Prokuratura zajmie się sprawą manipulowania składania orzekającymi przez byłą prezes Trybunału Konstytucyjnego Julię Przyłębską. O tym, że w TK dochodziło do takich przypadków, było wiadomo od dawna. Jednak składająca zawiadomienie Helsińska Fundacja Praw Człowieka znalazła aż 176 spraw, w których wcześniej wyznaczony skład orzeczniczy został zmieniony w sposób niezgodny z prawem. Nie zaskakuje pana skala?
Przede wszystkim mam bardzo duży szacunek do HFPC, także z punktu widzenia stosowanej metodologii jak i rzetelności jej działań. Czy ustalenia fundacji mnie zaskakują? Raczej nie. W czasie gdy pani Przyłębska była prezesem TK, Trybunał został dalece upolityczniony. Jeżeli Trybunał Konstytucyjny miał być właściwie tylko elementem legitymizowania bezprawnych ustaw uchwalanych wówczas przez parlament, to elementem tego ciągu technologicznego mogło być także to, że w sprawach szczególnie ważnych dla rządzącej wtedy koalicji składy orzekające kształtowano tak, by istniała pewność, że wyroki będą wydawane po myśli rządzących. Skala niestety mnie również nie zaskakuje.
Czytaj więcej
Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyła zawiadomienie do prokuratury w sprawie niezgodnego z prawem manipulowania składami przez byłą prezes Tryb...
Zawiadomienie dotyczy lat 2015-2020. Czy pana zdaniem ten proceder trwa nadal?
Absolutnie nie mam w tym zakresie żadnych dowodów, natomiast na pewno byłoby zasadne zbadanie tego. Biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia i sposób, w jaki obecny skład TK został ukształtowany, przy czym nie mam tu oczywiście na myśli nowo wybranych sędziów, takiego procederu nie można wykluczyć.
Pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sędziego TK, nawet w stanie spoczynku, wymaga jednak uchylenia immunitetu. Zgodę wyraża Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK w formie uchwały. Jednak, póki co, na skutek trwającego w TK konfliktu zgromadzenie nie może się odbyć z powodu braku kworum.
Nie powiem nic odkrywczego, bo od początku nowej odsłony kryzysu w TK, spowodowanej niedopuszczeniem do orzekania czworga sędziów, warunkiem koniecznym jest to, by w zgromadzeniu ogólnym brali udział wszyscy legalnie wybrani sędziowie TK. A to obejmuje również tych sędziów, którzy nie są dopuszczeni do wykonywania obowiązków służbowych. Pomijając aspekt etyczno-moralny tej sprawy, czyli sposób, w jaki traktuje się sędziów Trybunału Konstytucyjnego, i koncentrując się wyłącznie na aspekcie prawnym, to zgodnie z konstytucją TK składa się z 15 sędziów. Aktualnie tylu jest wybranych. Niedopuszczenie któregokolwiek z nich do jakichkolwiek czynności – czy to w zakresie organizacyjnym czy orzeczniczym – oznacza, że wszystkie te czynności objęte są wadą prawną.
Wszystkie posiedzenia, w których nie mają możliwości wzięcia udziału legalni wybrani sędziowie nie z powodu przeszkód leżących po ich stronie, a jedynie w oparciu o arbitralną decyzję organów kierujących Trybunałem skutkują po prostu tym, że zapadające podczas takich spotkań rozstrzygnięcia nie mogą być traktowane jako prawnie skuteczne. Zatem warunkiem koniecznym jest to, by wszyscy sędziowie TK mogli uczestniczyć w obradach zgromadzenia i w podejmowaniu uchwał.
Czytaj więcej
Prezes TK Bogdan Święczkowski przekazał ministrowi finansów Andrzejowi Domańskiemu projekt budżetu TK na 2027 r. Zaznaczył, że na razie projekt ten...
Trybunałowi grozi zakręcenie kurka z pieniędzmi, bo projekt budżetu nie został zatwierdzony przez zgromadzenie ogólne. Może więc to będzie czynnikiem, który przyczyni się do przełamania impasu?
