„Prezydent nie jest królem słońce” – podkreślał pan rok temu, gdy w tym samym gabinecie pytałyśmy o pana plany na przywrócenie praworządności. No chyba jednak jest. Wybiera sobie sędziów TK, od których odbierze ślubowanie, wetem operuje jak cepem, asesorów sądowych powołuje bez kontrasygnaty premiera. Długo by wymieniać.

Nie zgadzam się. Bo to my ogrywamy prezydenta, tylko metodami zgodnymi z prawem. Prezydent zawetował dobrą ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa i jego ekipa pomyślała: koniec, będzie bojkot, nie wybiorą przecież nowej KRS na bazie starej ustawy, którą sami kwestionowali. I pani Dagmara Pawełczyk-Woicka będzie pełniła obowiązki przewodniczącej Rady do końca świata i o jeden dzień dłużej. Ale sędziowie uwierzyli demokratycznym politykom, którzy obiecali, że działając na podstawie obowiązujących przepisów zatwierdzą wybór delegatów środowiska. I tak ów plan B, którego celem było przywrócenie zgodnego z konstytucją składu i funkcjonowania KRS, się realizuje. To nasz wielki sukces.

Sukcesem jest Łukasz Piebiak, wiceminister od Zbigniewa Ziobry, w składzie nowej KRS?

W każdym koszu trafiają się śliwki robaczywki. Najważniejsze, że mamy Radę wyłonioną zgodnie z konstytucją i europejskimi standardami, to znaczy z częścią sędziowską wyłonioną w większości niezależnie przez samych sędziów.

Czytaj więcej

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek: Prezydent nie jest królem słońce

A nie przez stowarzyszenia sędziowskie, które przedstawiły krótką listę?

To całkowicie nieprawdziwa teza. Stowarzyszenia sędziowskie spotykały się z przedstawicielami sądów, a kandydatury zostały wypracowane oddolnie. W obecnej KRS zasiadają sędziowie różnego szczebla z całej Polski. Jeszcze raz podkreślę: to wielki sukces.

No dobrze, a sędziowie TK siedzący w trybunalskiej bibliotece, bez widoków na wynagrodzenie i dopuszczenie do orzekania, to też sukces?

Sukcesem jest to, że mamy wybranych siedmiu nowych sędziów TK – a za chwilę będzie ich ośmiu – naprawdę świetnych prawników, cieszących się niekwestionowanym autorytetem, którzy nieraz pokazali, że mają mocne kręgosłupy. Co więcej, udało się także przekonać koalicję do podjęcia decyzji o wyborze sędziów TK. To wymagało wiele pracy.

Tylko że nawet jeden z tych nowych sędziów, prof. Sławomir Patyra, sformułował publicznie „bardzo poważny akt oskarżenia wobec dzisiejszej koalicji”, bo nie reaguje na to, że część sędziów TK koczuje na korytarzu.

Na początku wszyscy spodziewali się, że nowo wybrani sędziowie nie otrzymają nawet wejściówek do TK, a stało się inaczej. A tak zupełnie poważnie – znam tę wypowiedź. Zapewniam sędziego Patyrę, że rząd robi wszystko, co możliwe zgodnie z prawem, aby obywatele w pełni odzyskali Trybunał późną jesienią.

Potrafimy poradzić sobie nawet z ordynarnymi politycznymi ustawkami prezydenta z panem Bogdanem Święczkowskim, którego Trybunał wydał kolejne niby-orzeczenie na polityczne zamówienie.

