Nie podzielam entuzjazmu tych, którzy po piątkowych decyzjach Sejmu w sprawie TK odtrąbili sukces. Przegłosowanie kandydatury Berka w żaden sposób nie posuwa nas do celu, jakim jest stan, w którym w Polsce pełną parą działa (i to cieszący się autorytetem) sąd konstytucyjny. Bo to jest moim zdaniem nadrzędny cel, a nie „odbicie” TK, o którym tak chętnie mówią politycy rządzącej większości.

Zgadzam się z profesorami Maciejem Gutowskim i Piotrem Kardasem, którzy na łamach „Rzeczpospolitej” pisali, że „odbić można przyczółek w ramach akcji wojskowej, pieczątkę na dokumencie, zakładnika, albo sobie jeszcze coś innego. Ale na pewno nie można odbić Trybunału Konstytucyjnego”.

Czytaj więcej

Wyborcy wszystkich partii przeciwni Berkowi w TK. Sondaż dla „Rz”

Donald Tusk miał wybór

Nie zgadzam się natomiast z moim kolegą redakcyjnym Bogusławem Chrabotą, który w swoim komentarzu pisze, że w sprawie Berka Donald Tusk nie miał wyboru. Bo „gdyby się ugiął w sprawie Macieja Berka, poniósłby podwójną klęskę. W oczach opozycji i własnego elektoratu”. Premier wybór miał. Po fali krytyki, również ze strony przedstawicieli środowisk, z których zdaniem się liczy, mógł po prostu z kontrowersyjnej decyzji się wycofać. Przyznać do błędu (nieczęsta w polityce rzecz, można zapunktować). Odnieść do sondaży. Albo sam Maciej Berek mógł po prostu zrezygnować z walki, choćby z tak lubianych przez polityków „względów osobistych”. Po tym, jakie zebrał baty, byłoby to po ludzku zrozumiałe. A i doświadczenie w braniu na siebie odpowiedzialności za cudze wpadki już ma – że przypomnę słynną historię z kontrasygnatą, jakiej premier udzielił neosędziemu w Sądzie Najwyższym.

Prawda jest taka, że Maciej Berek z dużym prawdopodobieństwem przyczyni się jedynie do powstania jeszcze większego tłoku w trybunalskim przedsionku tudzież bibliotece. Nie spodziewam się bowiem szybkiego zaproszenia go do Pałacu Prezydenckiego w celu odebrania ślubowania. Karol Nawrocki ma aż nadto argumentów, by nie spieszyć się w tej sprawie, w tym złożony przez posłów Prawa i Sprawiedliwości do TK tuż przed głosowaniem wniosek o zbadanie przepisów, a w zasadzie luki w prawie. Chodzi, jak sami twierdzą, o kolizję przepisów dotyczących Trybunału Stanu i TK, zgodnie z którymi objęcie funkcji sędziego TK tworzy prawną tarczę przed odpowiedzialnością za wcześniejsze sprawowanie władzy. PiS nawet nie krył, że jest to wniosek wymierzony konkretnie w Berka.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Za chwilę dojdzie do „odbicia” Trybunału przez Donalda Tuska

W najlepszym razie prezydent poczeka, aż TK zbada temat. A my zostaniemy z poczuciem, że albo w Polsce brakuje wybitnych prawników, którzy nie budzą kontrowersji, którzy nie mają za sobą kariery politycznej i łatki „prawej ręki Tuska” i których droga zawodowa nie rodzi pytań w kontekście spełnienia wymogów ustawowych przewidzianych dla sędziów TK (u Berka pojawił się zarzut zbyt krótkiego stażu radcowskiego), albo to nie o Trybunał z prawdziwego zdarzenia w praktyce tu chodzi, bo to czysta polityka. Żaden z tych scenariuszy mi się nie podoba.