Trudno mi powiedzieć. Na razie, biorąc pod uwagę postawę kierownictwa TK, niewiele wskazuje, żeby to miało stanowić jakiś element przesądzający o likwidacji kryzysu w Trybunale. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że informacja o braku finansowania Trybunału Konstytucyjnego rozejdzie się szerokim echem po całym świecie. Jeżeli do tego dojdzie, to będzie to pewnie jeden z nielicznych, a może w ogóle jedyny taki przypadek w państwach demokratycznych.
Kwestie wizerunkowe czy ustrojowe, to jedno, ale ewentualny brak finansowania TK ma jednak również wymiar czysto ludzki. I nie chodzi mi tutaj o brak wynagrodzenia sędziów. W przypadku czynnych sędziów wszyscy – jak mniemam także ci sędziowie, którzy popierają pomysł, aby nie dopuszczać do orzekania czworga legalnie wybranych sędziów – zdajemy sobie sprawę z tego, jaka jest tego cena. Ale są jeszcze sędziowie w stanie spoczynku, którzy nie mają żadnego wpływu na tę sytuację, jak i przede wszystkim pracownicy administracji, ochrony, pracownicy techniczni. Oni wszyscy są biernymi ofiarami tego stanu rzeczy. Z ich punktu widzenia, to może być frustrujące, a w przypadku pracowników Trybunału wręcz przerażające. Nic dziwnego, że wśród pracowników daje się wyczuć nerwowość i napięcie. Natomiast wszystkie instrumenty do rozwiązania tej sytuacji ma prezes TK Bogdan Święczkowski. Umożliwienie czworgu legalnym sędziom przystąpienia do wykonywania ich obowiązków służbowych doprowadzi wprost do ukonstytuowania się legalnego zgromadzenia ogólnego, a następnie podjęcia kolejnych czynności, m.in. zmierzających do przyjęcia – w sposób zgodny z ustawą – planu dochodów i wydatków Trybunału w postaci, której Ministerstwo Finansów nie będzie w stanie zakwestionować. Trybunał mógłby zacząć funkcjonować normalnie choćby od jutra. Wystarczy tylko dopuścić do orzekania czworo sędziów.
Jak tylko zgromadzenie ogólne się zbierze, to zapewne zostanie podjęta próba zmiany prezesa TK lub głosowania w sprawie o uchylenie immunitetu Bogdanowi Święczkowskiemu.
Jeśli sugeruje pan, że pan sędzia Święczkowski nie dopuszcza do Trybunału sędziów z obawy o swój osobisty status, to oczywiście nie jestem w stanie się do tej kwestii odnieść, bo nie znam myśli ani emocji sędziego Święczkowskiego. Nie oceniam zatem intencji, jakie przyświecają takiej postawie pana prezesa. Jeżeli jest tak, że to jest jakiś element absolutnie przesądzający, to mogę powiedzieć – trudno. My, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego liczymy się np. z tym, że nie będziemy otrzymywali wynagrodzenia, a mimo to uważamy, że nie można inaczej tego problemu rozwiązać, jak tylko w ten sposób, że wszyscy sędziowie zostaną dopuszczeni do orzekania. Jeżeli pan sędzia Święczkowski uważa inaczej, to też będzie musiał wziąć za to odpowiedzialność.
Czytaj więcej
W ramach obchodów jubileuszowych 10 i 11 września w siedzibie TK przy al. Szucha odbędzie się konferencja naukowa pt. „Prawnonaturalne fundamenty ł...
W ubiegły piętek jubileusz 40-lecia TK był obchodzony podczas dwóch konkurencyjnych uroczystości – w siedzibie Trybunału oraz w siedzibie KRS. Starzy sędziowie z jednym wyjątkiem byli na imprezie zorganizowanej przez Bogdana Święczkowskiego, nowi oraz sędzia Jakub Stelina, w KRS. Do porozumienia chyba daleko.
Nie nazwałbym obydwu tych uroczystości „konkurencyjnymi”, to nie był wszak konkurs. Z uwagi na to, że kierownictwo Trybunału nie zaprosiło do udziału w obchodach jubileuszu czworga legalnych sędziów Trybunału, tj. pani sędzi Korwin-Piotrowskiej oraz panów sędziów: Dziurdy, Markiewicza i Taborowskiego, z inicjatywy Krajowej Rady Sądownictwa zorganizowano uroczystość, w której owi sędziowie zostali uhonorowani stosownie do ich statusu. W geście solidarności ze wskazanymi sędziami udział w tym wydarzeniu wzięli byli prezesi Trybunału, sędziowie w stanie spoczynku, przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, a także sędziowie aktualnie pełniący obowiązki służbowe w Trybunale, w tym pani sędzia Bentkowska, pan sędzia Stelina i ja. Istotnym elementem uroczystości była konferencja naukowa, poświęcona podsumowaniu dotychczasowego dorobku orzeczniczego Trybunału.