Nie wszyscy mają jednak świadomość, że ze zwolennikami autorytarnego reżimu walczy się logistycznie, planowo, konsekwentnie. Nie chodzi o to, żeby ci sędziowie usiedli w swoich gabinetach czy za stołem sędziowskim w Trybunale, tylko żeby Trybunał zaczął funkcjonować. Czasem trzeba pozornie przegrać bitwę, po to, żeby wygrać wojnę. Jesteśmy na najlepszej drodze do tego, żeby Trybunał znów zaczął działać zgodnie z prawem. Potrafimy poradzić sobie nawet z ordynarnymi politycznymi ustawkami prezydenta z panem Bogdanem Święczkowskim, którego Trybunał wydał kolejne niby-orzeczenie na polityczne zamówienie. Chodzi o kwestię dotyczącą kontrasygnaty powołań asesorskich. Prezydent na podstawie tego pseudo-wyroku powołał asesorów bez wymaganej kontrasygnaty premiera. Miał być szach, ale to my powiedzieliśmy „szach-mat”, bo wszyscy asesorzy złożyli na ręce prezesów sądów swoje oryginalne akty powołania, a pan premier je kontrasygnował. Dzięki temu ci młodzi świetnie wykształceni i przygotowani do wykonywania zawodu prawnicy wyjdą na sale rozpraw i będą rozpatrywać ok. 11 tys. spraw miesięcznie. Nie zmienia to jednak faktu, że „dzięki” prezydentowi od maja czekali w niepewności i zawieszeniu – niektórzy nawet rejestrowali się jako bezrobotni, a wraz z nimi czekały sądy potrzebujące każdej pary rąk do pracy. Na każdy przypadek łamania konstytucji mamy jednak odpowiedź. Będziemy robić swoje i nie damy się zaszachować.

Czytaj więcej

Sędzia TK Sławomir Patyra: Jestem zawiedziony postawą dzisiejszej koalicji

Ciągle pojawiają się pogłoski, że pana pozycja w rządzie słabnie. To prawda?

Proszę zapytać o to premiera. Moim zdaniem moja pozycja jest stabilna i silna. Wiem jednak jakimi prawami rządzi się polityka – rzeczywistość zmienia się dynamicznie, a zmiany mogą nastąpić również niespodziewanie i dotknąć każdego. Bo ministrem się bywa. Muszę przyznać, że naruszyłem pewne układy w wielu instytucjach, bo mam naturę sędziowską, jestem dociekliwy i jak się za coś zabieram, to na poważnie i do końca. Rozpuszczanie plotek o tym, że „Żurek jest do odstrzału” to próby utrudniania mojej codziennej pracy. Ale to się nie uda. Co więcej, czasami nawet mnie to bawi.

Mówi pan, że przywracanie praworządności wymaga długofalowego planowania. Rok temu przekonywał nas pan jednak, że są działania, które można wdrożyć szybko, jak np. pozwy regresowe wobec neosędziów w Sądzie Najwyższym. Został złożony choć jeden?

Tu mnie panie macie. Bo nie wszystko zależy ode mnie. Powstają kolejne wersje pozwu, nawet w tym tygodniu prowadziłem rozmowy na ten temat. Prawnicy lubią dzielić włos na czworo. Wszyscy się zgadzamy co do tego, że ta sprawa będzie wygrana, ale pozostaje kwestia kompetencji do podjęcia kroków: pieniądze zasądzone przez ETPC w związku z działaniami neosędziów w SN wypłaca MSZ, które otrzymuje je z resortu finansów, do tego dochodzi rola Prokuratorii Generalnej RP, reprezentującej Skarb Państwa. Mam nadzieję, że do końca sierpnia wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik.

Ogłosił pan już 100 wolnych etatów w sądach, zatem nowa KRS może wreszcie ruszać z konkursami. Tyle że na końcu mamy Karola Nawrockiego, który, jak wiemy, bacznie przygląda się życiorysom kandydatów na sędziów i może znów powiedzieć „nie”.

Jak wiemy, mamy także taki organ jak Trybunał Stanu, przed którym może się znaleźć. I proszę się nie śmiać. Część neosędziów śmiała się w twarz kwestionującym ich status sędziom, gdy przystępowała do konkursów przed neo-KRS. Dzisiaj część z nich powstrzymuje się od orzekania, a część żyje z wielkim niepokojem, co będzie, gdy pozwy regresowe faktycznie zostaną złożone. Bo jak to się mówi, młyny sprawiedliwości mielą powoli, ale dokładnie.

A jest pan skonfliktowany z prokuratorem krajowym Dariuszem Kornelukiem?

