Trybunał Konstytucyjny będzie dla polityków, zwłaszcza w sytuacjach antycypacji zmiany większości parlamentarnej, instytucją kuszącą szansą konserwowania systemu. Przykładem jest historia kryzysu konstytucyjnego z lat 2015–2023 i wybór dwóch „nadmiarowych” sędziów w 2015 r. Ukierunkowany, jak wiele wskazuje, na kontrolę zmian w systemie prawnym, jakich mogła dokonać prawdopodobna większość po wyborach. Tworzył pretekst, zapewne pozorny i instrumentalnie wykorzystany, do radykalnej „zmiany reguł” przez nową większość. Był jednym z najbardziej znamiennych w skutki błędów.
Choć w zakresie wyboru sędziów sądu konstytucyjnego popełniono ich na przestrzeni ponad trzydziestu lat bardzo wiele. Stworzono precedensy, dzisiaj wyjaśniane inną prawną rzeczywistością i standardami niewykluczającymi wprowadzania polityków z miernym dorobkiem do sądu konstytucyjnego, które wykorzystano, realizując jakobiński zamach na Trybunał Konstytucyjny w latach 2015–2023.
Trybunał Konstytucyjny małymi krokami deprecjonowano przez lata. Szczęśliwie do 2015 r. bez nieodwracalnych konsekwencji. Mimo rozmaitych zastrzeżeń był uznawanym sądem konstytucyjnym. Wymagającym korekt, które dzisiaj w świetle standardów skonkretyzowanych w okresie kryzysu konstytucyjnego, są więcej niż oczywiste i zrozumiałe. Jednak korekt, nie radykalnej odbudowy. Nawet nieskuteczny wybór nadmiarowych sędziów w 2015 r. można było ewolucyjnie naprawić.
Czytaj więcej
Pchając Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego, premier Donald Tusk dowiódł, że KO w praktyce nie różni się od PiS-u. Tylko czym w takim razie...
TK. Po 2015 r. działania radykalne i zuchwałe
Po zmianie władzy w 2015 r. podjęto działania radykalne i zuchwałe. Porzucono nawet stwarzanie pozorów apolitycznej kontroli konstytucyjności prawa. W czasach rządów Zjednoczonej Prawicy zdegradowano pozycję TK, który z podmiotu aktywnie kształtującego standardy konstytucyjne stał się raczej wstydliwym problemem ustrojowym wymagającym rozwiązania. Wywołano pytanie o aktualność i trwałość modelu opartego na funkcjonowaniu Trybunału, podając w wątpliwość sens jego istnienia w karykaturalnym kształcie.
Rok 2023 przyniósł zapowiedź odpolitycznienia i odbudowy zniszczonego na przestrzeni lat Trybunału. Sanacji w innej rzeczywistości, gdzie standardy sędziów konstytucyjnych, wpisane w system kontroli konstytucyjności prawa, zostały doprecyzowane i potwierdzone orzeczeniami TK, TSUE i ETPC. Nie potrzeba zmiany ustawy o TK, by wiedzieć, że określone wybory są jawną drwiną z zasad.
Lata rządów Zjednoczonej Prawicy dowiodły, że sąd konstytucyjny w rękach politycznie zależnych sędziów staje się organem realizującym zadania polityczne. To nie odkrycie, lecz potwierdzenie zasadności zagrożeń dostrzeganych w tym obszarze od ponad stu lat. Wszak debata dotycząca modelu kontroli konstytucyjności prawa pomiędzy H. Kelsenem a C. Schmittem opierała się właśnie na świadomości zagrożeń związanych z upolitycznieniem sądu konstytucyjnego.
O ile C. Schmitt proponował rozwiązać ten problem, powierzając kontrolę konstytucyjności prawa prezydentowi, o tyle w Konstytucji RP zwyciężył model „kelsenowski”, choć nie w pełni realizujący założenia jego teoretycznej koncepcji czystej teorii prawa opartej na odseparowaniu prawa i polityki, lecz uwzględniający pewien wpływ partii politycznych poprzez wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego przez Sejm.