Sejm niedawno wybrał nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Biorąc pod uwagę całe zamieszanie związane z tym, że Maciej Berek przechodzi do TK bezpośrednio z rządu, jak i formułowane publicznie wątpliwości co do tego, czy spełnia on kryteria formalne, powstaje pytanie, czy w praktyce będzie to sędzia, sędzia biurkowy, sędzia korytarzowy? Jak pan przewiduje?
Nie mogę się w tej kwestii wypowiadać. Nie tylko dlatego, że nie wypada sędziemu Trybunału Konstytucyjnego antycypować takich kwestii. Także dlatego, że być może ta sprawa będzie też kanwą jakichś postępowań prowadzonych w Trybunale, a wtedy wypowiedzeniem się publicznym na ten temat w oczywisty sposób zdyskredytowałbym swój udział w takim postępowaniu. Po trzecie wreszcie, jak doskonale wiemy, tak naprawdę decyzja w kwestii zaproszenia sędziego Berka do złożenia ślubowania bezpośrednio w obecności Prezydenta Rzeczypospolitej, należy wyłącznie do prezydenta.
Jeżeli prezydent zechce zachować się tak, jak zachował się chociażby w stosunku do mnie, czyli zaprosi Macieja Berka i zechce wprost wysłuchać jego ślubowania, to nie będzie problemu żadnego. W przebiegu procedury wyboru sędziego Berka nie zauważyłem jakichkolwiek uchybień, które w świetle konstytucji, ustawy i regulaminu Sejmu mogłyby podważać jej legalność. Kandydatura została zgłoszona przez grupę posłów, głosowanie nad kandydaturą poprzedzone zostało stosownym postępowaniem komisji sejmowej, w toku którego posłowie zadawali pytania, a kandydat udzielał na nie odpowiedzi. Następnie, w głosowaniu zachowana została ustawowo określona zasada bezwzględnej większości głosów, przesądzająca o ważności wyboru. Głosowanie przebiegło bez żadnych przeszkód. Nie było np. takich sytuacji, jak w 2016 r. podczas głosowania nad budżetem w sali kolumnowej Sejmu, gdy część posłów nie została dopuszczona do udziału w postępowaniu, w związku z tym tamto głosowanie było obarczone poważną, nieusuwalną wręcz, wadą formalną. Uważam, że istnieją przesłanki, aby prezydent zaprosił pana sędziego celem wysłuchania jego sędziowskiego ślubowania.
Czytaj więcej
Kancelaria Prezydenta domaga się wyjaśnień od Kancelarii Sejmu w sprawie procedowania formalnie kandydatury Macieja Berka na stanowisko sędziego TK...
Nawet jeśli ma wątpliwości co do tego, czy osoba wybrana na urząd sędziego TK spełnia wymogi ustawowe? W tym przypadku chodzi o spełnienie wymogu 10-letniego wykonywania zawodu radcy prawnego.
Rola prezydenta w wyborze sędziego TK jest czysto ceremonialna. Wyboru dokonuje Sejm i nie istnieje żaden przepis, który dawałby głowie państwa kompetencję do kontroli w tym zakresie.
Ta sytuacja pokazuje jednak, że kryteria ustawowe dla kandydujących na urząd sędziego TK nie są jednoznaczne. Zatem czy nie powinna istnieć jakaś możliwość dokonania kontroli sądowej spełnienia przesłanek formalnych w takich przypadkach?
Nie jestem pewien, czy jest to rzeczywiście niezbędne, by wprowadzać do procedury wyboru sędziów TK jeszcze element drogi sądowej jako takiej. Pamiętajmy o zasadzie podziału władzy i relacjach pomiędzy organami w systemie prawa. Wybór członków TK jest kompetencją Sejmu. Jakiekolwiek w tym zakresie zmiany wymagały przekonstruowania całego tego modelu.