Proszę nie wierzyć we wszystkie plotki, które pojawiają się w mediach. Regularnie się spotykamy z prokuratorem krajowym i współpracujemy. Przyjąłem także zasadę, że nie komentuję publicznie wewnętrznych spraw prokuratury.

Czytaj więcej

Wójcik, Burzyński: Zmiany w prokuraturze? Zastępowanie jednych drugimi

To nie powie nam pan co z tymi awansami, które ponoć pan blokuje? I z krytykowaną reformą prokuratury?

I to jest właśnie bardzo dobry przykład rozpowszechnianych kłamstw, które przebijają się do świadomości społecznej. Na przykład jedno ze stowarzyszeń prokuratorskich ogłosiło w sieci, że w Ministerstwie Sprawiedliwości powstał fatalny projekt regulaminu prokuratury. Ten projekt nie powstał jednak w MS, ale w Biurze Prezydialnym Prokuratury Krajowej. Po jego otrzymaniu skierowałem go do konsultacji, bo uznałem, że warto zapytać o zdanie prokuratorów, którzy najlepiej znają realia funkcjonowania prokuratury jako instytucji. Takie są fakty. Autorzy wpisu wycofali się, ale wykorzystano tę okazję do zaatakowania mojej osoby. W prokuraturze jest grupa, która z jednej strony nie zadbała o oczyszczenie swoich szeregów, ale z drugiej w ramach źle pojmowanej niezależności broni się przed reformami, uważając, że sama zrobi je lepiej i wszystkim, w tym prokuratorowi generalnemu, wara od tego. No nie ze mną te numery.

A jak było z tymi awansami?

To kolejny, jak to się teraz mówi, fake news, jakobym swoimi decyzjami kadrowymi, a raczej ich brakiem, osłabiał prokuraturę. Prawda jest taka, że przez rok powołałem 237 osób na asesorów prokuratury, a 212 na stanowisko prokuratorów rejonowych. To już ponad 440 nominacji. Do tego mamy 49 nowych prokuratorów okręgowych, 18 regionalnych i – uwaga – ośmiu prokuratorów Prokuratury Krajowej. Pracę wykonuje także 52 prokuratorów, którzy choć osiągnęli wiek emerytalny, chcieli dalej pracować i nie przeszli w stan spoczynku. To mało? Więc jeśli ktoś mówi, że ja nie nominuję, to po prostu kłamie.

Tylko o rozdziale funkcji ministra i prokuratora generalnego już mało kto głośno mówi.

Absolutnie zgadzam się z tym, że taki rozdział jest potrzebny i potrzebna jest niezależna prokuratura. Wszyscy mamy jednak świadomość, że prezydent zawetuje każdą ustawę, która systemowo zmieni obecną strukturę. Dlatego w obecnej sytuacji trzeba postawić na dobre praktyki. Takie jak transparentne konkursy na wyższe stanowiska. To musimy wprowadzić. Jeśli ktoś chce awansować, powinien pokazać, że na ten awans zasługuje. Koniec z awansami według własnego „widzimisię” przełożonych.

Czytaj więcej

Piotr Szymaniak: Bilans Żurka? Dużo PR-u, a efekty mizerne

Dlaczego ziobrowy kodeks karny wciąż trzyma się mocno?

Były próby wprowadzania zmian w kodeksie postępowania karnego, w tym dotyczące ograniczenia stosowania tymczasowego aresztowania. I co? Weto. To samo stałoby się z reformą kodeksu karnego. Wyszedłby szef Kancelarii Prezydenta i odwrócił kota ogonem, dobre rozwiązania przedstawiając jako fatalne. Dlatego znów – dobre praktyki, szkolenia prokuratorów i policjantów. Dokładnie takie działania wdrożyliśmy w przypadku przestępstw motywowanych nienawiścią, wprowadzając specjalizację prokuratorską. Efekt – liczba aktów oskarżenia w sprawach, które wcześniej co do zasady były umarzane, skoczyła lawinowo. Zabraliśmy się też za pijanych kierowców i tych, którzy łamią orzeczone zakazy prowadzenia pojazdów. Nie może być tak, że ktoś jednego dnia wytacza się pijany z auta, okazuje się, że jechał, mając kilka zakazów (rekordzista miał ich ponad 20), a prokurator nie znajduje podstaw do wnioskowania o najsurowsze środki.

