– Nie znam osoby lepiej przygotowanej do tego, żeby pomóc naprawić tą sytuację, jaką mamy w związku z wadliwym Trybunałem Konstytucyjnym – twierdził w czwartek premier ogłaszając rezygnację ministra Macieja Berka ze stanowiska w rządzie i wyrażając przy tym zgodę na jego kandydowanie do Trybunału.
Czytaj więcej
Premier Donald Tusk potwierdził na czwartkowej konferencji prasowej, że minister Maciej Berek odchodzi z rządu. Jak przekazał premier, Berek uzyska...
Koalicja obsadza kolejny wakat w Trybunale Konstytucyjnym. Kto zostanie nowym sędzią?
Wybór sędziego Trybunału Konstytucyjnego będzie konieczny w związku z upływającą 18 września kadencją sędziego Justyna Piskorskiego. Do wyłonienia jego następcy przez Sejm dojść ma we wrześniu. Będzie to już ósmy sędzia, którego wybrać mogą obecnie rządzący, co oznacza, że sędziowie wyłonieni w tym roku będą stanowić większość w Trybunale.
Nie jest jednak przesądzone, że Maciej Berek w sejmowym głosowaniu otrzyma wymaganą bezwzględną liczbę głosów. Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem przez premiera kandydatury ministra, doniesienia w tej sprawie komentowała przewodnicząca klubu Lewicy Anna Maria Żukowska zapowiadając, że jej klub nie zgłosuje za kandydaturą Berka.
Krytycy tej decyzji wskazują, że rządzący opowiadali się za odpolitycznieniem Trybunału Konstytucyjnego, a w 2024 r. uchwalili reformę, zgodnie z którą byli członkowie rządu czy posłowie nie mogliby trafiać do Trybunału przez co najmniej cztery lata od ustąpienia z posady politycznej. Co prawda ustawa ta nie weszła w życie z uwagi na decyzję prezydenta Andrzeja Dudy o skierowaniu jej do TK i późniejszym uznaniu za niezgodną z konstytucją, jednak ekipa Donalda Tuska tym samym jasno określiła swój kierunek. Wyrazem tego mogły być też słowa ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka sprzed roku: - Do TK muszą trafić rzetelni, doskonali prawnicy z autorytetem, a nie politycy w togach, którzy chodzą na pasku jakiejkolwiek partii politycznej.
Świetny prawnik i prawa ręka premiera. Eksperci o kandydaturze Macieja Berka do TK
Czy Maciej Berek wpisuje się w ten profil? Jest radcą prawnym, specjalistą prawa konstytucyjnego i legislatorem. W 2005 r. kandydował do Sejmu z list PO jednak mandatu nie zdobył. Po przejęciu władzy przez rząd PO-PSL stanął na czele Rządowego Centrum Legislacji. Pracował też jako urzędnik w Senacie i biurze RPO, a od 2023 r. jest członkiem rządu, szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów i prawą ręką premiera. Powszechna jest też opinia o jego profesjonalizmie i obszernej wiedzy prawniczej.
Czytaj więcej
Pchając Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego, premier Donald Tusk dowiódł, że KO w praktyce nie różni się od PiS-u. Tylko czym w takim razie...
Solidnego warsztatu nie odmawia mu też szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki, który zastrzega jednak, że Berek jest silnie związany politycznie z premierem i rządem. A to, czy nowy sędzia obejmie swój urząd będzie zależało od tego, czy prezydent odbierze od niego ślubowanie. Przykład czterech sędziów, których od marca prezydent nie zaprzysiągł i nie są oni dopuszczani do pracy w Trybunale pokazuje, że nie jest przesądzone, że do tego dojdzie. O komentarz i ocenę w sprawie kandydowania Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego zapytaliśmy prawników, specjalistów prawa konstytucyjnego.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
prof. Ryszard Piotrowski, Uniwersytet Warszawski
