ile czasu prezydent ma na odebranie ślubowania od sędziego TK

Tak samo jak niezbędne jest wpisanie wprost do ustawy obowiązku odebrania przez prezydenta ślubowania od wybranego przez Sejm sędziego TK w ściśle określonym terminie. To pozwoli ukrócić zapędy głowy państwa do samodzielnego przydawania sobie kompetencji, jakich ustrojodawca rozmyślnie prezydentowi poskąpił. Z faktu, że stoi on na straży konstytucji można za pomocą rozszerzonej do granic kosmosu wykładni wyprowadzić absurdalne wnioski nadające pierwszemu obywatelowi niemalże królewskie uprawnienia. A pole do takich falandyzacyjnych wybiegów dają właśnie takie małe ustawowe niedopowiedzenia, jak brak terminu na odebranie ślubowania, które trzeba uszczegółowić by zapobiec obstrukcji.

Czytaj więcej

Ewa Szadkowska: Czekam na poważany i normalnie pracujący TK, a nie „odbity”

Niezależnie od tego, co się wydarzy w najbliższych dniach (a zakładam, że będziemy mieli do czynienia z powtórką z rozrywki w postaci nieodebrania ślubowania przez prezydenta, złożenia przysięgi przez dr. Berka w innej formie, a następnie odmowę dopuszczenia go do orzekania przez prezesa TK) fakty są takie, że Sejm wybrał Macieja Berka na sędziego, a prezydent nie ma kompetencji do kwestionowania legalności tego wyboru.

Problem w tym, że nikt nie ma. Tymczasem kontrowersje wokół tego, czy sędzia Berek spełnia w ogóle wymagania formalne uprawniające go do ubiegania się o stanowisko sędziego są duże. Chodziło o wymóg dziesięcioletniego doświadczenia w wykonywaniu zawodu radcy prawnego. Sam zainteresowany twierdzi, że tak, przedstawiając glejt z okręgowej izby radców prawnych, iż ma 17-letnie doświadczenie poseł Paweł Jabłoński, który założył nawet specjalną stronę internetową berek-fakty.pl przekonuje, że sam wpis na listę radców prawnych nie dowodzi, że kandydat rzeczywiście wykonywał zawód radcy prawnego. Jego zdaniem konieczna jest weryfikacja, czy faktycznie świadczył w tym czasie pomoc prawną w świetle ustawy o radcach prawnych.

Ani poseł Jabłoński, ani prezydent Nawrocki, nie są uprawnieni do przeprowadzania takiej weryfikacji. Dlatego na przyszłość powinniśmy zadbać o stworzenie procedury, w której sąd (np. administracyjny) mógłby na wniosek badać legalność wyboru pod kątem spełniania przesłanek formalnych. Nie widzę przeszkód, by odbywało się to w trybie przyspieszonym (na wzór wyborczego), tak by orzeczenie zapadło w postulowanym okresie, jaki ustawa powinna dawać prezydentowi na odebranie ślubowania.

Czytaj więcej

Co ze ślubowaniem Macieja Berka? „Są duże wątpliwości”

Kandydaci do TK: kto odpowiada za weryfikację wymogów formalnych

Normalnie jestem przeciwnikiem zmian prawa pod wpływem jednostkowych sytuacji. Oczywiście, jeśli na sędziego TK zostanie zgłoszony np. 11-latek, dla każdego jasne jest, że nie może on zostać wybrany, bo nie spełnia wymagań. Przykład Macieja Berka pokazuje, że czasem te kwestie są jednak bardzo niejednoznaczne i że odpowiedzialne za weryfikację wymagań formalnych służby sejmowe mogą dokonać niewłaściwej oceny, wprowadzając w ten sposób posłów w błąd. To, że od czasów, gdy cesarz Kaligula mianował senatorem swojego konia, polityczne obyczaje poprawiły się na tyle, że dziś już taki numer by nie przeszedł (teraz co najwyżej posłowie naśladują odgłosy zwierząt), nie oznacza, że nie trzeba wprowadzić dodatkowych bezpieczników. Tak samo jak przed dekadą nikomu się nie śniło, że można nie odebrać ślubowania od legalnie wybranych sędziów, nie ogłaszać wyroków TK, albo nawet wstrzymywać publikację ustaw. Niestety politycy jeszcze nieraz nas zadziwią.