Wywołał pan temat – nadużywanie tymczasowych aresztów od lat wytyka Polsce choćby ETPC. Karol Nawrocki zawetował dużą reformę k.p.k., ale zdaniem ekspertów ustawa cywilizująca przesłanki stosowania tymczasowego aresztu miałaby szansę na ponadpartyjne poparcie i akcept głowy państwa. Dlaczego rząd nie wyjdzie z taką inicjatywą?

Potrzebujemy systemowych, kompleksowych reform. Nie może być tak, że przygotowujemy projekt, który reguluje wybrany wycinek rzeczywistości z nadzieją, że akurat w tym zakresie będzie zgoda prezydenta. Tak się nie będziemy bawić, a prezydent nie będzie nam dyktował warunków, bo tak nie tworzy się dobrego prawa. W Polsce zgodnie z konstytucją rządzi rząd z premierem na czele. Za każdym razem najważniejszy jest jednak interes obywateli i to właśnie nim kierujemy się, podejmując decyzję o punktowych lub kompleksowych zmianach.

Czy teraz, po roku pracy w rządzie, nie żałuje pan decyzji o rezygnacji z ciepłej posady w sądzie i we władzach Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury oraz późniejszej dobrej sędziowskiej emerytury? Było warto?

To jedno z najtrudniejszych pytań, jakie mogło paść. Jest ciężko, ale ja się nie poddam. Podjąłem decyzję, mam plan i będę go konsekwentnie realizował. Czasy rządów PiS zniszczyły moje życie zawodowe i osobiste. Zabrano mi najlepsze lata rozwoju zawodowego dla każdego człowieka, nie tylko prawnika, a także takiego normalnego życia rodzinnego. Tego nikt mi nie odda. Ale wierzę, że mogę zrobić coś naprawdę ważnego i potrzebnego. Mam realną szansę wpływać na uchwalane przepisy, na zmiany, o których myślałem i których domagałem się jako sędzia. Faktem jest, że nigdy nie pracowałem tak ciężko, jak teraz, choć w sądzie też nie było lekko. Wiem, że muszę się spieszyć, bo stanowisko ministra sprawiedliwości to gorące krzesło. W dniu, w którym premier mnie odwoła, podziękuję za współpracę i zaufanie, i będę się cieszyć wolnością. Poradzę sobie. Nawet jeśli kiedyś byłbym ścigany przez władzę autorytarną za to, że próbowałem przywrócić państwo prawa. Jestem na to absolutnie gotowy. Choć wierzę, że wygra demokracja.

Wiedząc to wszystko drugi raz podjąłby pan taką samą decyzję?

Tak. Miałem okazję przekonać się, że są inni ludzie gotowi rzucić wygodne i spokojne życie, bo tak po prostu trzeba. I tu naprawdę nie chodzi o władzę.

A wyobraża pan sobie powrót do zawodu sędziego?

Byłem sędzią z powołania. Bardzo lubiłem salę rozpraw. Była ona dla mnie takim żywym organizmem ludzkich historii. Wbrew spekulacjom w ogóle nie myślę o karierze politycznej i nie należę do żadnej partii politycznej. Więc jeśli panie pytacie, czy sobie wyobrażam powrót do sądu, to tak, wyobrażam sobie.

Czytaj więcej

W sprawie ENA dla Ziobry problemem jest niejasny przepis

Wierzy pan, że zobaczy kiedyś Zbigniewa Ziobrę przed polskim wymiarem sprawiedliwości? Bo chyba prokuratura trochę dała ciała na tym polu.