Gdybym ja miał w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia, to skłaniałbym się raczej ku temu, by ewentualnie doprecyzować pewne kwestie w ustawie o statusie sędziów TK czy też w nowej ustawie o Trybunale Konstytucyjnym, tak, żeby uniknąć takich właśnie dywagacji czy dylematów na temat tego, co oznacza w istocie wykonywanie zawodu radcy prawnego w takim czy innym okresie czasu.
Nie zmienia to jednak faktu, że desygnowanie do TK człowieka, który dopiero co pełnił ważne funkcje w rządzie, i którego sam premier nazywał swoją prawą ręką, kłóci się z ideą odpolitycznienia TK. Ideą, której pan był zwolennikiem. Jak pan to skomentuje?
Dalej jestem zwolennikiem tego, aby do regulacji prawnych wprowadzić karencję 4-letnią dla polityków kandydujących do Trybunału, jak przewidywał to społeczny projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, opracowany przez Zespół Ekspertów Prawnych Fundacji Batorego. Niestety, mimo tego, że stał się ustawą, nie wszedł w życie, bo prezydent A. Duda wspólnie z Trybunałem Konstytucyjnym doprowadzili do jej upadku. W obecnym stanie prawnym, takiej formalnej przesłanki nie ma, więc jej stosowanie byłoby niezgodne z art. 60 konstytucji, gwarantującym prawo dostępu do służby publicznej. W historii Trybunału Konstytucyjnego zdarzało się już, że trafiali do niego byli ministrowie oraz parlamentarzyści, zatem członkowie organów władzy politycznej. Praktyka ich późniejszego funkcjonowania w Trybunale wskazuje, że niektórzy – np. sędzia J. Stępień czy też sędzia M. Kotlinowski z sukcesem zdali egzamin z niezawisłości sędziowskiej, a inni oblali go z kretesem. Głęboko wierzę, że mimo rządowych doświadczeń, sędzia M. Berek swoją działalnością orzeczniczą potwierdzi, że artykułowane dzisiaj obawy odnośnie do jego niezawisłości okażą się nietrafione.
Czytaj więcej
Jeżeli Trybunał Konstytucyjny ma efektywnie realizować swą funkcję, to oczywistym jest, że nie mogą w nim zasiadać osoby mające jakieś powiązania z...
Wróćmy do tu i teraz. Został pan sędzią TK, ale pan nie orzeka. Nie wiadomo czy w najbliższym czasie sytuacja w Trybunale się jakoś unormuje, zamiast odpolitycznienia i uzdrowienia TK, mamy kolejną odsłonę trwającego od ponad dekady konfliktu. Nie żałuje pan tego kroku?
Kieruję się w życiu zasadą, że jeżeli podejmuję jakąś decyzję, to biorę też za nią odpowiedzialność. Jestem człowiekiem od 30 lat przyglądającym się zawodowo Trybunałowi Konstytucyjnemu. Już jako student darzyłem Trybunał wielką estymą. Jasne, że wolałbym móc kandydować i zostać wybranym do Trybunału w czasach, w których był on instytucją w pełni szanowaną, honorowaną. Niestety, dzisiaj sytuacja wygląda tak, że zanim do tego dojdzie, musimy wszyscy ponosić konsekwencje tego, co z Trybunałem zrobiono po 2015 r. Nie będę się obrażał na rzeczywistość. Ponadto, 35 lat temu moje państwo dało mi szansę uzyskania wykształcenia prawniczego, a następnie specjalizacji z prawa konstytucyjnego. Nawet jeśli zabrzmi to patetycznie – czuję, że jestem mu coś za to winien. Mam nadzieję, że moja wiedza może przysłużyć się obywatelom, w celu ochrony i poprawy ich bezpieczeństwa prawnego. Jeżeli mnie pan pyta, czy spodziewałem się czegoś innego, to powiem: nie, nie spodziewałem się niczego innego. Spodziewałem się, że w tych okolicznościach będzie to ciężka, bardzo niewdzięczna funkcja, ale jestem też z natury optymistą. Przyjdzie też ten moment, kiedy Trybunał Konstytucyjny – wierzę w to głęboko – będzie mógł rzeczywiście wrócić do swojej konstytucyjnej roli. Roli obrońcy wolności i praw człowieka oraz moderatora w systemie organów władzy państwowej.