Nie podzielam entuzjazmu tych, którzy po piątkowych decyzjach Sejmu w sprawie TK odtrąbili sukces. Przegłosowanie kandydatury Berka w żaden sposób nie posuwa nas do celu, jakim jest stan, w którym w Polsce pełną parą działa (i to cieszący się autorytetem) sąd konstytucyjny. Bo to jest moim zdaniem nadrzędny cel, a nie „odbicie” TK, o którym tak chętnie mówią politycy rządzącej większości.
Zgadzam się z profesorami Maciejem Gutowskim i Piotrem Kardasem, którzy na łamach „Rzeczpospolitej” pisali, że „odbić można przyczółek w ramach akcji wojskowej, pieczątkę na dokumencie, zakładnika, albo sobie jeszcze coś innego. Ale na pewno nie można odbić Trybunału Konstytucyjnego”.
Czytaj więcej
Blisko 60 proc. Polaków uważa, że wybór Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego uderza w niezależność sądownictwa i prowadzi do dalszego upolity...
Donald Tusk miał wybór
Nie zgadzam się natomiast z moim kolegą redakcyjnym Bogusławem Chrabotą, który w swoim komentarzu pisze, że w sprawie Berka Donald Tusk nie miał wyboru. Bo „gdyby się ugiął w sprawie Macieja Berka, poniósłby podwójną klęskę. W oczach opozycji i własnego elektoratu”. Premier wybór miał. Po fali krytyki, również ze strony przedstawicieli środowisk, z których zdaniem się liczy, mógł po prostu z kontrowersyjnej decyzji się wycofać. Przyznać do błędu (nieczęsta w polityce rzecz, można zapunktować). Odnieść do sondaży. Albo sam Maciej Berek mógł po prostu zrezygnować z walki, choćby z tak lubianych przez polityków „względów osobistych”. Po tym, jakie zebrał baty, byłoby to po ludzku zrozumiałe. A i doświadczenie w braniu na siebie odpowiedzialności za cudze wpadki już ma – że przypomnę słynną historię z kontrasygnatą, jakiej premier udzielił neosędziemu w Sądzie Najwyższym.
Prawda jest taka, że Maciej Berek z dużym prawdopodobieństwem przyczyni się jedynie do powstania jeszcze większego tłoku w trybunalskim przedsionku tudzież bibliotece. Nie spodziewam się bowiem szybkiego zaproszenia go do Pałacu Prezydenckiego w celu odebrania ślubowania. Karol Nawrocki ma aż nadto argumentów, by nie spieszyć się w tej sprawie, w tym złożony przez posłów Prawa i Sprawiedliwości do TK tuż przed głosowaniem wniosek o zbadanie przepisów, a w zasadzie luki w prawie. Chodzi, jak sami twierdzą, o kolizję przepisów dotyczących Trybunału Stanu i TK, zgodnie z którymi objęcie funkcji sędziego TK tworzy prawną tarczę przed odpowiedzialnością za wcześniejsze sprawowanie władzy. PiS nawet nie krył, że jest to wniosek wymierzony konkretnie w Berka.
Czytaj więcej
Nie należę do wielbicieli pomysłu, by do sądu konstytucyjnego trafiali politycy. Ale Donald Tusk nie miał w tej kwestii wyboru. Gdyby się ugiął w s...
W najlepszym razie prezydent poczeka, aż TK zbada temat. A my zostaniemy z poczuciem, że albo w Polsce brakuje wybitnych prawników, którzy nie budzą kontrowersji, którzy nie mają za sobą kariery politycznej i łatki „prawej ręki Tuska” i których droga zawodowa nie rodzi pytań w kontekście spełnienia wymogów ustawowych przewidzianych dla sędziów TK (u Berka pojawił się zarzut zbyt krótkiego stażu radcowskiego), albo to nie o Trybunał z prawdziwego zdarzenia w praktyce tu chodzi, bo to czysta polityka. Żaden z tych scenariuszy mi się nie podoba.