Mam zupełnie inne zdanie co do działań prokuratury. Z kolei pan Ziobro swoją ucieczką potwierdził pośrednio, że nie chce stanąć przed polskim sądem, bo się czegoś obawia. De facto tymi swoimi zachowaniami przyznał się już trochę do winy. Oczywiście chciałbym zobaczyć go przed sądem i chciałbym, by jego proces przebiegł sprawnie. Niestety, procesy w naszym kraju trwają coraz dłużej i to jest w dużej mierze właśnie „zasługa” pana Ziobry, który jako najdłużej urzędujący minister sprawiedliwości miał niepowtarzalną okazję, by usprawnić system. Ale zamiast tego ten system zabagnił i zepsuł.

A zrozumiał już pan, że europejskiego nakazu aresztowania nie można wydać na zapas, na przyszłość? Zdaniem prawników i samego warszawskiego sądu wnioskowanie o ENA wobec Ziobry, który przebywa w Stanach Zjednoczonych, a zatem poza Unią Europejską, jest błędem?

Nie rozumiem takiego myślenia. W dzisiejszych czasach swobodnego przepływu osób i możliwości szybkiego przemieszczania się taki nakaz daje gwarancję złapania podejrzanego, który zmienia miejsce pobytu. Zresztą takie przypadki się zdarzały i mimo pobytu danej osoby w krajach, w których nie obowiązuje ENA, taki nakaz był wydawany. Chociażby sprawa sędziego Szmydta, który uciekł na Białoruś i cały czas tam przebywa, a ENA został za nim wydany. Prokuratura jest jednak zdeterminowana i konsekwentnie będzie wysyłać kolejne wnioski o ENA w sprawie Z. Ziobry, żeby jak tylko opuści Amerykę i pojawi się np. w Brukseli, gdzie, jak wiemy, pracuje jego żona, mógł zostać zatrzymany. Wnioski o wydanie ENA czekają na rozpoznanie nawet kilka miesięcy, więc któregoś dnia może okazać się, że to właśnie ten moment, a pan Ziobro pojawi się na terenie UE.

Wita się pan z Łukaszem Piebiakiem na posiedzeniach KRS? Znacie się przecież od lat.

Nie. Są ludzie, którym nie podaję ręki i będę tu konsekwentny.

A jak się pan dogaduje z sędzią Zbigniewem Kapińskim, pierwszym prezesem Sądu Najwyższego?

Praktycznie nie mamy kontaktu. Od momentu, kiedy sędzia Kapiński stanął przed neo-KRS do konkursu na stanowisko w Sądzie Najwyższym nie po to, by utrudnić przejmowanie SN przez panujący wówczas reżim, ale by dostać awans, stał się dla mnie postacią tragiczną. Może kiedyś dosięgnie go refleksja na temat swojego postępowania.

Ale w pana opinii jest I prezesem SN?

Nie. Jest pełniącym obowiązki I prezesa. To samo mówiłem w przypadku pani Małgorzaty Manowskiej. Nie może być I prezesem ktoś, kto nie jest legalnym sędzią SN. Problem z tą sytuacją ma wielu obywateli. Podczas spotkań ludzie często pytają mnie: Jak to nie jest sędzia czy sąd, to kto to jest? Mam dylemat co odpowiadać. Za co tym ludziom się płaci? Jeśli wyroki sądów mówią „nie tworzy sądu” – to pytam się – co tworzy? Nie-sąd? To kim jest? Sędzia tworzy sąd.

Czytaj więcej

Piotr Mgłosiek: Wszystkie „plany B” ministra Żurka

Tymczasem strasznie opornie idą prace nad tzw. ustawą praworządnościową. Ostatnio komisja sejmowa wyjęła nawet po miesiącach projekt z szuflady, ale nie ruszyła z miejsca, bo zabrakło kworum na posiedzeniu. Zmęczył się pan już tym tematem?

Nie zmęczyłem się i jestem coraz bardziej zdeterminowany. Projekt był gotowy już jesienią ubiegłego roku. Czekaliśmy jednak na opinię Komisji Weneckiej, wyrok TSUE i opinię rzecznika generalnego Trybunału, aby móc dostosować go do międzynarodowych standardów. Obecnie ustawa jest w Sejmie. Jednak za sprawy sejmowe ja już nie do końca odpowiadam.