Tyle tylko, że wybór ów – według konstytucyjnych i ustawowych reguł – miał być dokonywany spośród osób posiadających wybitną wiedzę i osiągnięcia zawodowe przekraczające wymogi formułowane wobec sędziów SN i NSA o znaczącą wiedzę, osiągnięcia w zakresie prawa konstytucyjnego oraz gwarantujących apolityczność dotychczasową postawą i aktywnością.
Czytaj więcej
Sędziowie TK są sędziami konstytucyjnymi, nie zaś politycznymi gwarantami określonego sposobu orzekania o konstytucji.
Wybory do TK a przyzwoitość i zdolność do krytycznej samooceny kandydatów
Oczywiście, nawet zgodny z regułami wybór nie gwarantuje, że pełniący funkcję sędziów konstytucyjnych wybitni prawnicy nie ulegną politycznej pokusie; jednak minimalizuje ryzyko. Każde odejście od systemu określającego reżim wyboru, tworzy zagrożenie. Nie ma takiego celu, który legitymizowałby politycznie motywowaną obsadę sądu konstytucyjnego. Żaden „stan konstytucyjnej konieczności”, słuszność zamierzeń czy dążenie do wypełnienia obietnicy rozliczenia przeszłości i przywrócenia praworządności.
W tym kontekście znaczenie mają zasady, kryteria, przyzwoitość, zdolność do krytycznej samooceny kandydatów do tej zaszczytnej w normalnym systemie funkcji, wreszcie język. Przestrzeń konstytucyjna nie nadaje się do opisu językiem charakterystycznym dla pola walki.
Jeśli zatem celem zapowiadanego przez polityków „odbicia” Trybunału Konstytucyjnego ma być jego odpolitycznienie i uzdrowienie, nie zaś jego całkowita anihilacja, wówczas działania mające na celu odbudowę autorytetu Trybunału Konstytucyjnego, przywrócenie mu statusu podmiotu instytucjonalnego obdarzanego zaufaniem (a więc spełniającego kryterium uznawalności), wymagają spełnienia niezbywalnych warunków.
Zapewnienia prawnie wymaganych i udokumentowanych dorobkiem kompetencji kandydatów na sędziów TK, ich mocnej pozycji zawodowej i braku zaangażowania w sferę polityczną. To właśnie przede wszystkim brak wystarczających kompetencji i polityczne uwikłanie sędziów Trybunału Konstytucyjnego powołanych po 2015 r. spowodowały zmarginalizowanie konstytucyjnej funkcji Trybunału. Ostatecznie skąpe i fatalnej jakości orzecznictwo, polityczne decyzje o niepublikowaniu tych rozstrzygnięć w Dzienniku Ustaw, spowodowały, niezależnie od innych aspektów, że wyroki i postanowienia wydawane przez ten trybunał straciły jakiekolwiek znaczenie w praktyce stosowania prawa. Przestały być postrzegane przez prawników jako znaczące wypowiedzi o prawie.
Krytykując w latach 2015–2023 – dokonane wbrew konstytucyjnym regułom wybory do składu TK – nie tylko dublerów, lecz również przeciętnych prawników – prokuratorów, adwokatów, prawników po doktoratach lub późnych habilitacjach, byłych samorządowców czy liniowych sędziów (por. np. „Kamienie milowe sanacji systemu”, „Rzeczpospolita” z 17 października 2023 r.) twierdziliśmy, że można w tym zakresie rozważać konstytucyjną nieważność. Po wyborach 2023 r. nikt poważnie nie brał pod uwagę tej koncepcji. Ceną tego kroku byłaby niemożność naruszenia reguł kompetencyjnych w przyszłości, konieczność zachowania rotacyjnego parytetu sędziów dla opozycji, a nie „odbicie”.