W przeszłości mieliśmy sytuacje, w których osoby związane z rządem podejmowały obowiązki w Trybunale Konstytucyjnym i przyniosło to dobre owoce. Sędziowie ci w nowej roli dobrze służyli konstytucji. Jednak w obecnych okolicznościach, zważając na zaangażowanie ministra Macieja Berka i bardzo ścisłe powiązanie z prezesem Rady Ministrów można się obawiać, że będzie mu trudno zachować dystans do wcześniejszej roli i związanych z tym zobowiązań. Chociażby w sytuacji, kiedy przedmiotem oceny konstytucyjności dokonywanej przez Trybunał byłyby konkretne posunięcia legislacyjne rządu, w którym ten kandydat zasiadał albo gdyby przyszło TK oceniać prawne przejawy przywracania praworządności pod rządami obecnej Rady Ministrów. Oczywiście nie można wprost zakładać, że pan minister Berek nie będzie niezależny po objęciu urzędu w Trybunale. Mam jednak wątpliwość, czy odnajdzie się w nowej roli i czy będzie postrzegany przez opinię publiczną jako niezależny sędzia. Przecież kandydat ten występował dotychczas w roli „nadministra” i był traktowany przez samego premiera jako jego alter ego. Z rządu Donalda Tuska płynęły też sugestie, żeby przestrzegać okresu dystansu między praktyką polityczną, a praktyką sędziego TK. Uważam, że jest to dobre rozwiązanie, które należałoby wprowadzić. Choć, jak wspomniałem są przykłady byłych polityków, którzy orzekali w TK i nie można zrzucić im, że nie byli niezależni.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
dr Maciej Pach, Poznańskie Centrum Praw Człowieka INP PAN
Do Trybunału Konstytucyjnego znowu może trafić polityk, a miało być inaczej. Pomysł przejścia niemal bezpośrednio z rządu do TK oceniam bardzo krytycznie. Trybunał powinien być organem w pełni odrębnym i niezależnym od pozostałych władz. A przypomnijmy, że przecież w 2024 r. to obecnie rządzący forsowali ustawę, zakazującą nominacji do TK osób, które zajmowały stanowiska polityczne na cztery lata przed wyborem. Nie trafia do mnie też argument premiera, że wprowadzenie do Trybunału ministra Berka pozwoli na przywrócenie prawidłowego funkcjonowania tego organu. Sędzia Berek musiałby się bowiem bezwzględnie wyłączać od rozstrzygania wszystkich spraw, dotyczących kontroli konstytucyjności aktów prawnych, firmowanych przez ten rząd. Oznacza to, że nie mógłby on orzekać w dużej części spraw, które trafiają do Trybunału. Chociażby dlatego obecność ministra Berka w TK zamiast usprawnić pracę tego organu może ją jeszcze utrudnić.
Bez tego sytuacja w Trybunale jest niezwykle trudna. Część sędziów jest nieuznawana przez prezesa TK i siedzi na trybunalskim korytarzu. Nie jestem przekonany, czy minister Berek do nich dołączy. Jeżeli uda się bowiem Sejmowi przegłosować tę kandydaturę wymaganą większością głosów, to spodziewam się, że prezydent nie będzie miał zarzutów proceduralnych i odbierze od pana Berka ślubowanie. Będzie to jednak oznaczać dalsze upolitycznienie TK.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”
prof. Jacek Zaleśny, Uniwersytet Warszawski
Minister Maciej Berek jest działaczem politycznym, który nieskutecznie kandydował w wyborach w 2005 r. i od tego czasu, w rytm karuzeli wyborczej, pełnił różne funkcje z politycznego nadania. Prowadził zatem sensu stricte działalność nie do pogodzenia z funkcją sędziego TK. W swoim wystąpieniu premier sam przyznał, że wyraził zgodę na kandydowanie ministra do TK. Ta kandydatura wygląda zatem na wykonywanie kolejnego polecenia szefa rządu. Mamy do czynienia z próbą bezpośredniego przejścia ze stosunków czysto politycznych do stosunków, które powinny być jak najdalej od polityki.
Kierowanie do TK "prawej ręki" premiera w ramach odpolitycznienia mogłoby być fabułą najnowszego odcinka "Zewu Choroszczy", ale nie działaniem, które ma cokolwiek wspólnego z troską o dobro wspólne. Postrzegam to jako kolejny etap psucia TK, organu powołanego do kontroli legalności działalności władzy politycznej. Tym samym oddala się perspektywa odbudowy Trybunału jako instytucji niezależnej i odrębnej od władzy politycznej, a przez to zdolnej do kontroli zgodności aktów normatywnych z konstytucją. Niestety, od kilkunastu lat pogłębia się stan powrotu do PRL w zakresie, w którym akty sejmowe nie podlegały kontroli konstytucyjności. Nie przekonuje, że przejście kolejnego polityka do Trybunału i przebranie go w togę stanowi próbę naprawy tej instytucji. To oznacza dalszy upadek TK i utrwalanie systemu, w którym, jak w PRL, wolności i prawa obywateli są naruszane, bo władza polityczna nie podlega kontroli.
Czytaj więcej
Jeśli spekulacje o kandydaturze Macieja Berka na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego się potwierdzą, będzie to znak, że w zasadzie możemy...