Z żywym zainteresowaniem przyjąłem informację o pomyśle prezydenta USA Donalda Trumpa o wypłacie obywatelskiej „dywidendy” po ewentualnie wygranych wyborach połówkowych przez Republikanów. Równie interesującej, co ryzykownej na poziomie ustrojowym.
W środę, 9 września, na scenie konwencji Partii Republikańskiej
w Dallas padła obietnica, która automatycznie i intuicyjnie kieruje myśli
prawnika-dogmatyka w stronę określenia „populizm” i jego przymiotnikowych
odmian. Propozycja może niepokoić. Zapowiedź jest klarowna: jeśli Republikanie
utrzymają większość w obu izbach Kongresu, każdy dorosły obywatel Stanów
Zjednoczonych otrzyma 5 tys. dol. (z tym wszak istotnym zastrzeżeniem, że
pieniądze te będzie trzeba wydać w USA, choć nie wiadomo, jak miałby działać
system weryfikacji takich ogromnych przepływów kapitałowych).