Chce pan, żeby sędziowie po dobrnięciu do wieku emerytalnego orzekali dłużej i to bez zgody Krajowej Rady Sądownictwa. To sposób na przyspieszenie pracy sądów?

Uważam, że to logiczne i praktyczne rozwiązanie, generujące jednocześnie bardzo duże oszczędności dla państwa. Możemy korzystać z wiedzy i doświadczenia dobrych sędziów, a nie odsyłać ich w stan spoczynku często z przyczyn politycznych, jak robił to minister Ziobro i neo-KRS.

Zwiększył pan nabór na aplikację sędziowską i prokuratorską prowadzoną przez Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury, otworzył filię w Gdańsku, jakie kolejne zmiany pan szykuje?

Będzie również filia KSSiP w Poznaniu. W ten sposób poszerzamy zainteresowanie młodych prawników zawodem sędziego i prokuratora. A ci są potrzebni w całym kraju, a nie tylko w okolicach Krakowa czy Warszawy. Ponadto podnieśliśmy wysokość stypendium dla aplikantów KSSiP o 1000 zł, zwiększyliśmy limity naboru na aplikacje: w 2025 r. do 185 (sędziowska) i 115 (prokuratorska), a w 2026 r. do 210 miejsc sędziowskich i 150 prokuratorskich. W okresie pełnienia przeze mnie funkcji ministra sprawiedliwości po raz pierwszy od lat odnotowaliśmy wzrost liczby kandydatów do KSSiP.

Konsekwentnie promujemy też pracę na stanowisku asystenta sędziego m.in., realizując projekt „Asystent sędziego – Prawo. Praktyka. Przyszłość”, w ramach którego organizujemy spotkania i warsztaty w całej Polsce. Dzięki wprowadzonej przez nas ustawie od marca tego roku funkcję młodszego asystenta sędziego mogą pełnić studenci, którzy ukończyli trzeci rok prawa.

W 2025 r. wsparliśmy sądy liczbą 1159 etatów asystenckich. W 2026 r. sądy otrzymały kolejne 325 etatów. Docelowo chcemy wprowadzić model „1 asystent na 1 sędziego”.

A co się dzieje z osławionym Funduszem Sprawiedliwości? Pomaga pokrzywdzonym czy czeka na lepsze czasy?

Kiedy przyszedłem do resortu, z Funduszu Sprawiedliwości nie wydano nawet złotówki. Nie ogłoszono też ani jednego konkursu. Po roku na realną pomoc przeznaczyliśmy ponad 158 mln zł. Fundusze trafiły do różnych organizacji. Każda z nich została wybrana w ramach transparentnego naboru, a wnioski oceniane są przez niezależnych ekspertów.

Czytaj więcej

Nowy I prezes SN dla „Rz”: Nie zabolały mnie słowa Jarosława Kaczyńskiego

Jeszcze jakiś sukces?

Awans Polski w rankingu przygotowywanym przez Komisję Europejską na temat praworządności (2026 Rule of Law Report). Rok temu polskim sądom ufało 26 proc. badanych, dziś jest to 42 proc. To bezprecedensowy wzrost. Komisja dostrzegała nie tylko postępy w przywracaniu praworządności, ale także doceniła nasze działania na rzecz przeciwdziałania korupcji. W innym raporcie – EU Justice Scoreboard 2026 – Polska awansowała aż o siedem pozycji – z 27 na 20.

Mówi pan o swoich licznych sukcesach. A jakie w ciągu minionego roku urzędowania były porażki, niepowodzenia?

Udało się zrobić więcej niż przewidywałem. Pokazuje to obszerne podsumowanie roku mojej działalności na stanowisku ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego, które opublikowaliśmy na stronie internetowej ministerstwa: https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/rok-zmian-w-wymiarze-sprawiedliwosci-podsumowanie-roku-ministra-sprawiedliwosci-prokuratora-generalnego-waldemara-zurka. Jest tam tego naprawdę dużo, łącznie z rozliczeniami nadużyć władzy i afer z czasów rządów PiS.