Czytaj więcej
Plan prof. Wojciecha Sadurskiego na Trybunał Konstytucyjny to komunistyczne reminiscencje, które mają niewiele wspólnego z prawem. Nawet jeżeli ośm...
Nikt w Polsce po 2023 r., ani prawnicy, ani politycy, nie był gotowy do przyjęcia tych reguł. Cena zamykająca drogę do sądu konstytucyjnego dla poprawnej politycznie przeciętności okazała się zbyt wysoka. Politycy nie chcieli tej ceny płacić i postanowili czekać. Podtrzymujemy tezę, że „Sędzią konstytucyjnym może być (...) w cywilizowanej demokracji konstytucyjnej jedynie ten, kto posiada wybitne osiągnięcia w danej dyscyplinie prawa (...) W sądzie konstytucyjnym poszerza się jedynie obszar oceny wybitności („Prawniczy parnas, czyli (nie)najlepsi z najlepszych”, „Rzeczpospolita” z 14 lutego 2024 r.).
Dokonania Macieja Berka. "Jeszcze nie legitymuje się kompetencjami, które można by określić jako wybitne"
Myśląc o odbudowie Trybunału Konstytucyjnego powinno się wymagania kompetencyjne spełniać z naddatkiem („Kiepskie wybory do TK byłyby triumfem PiS”, „Rzeczpospolita” z 11 lutego 2026 r.).
Czy tak wyśrubowanym kryteriom odpowiadają wszystkie wybory z 2026 r., czy spełnia je aktualnie procedowana kandydatura? Ta kwestia jest niestety daleka od oczywistości. Maciej Berek obronił wprawdzie przyzwoity doktorat z prawa konstytucyjnego, jest sprawnym urzędnikiem (pełnił funkcję w biurze RPO i w RCL) i politykiem w rządzie, jest również radcą prawnym. Jest nieporównywalnie lepszym kandydatem od powołanych w latach 2015–2023.
Ale nawet biorąc pod uwagę wszelkie jego dokonania, jeszcze nie legitymuje się on kompetencjami, które można by określić jako wybitne. Niezależnie od sympatii także w sytuacjach kryzysowych trzeba wystrzegać się posługiwania określeniami na wyrost. Wybitność to cecha rzadka, oparta na ekstraordynaryjnych osiągnięciach. Bardzo dobre nie są wystarczające. Trudno dziś zaliczyć go do 15 najbardziej predestynowanych prawników w Polsce do dokonywania kontroli konstytucyjności ustaw. Jego związki z polityką są zaś niestety – co wyraźnie ostatnio wybrzmiewa w dyskursie prawniczym – okolicznością podważającą jego kandydaturę do TK.
Dziś rządzący dostrzegli, że mają szanse spowodować, że powołani w 2026 r. sędziowie stanowić będą w Trybunale większość. Tylko zapomnieli o błędach, które popełnili i popełniają po drodze. Zapominają też o tym, że skoro po 2015 r. uczyniono z TK całkowitą atrapę, to nastąpiła też nieuchronna utrata zaufania do instytucji. Większość w atrapie to nie jest jeszcze większość w prawdziwym Trybunale. Można nawet zmienić kierownictwo Trybunału w razie zaistnienia określonych prawnie przesłanek, czego nie da się zrobić bez kilku kosztownych i odwracalnych forteli prawnych, ale nie można łatwo odbudować utraconego zaufania. To zaufanie musi pojawić się po obu stronach politycznej sceny, w oparciu o pozycję wybranych sędziów Trybunału. Arytmetyczna większość w wydrążonej instytucji jest bez znaczenia. Odbić można przyczółek w ramach akcji wojskowej, pieczątkę na dokumencie, zakładnika, albo sobie jeszcze coś innego. Ale na pewno nie można odbić Trybunału Konstytucyjnego.
Autorzy są profesorami i adwokatami
Czytaj więcej
Krytyka i oburzenie to reakcja ekspertów prawa konstytucyjnego na zapowiedź kandydowania Maciej Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. – Kier...